Białoruś jako jeden z bezpośrednich sąsiadów Polski wzbudza w naszym kraju umiarkowane zainteresowanie. Diaspora białoruska, szacowana na co najmniej 200 tys. osób, nie rzuca się za bardzo w oczy, a pojęcie przeciętnego Polaka o sytuacji na Białorusi jest mgliste.

Powszechnie wiadomo, że rządzi tam Aleksander Łukaszenko, dyktator, który blisko trzyma z Rosją i podsyła nam na granicę nielegalnych migrantów. Na tym w zasadzie zasób wiedzy się kończy, czasem tylko do ogólnego obiegu medialnego przedrze się jakiś cytat z jego licznych wypowiedzi, zawierających pogróżki wobec niezdarnych podwładnych lub „wrogiego” Zachodu.

Czytaj więcej

Łukaszenko robi Łotwie przedwyborcze manewry na granicy

Nikłe zainteresowanie absurdalnym systemem totalitarnym

Do anomalii należy zaliczyć dni, gdy nagle wszyscy interesują się i zarazem świetnie orientują w tematyce białoruskiej, bo wydarzyło się coś tak nadzwyczajnego jak np. zwolnienie 28 kwietnia Andrzeja Poczobuta, niezłomnego działacza polskiej mniejszości i dziennikarza. Po krótkim wzmożeniu wrzawa ucicha i powracamy do opisanej wyżej zdystansowanej obojętności.

Jednak warto przypominać, że tuż za naszą wschodnią granicą, dosłownie po drugiej stronie Bugu i geograficznie w Europie, powstał w ostatnich latach okrutny, mocno absurdalny, system totalitarny, który kontroluje, inwigiluje, łamie, a jeśli trzeba, również niszczy własnych obywateli.

W sierpniu minie już sześć lat, od kiedy Łukaszenko i jego otoczenie krok po kroku dokonują ewolucji ustrojowej od autorytaryzmu do totalitaryzmu. W ten sposób reżim zabezpiecza się przed powtórką masowych protestów, do jakich doszło latem 2020 r. po sfałszowanych wyborach prezydenckich. Stosunkowo łagodna dyktatura, otwarta na dialog z Zachodem i tolerująca wolne media oraz organizacje społeczne należy do przeszłości, a obywatele codziennie płacą za tę „reformę ustrojową” bardzo wysoką cenę. Potencjalnie każdy Białorusin może zostać oskarżony o tzw. ekstremizm, czyli o szeroko pojętą działalność antypaństwową.

Czytaj więcej

Łukaszenko nie chce wojny z Ukrainą. Osłonił go Xi Jinping

Zaostrzenie represji na Białorusi ma charakter ilościowy i jakościowy

Zgodnie z szacunkami białoruskich obrońców praw człowieka, od 2020 r. niemal 50 tys. obywateli doświadczyło prześladowania na tle politycznym, a ponad 8,5 tys. otrzymało wyroki skazujące. Warto przy tym zaznaczyć, iż nasilenie represji ma charakter nie tylko ilościowy, ale też jakościowy – dokonane w ostatnich latach nowelizacje kodeksu karnego znacząco zwiększyły wymiary kary, w związku z czym nawet za wpis w internecie lub polubienie niepożądanych przez władze treści, można trafić do więzienia na 2 lub 3 lata.

W rezultacie nadal utrzymuje się wysoka liczba więźniów politycznych, których oficjalnie pod koniec lipca było ponad 860, przy czym monitorujący problem białoruscy obrońcy praw człowieka zastrzegają, że w istocie jest ich znacznie więcej, co wynika z obawy rodzin skazanych przed dodatkowymi komplikacjami po nagłośnieniu sprawy.

Równolegle do zaostrzania zasądzanych wyroków, pogorszeniu uległy warunki odbywania kar w zakładach penitencjarnych, z których najgorszą sławą cieszą się kolonie karne o zaostrzonym rygorze, gdzie w coraz większym stopniu można znaleźć analogię do mrocznego okresu ZSRR.

Wyjście na wolność w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy grupy ponad 500 więźniów pozwoliło po raz pierwszy kompleksowo zebrać relacje i odkryć przerażającą prawdę o niemal wiernym odtworzeniu w XXI wieku w skali małej Białorusi okrutnej machiny radzieckiego imperium, która stawiała sobie za cel ukształtowanie nowego posłusznego obywatela. Nieprzypadkowo zresztą zbiór takich poruszających świadectw cierpienia i zarazem walki o człowieczeństwo, wydany przez OSW w lipcu tego roku w formie książki, otrzymał tytuł „Archipelag Białoruś”.

Czytaj więcej

Były więzień Łukaszenki: Białoruś jest jak torfowisko, a my jak partyzanci

Rosnąca rola siłowików w aparacie białoruskiej władzy

Obecna Białoruś to nie tylko piekło dla niezależnie myślących obywateli, ale również raj dla funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa, czyli tzw. siłowików. W ostatnich latach rola tego sektora, złożonego m.in. z KGB i MSW, wzrosła w sposób bezprecedensowy, co wynika z przeświadczenia Łukaszenki, iż lojalność tych struktur uratowała go przed utratą władzy w 2020 r. Innymi słowy dyktator stawia na siłowików, bo widzi w nich jedyne efektywne narzędzie utrzymania systemu i jednocześnie jest zależny od ich wiernej służby.

To dialektyczne uwarunkowanie sprawia, iż wynagrodzenia oraz liczebność kadr w sektorze bezpieczeństwa mogą tylko rosnąć, a ich wpływy wkraczają w sfery zarezerwowane wcześniej dla cywilów. Wystarczy wspomnieć, