Jaki problem ma właściwie rozwiązać wprowadzenie limitów czasu pracy i wynagrodzeń personelu medycznego? Środowisko lekarskie twierdzi, że będzie to rozwiązanie pozorne, które nie przyniesie żadnych systemowych korzyści.

Środowisko lekarskie samo wskazuje na problem przepracowania. Projektowane rozwiązania mają z jednej strony ograniczyć nadmierne obciążenie lekarzy pracujących w publicznym systemie ochrony zdrowia, a z drugiej – przeciwdziałać nieuzasadnionym wynagrodzeniom, o których od kilku tygodni toczy się publiczna dyskusja. Na ocenę rzeczywistej skali zjawiska kominów płacowych trzeba będzie jeszcze poczekać. Ustawa umożliwiająca zbieranie danych o wynagrodzeniach z wykorzystaniem numeru PESEL lub numeru prawa wykonywania zawodu została już przyjęta. Pierwsze szersze dane Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji (AOTMiT) ma otrzymać w październiku. Szpitale są przygotowane do przekazywania danych, ponieważ podobne zbiórki prowadzone są od kilku lat. Dopiero połączenie bardziej szczegółowych danych o rzeczywistych wynagrodzeniach z projektowanymi limitami pozwoli spojrzeć na skalę problemu oraz skuteczność proponowanych rozwiązań. Przepisy wprowadzające limity czasu pracy i wynagrodzeń są obecnie w konsultacjach społecznych.

Czytaj więcej

Propozycja Ministerstwa Zdrowia wydłuży kolejki do lekarzy

Podstawowym celem projektu jest uporządkowanie zasad wynagradzania i wzmocnienie nadzoru nad czasem pracy. Z punktu widzenia finansów publicznych musimy brać pod uwagę, że w części podmiotów niestety dochodziło do nadużyć. Oczywiście wysokość wynagrodzenia jest przedmiotem umowy między kierownikiem podmiotu leczniczego a osobą prowadzącą jednoosobową działalność gospodarczą. Nie zmienia to jednak faktu, że w przypadku świadczeń finansowanych ze środków publicznych trzeba patrzeć również na racjonalność wydatkowania tych pieniędzy. Zdarzały się podmioty, w których koszty wynagrodzeń sięgały 106 proc. przychodów. I właśnie takie sytuacje pokazują, że te zmiany są potrzebne.

Jesienią dowiemy się więc, jaka jest obecnie skala tych umów i wynagrodzeń, a w przyszłym roku, czy limit wprowadzony przez państwo zadziałał?

Wprowadzenie limitu ma również umożliwić późniejszą ocenę skuteczności zmian. Każde rozwiązanie wdrażane do systemu powinno po pewnym czasie zostać poddane ewaluacji, aby sprawdzić, czy przyniosło zakładane efekty. Duża część pracy będzie do wykonania przez dyrektorów podmiotów leczniczych. Będą oni musieli m.in. przeanalizować obowiązujące umowy i renegocjować część kontraktów.

Czego dowiemy się o lekarzach i szpitalach dzięki nowej ustawie

Co dokładnie pokaże nam tzw. ustawa peselowa, która właśnie wchodzi w życie? Dowiemy się, ilu mamy lekarzy milionerów i w ilu placówkach pracują?

Na pewno nie poznamy ich nazwisk. To bardzo ważne. AOTMiT będzie mogła identyfikować poszczególne osoby, ale dane przekazywane Ministerstwu Zdrowia zostaną zanonimizowane. Resort otrzyma więc statystyki, które pozwolą zobaczyć, jak w rzeczywistości wygląda struktura wynagrodzeń i kosztów osobowych. Dzięki wykorzystaniu numeru PESEL albo numeru prawa wykonywania zawodu możliwe będzie powiązanie wszystkich informacji dotyczących tej samej osoby. Numer PESEL będzie potrzebny m.in. w przypadku osób, które nie mają numeru prawa wykonywania zawodu. Ustawa obejmie również osoby niemedyczne świadczące pracę w podmiotach leczniczych na podstawie takich umów.

Czytaj więcej

600 tys. zł za kierowanie SOR-em częściowo zdalnie. Drugi etat lekarz ma w szpitalu 300 km dalej

Do tej pory jedna osoba mogła być wykazywana w kilku różnych pozycjach. Przykładowo rezydent zatrudniony na umowę o pracę w związku z odbywaniem szkolenia specjalizacyjnego mógł jednocześnie pracować na umowę zlecenie w nocnej i świątecznej opiece zdrowotnej, a dodatkowo wykonywać inne świadczenia na kontrakcie. Ponieważ były to różne formy zatrudnienia i różne zakresy zadań, AOTMiT mogła widzieć tę samą osobę w trzech odrębnych rubrykach. Po zmianach będzie wiadomo, że wszystkie te dane dotyczą jednego pracownika. Agencja będzie mogła również ustalić, że lekarz pracuje w jednym szpitalu, bierze dodatkowe dyżury w innym, a poza tym udziela świadczeń na przykład w prywatnej sieci medycznej. W przypadku świadczeń finansowanych ze środków publicznych każdy świadczeniodawca ma obowiązek przekazywać Narodowemu Funduszowi Zdrowia informacje o osobie udzielającej świadczeń oraz liczbie przepracowanych przez nią godzin. W poradniach dane dotyczące czasu pracy były już wykazywane, natomiast w szpitalach brakowało pełnego, całościowego obrazu obciążenia konkretnej osoby.

W projektowanych przepisach znalazły się jednak pewne wyjątki. Czy nie będzie więc tak, że osoby, których dotyczą dziś najwyższe wynagrodzenia, nadal będą zarabiały bardzo dużo?

Projekt jedynie ramowo określa katalog obowiązków, za które pracownik medyczny będzie mógł otrzymać dodatkowe wynagrodzenie. Chodzi o czynności niezwiązane bezpośrednio z leczeniem pacjentów, a także – i przede wszystkim – zadania zarządcze i administracyjne. Rozważamy obecnie rozwiązania, które pozwoliłyby docenić wynagrodzenia lekarza wykonującego szczególnie obciążającą pracę albo procedury wysokospecjalistyczne. Jednak i w tym przypadku przewidziane są maksymalne limity, 12- i 16-krotność minimalnego wynagrodzenia.

Czyli nie będzie szerokiej furtki dla kardiochirurgów, ortopedów czy radiologów?

Będziemy doprecyzowywać, których przypadków mogłyby dotyczyć ewentualne odstępstwa. Wynagrodzenie lekarzy było często powiązane z liczbą wykonywanych świadczeń. Np. lekarz pracujący na oddziale ortopedycznym otrzymywał określoną kwotę za każdą wykonaną procedurę, czyli tzw. procent od procedury. Taki model funkcjonował w systemie przez lata. My chcemy od tego odejść, bo to była główna przyczyna kominów płacowych.

Jakie kolejne zmiany planuje Ministerstwo Zdrowia

Patrząc na propozycje ministerstwa, mam jednak poczucie, że pewien moment nie został w pełni wykorzystany. Ministerstwo próbuje uregulować czas pracy i wynagrodzenia, ale wcześniej sami wskazywali państwo, że to obecna struktura szpitalnictwa wymusza konkurencję między placówkami. To właśnie ona sprawia, że wynagrodzenia bywają tak wysokie. Dlaczego ministerstwo nie próbuje rozwiązać problemu również od tej strony?

Prace dotyczące reorganizacji w ochronie zdrowia trwają, rozpoczynają się coraz częściej procesy konsolidacyjne. To bardzo szeroki i złożony proces. A mimo to mamy coraz więcej placówek, które się na nią decydują. Inna ważna w tym kontekście kwestia to lepsze wykorzystanie kompetencji zawodów medycznych. Powinno to poprawić dostępność świadczeń dla pacjentów, a jednocześnie sprawić, że placówki nie będą musiały rywalizować o specjalistów, przede wszystkim o lekarzy. Takie działania są już prowadzone w resorcie. Przykładem jest projekt ustawy o zawodach pielęgniarki i położnej, który znajduje się obecnie na etapie analizy uwag zgłoszonych w konsultacjach. Wsłuchujemy się w głos środowiska zawodowego, ale także organizacji pacjenckich.

Foto: rp.pl/Weronika Porębska

Czy ministerstwo nie powinno pójść jeszcze dalej i wprowadzić zmiany w systemie rezydentur, np. mechanizmy kierowania lekarzy tam, gdzie są najbardziej potrzebni?

Właśnie temu mają służyć projektowane zmiany w ustawie o zawodach lekarza i lekarza dentysty. Ich celem jest lepsze dostosowanie liczby miejsc szkoleniowych do rzeczywistych potrzeb zdrowotnych mieszkańców poszczególnych regionów oraz do zapotrzebowania na specjalistów w konkretnych dziedzinach medycyny. W związku z tym miejsca rezydenckie i pozarezydenckie będą przyznawane konkretnym jednostkom akredytowanym w oparciu o konkretne potrzeby. Będzie to dotyczyło również dużych miast. Ostatecznie to zawsze lekarz będzie wybierał, o jakie miejsce się ubiega spośród dostępnych przydzielonych rezydentur. Zatem tworzymy mechanizmy zachęcające do podejmowania szkolenia w najbardziej potrzebnych specjalizacjach i lokalizacjach, przy zachowaniu swobody wyboru po stronie lekarzy.

Czy dzięki temu lekarze będą częściej wybierali choroby wewnętrzne, anestezjologię i intensywną terapię zamiast na przykład endokrynologii czy dermatologii?

Nie chodzi o zmuszanie kogokolwiek do wyboru konkretnej specjalizacji. System ma być jednak w większym stopniu oparty na rzeczywistych potrzebach zdrowotnych i kadrowych. Wszystkie działania, które podejmujemy w resorcie, mają lepiej zaopiekować potrzeby pacjentów. Dlatego wśród propozycji jest przyznawanie rezydentur zgodnie z potrzebami danego województwa, ale także przewidujemy, że w dziedzinach priorytetowych, w tym w szczególności w dziedzinie chorób wewnętrznych, zwiększona zostanie liczba rezydentur. To z kolei wpłynie na zwiększenie szans odbywania szkolenia specjalizacyjnego w trybie rezydenckim w tej konkretnej dziedzinie. Ale to tylko przykład.

Czytaj więcej

Posłowie chcieli się dowiedzieć ilu lekarzy zostało ukaranych. Ale się nie dowiedzieli

Co z kontrolowaniem czasu pracy lekarzy, którzy łączą zatrudnienie w sektorze publicznym i prywatnym, ale w obu przypadkach udzielają świadczeń finansowanych ze środków publicznych. Czy ministerstwo będzie obejmowało kontrolą wyłącznie te prywatne placówki, które mają kontrakt z NFZ?

Tak. Chodzi o wszystkie podmioty, które realizują świadczenia finansowane ze środków publicznych.

Czy kontrola czasu pracy będzie oparta przede wszystkim na oświadczeniach składanych przez lekarzy, w których wskażą oni, w jakim wymiarze pracują w poszczególnych placówkach?

Tak, podstawą będzie oświadczenie. Chciałabym jednak wyjaśnić jedną rzecz. Osoby prowadzące działalność gospodarczą są przedsiębiorcami. Jeżeli wystawiają fakturę rozliczaną według liczby godzin, to powinna ona odpowiadać rzeczywistemu czasowi pracy. Nie chodzi o karanie kogoś, kto omyłkowo poda niewłaściwą liczbę godzin. Takie sytuacje mogą się zdarzyć. Chodzi o przypadki świadomego przekazywania nieprawdziwych danych.

Lekarze pracujący jedynie prywatnie nie będą podlegać nowym ograniczeniom

A co w sytuacji, gdy prywatny ośrodek nie ma kontraktu z NFZ?

Jeżeli placówka nie ma kontraktu z NFZ i nie korzysta ze środków publicznych, projektowane ograniczenia jej nie obejmą.

Czyli jeżeli ktoś chciałby pracować ponad ten wymiar, mógłby to robić wyłącznie w działalności całkowicie prywatnej?

Dokładnie tak.  W sytuacji, kiedy przedstawiciel zawodu medycznego pracuje całościowo w sferze prywatnej, niefinansowanej ze środków publicznych, nie będzie podlegał nowym przepisom.

Czytaj więcej

Będą wyjątki od limitu pracy i zarobków lekarzy

W projekcie pojawia się minimalny wymiar zatrudnienia wynoszący pół etatu. Czy nadal będzie możliwe, aby lekarz przyjeżdżał do placówki na konsultacje raz w tygodniu, np. w wymiarze jednej piątej etatu, jeżeli szpital potrzebuje danego specjalisty tylko w takim zakresie?

Najpierw trzeba doprecyzować, co rozumiemy przez konsultację. Jeżeli w szpitalu specjalistycznym funkcjonują oddziały kardiologii, neurologii i chorób wewnętrznych, a na oddziale internistycznym pojawia się potrzeba konsultacji kardiologicznej, lekarz z oddziału kardiologicznego przychodzi i konsultuje pacjenta. Projektowane ograniczenia czasu pracy dotyczą poradni przyszpitalnych. Nie obejmą poradni działających poza szpitalami, np. w mniejszych miejscowościach, w których specjalista przyjmuje w ograniczonym wymiarze czasu, czyli np. jeden lub dwa dni w tygodniu.

Czy nie obawiają się państwo, że proponowane zmiany mogą pośrednio pogorszyć dostępność świadczeń dla pacjentów? W mediach pojawiają się już głosy lekarzy, którzy mówią: „skoro zostanie wprowadzony limit wynagrodzenia i czasu pracy, będę wykonywać mniej procedur lub badań, bo to mi się będzie bardziej opłacało”.

Po pierwsze, prowadzimy prace nad konsolidacją szpitali. Po drugie, chcemy szerzej wykorzystywać kompetencje przedstawicieli innych zawodów medycznych. Te dwa elementy są w tym procesie niezwykle ważne i powinny być wdrażane równolegle. Trzeba też pamiętać, że liczba wykonanych świadczeń wpływa na poziom finansowania podmiotu. Ograniczenie ich liczby, także w związku ze zmianą modelu wynagradzania, będzie miało konkretne konsekwencje dla placówki. W przypadku szpitali należących do sieci mniejsza liczba wykonanych świadczeń może przełożyć się na wysokość ryczałtu w kolejnym roku.

Nie jest więc tak, że można dowolnie ograniczyć liczbę udzielanych świadczeń tylko dlatego, że wynagrodzenie będzie rozliczane godzinowo, a nie od wykonanej procedury. Mniejsza liczba procedur będzie oznaczała niższe finansowanie podmiotu leczniczego ze strony Narodowego Funduszu Zdrowia.

Autorki są dziennikarkami Rynku Zdrowia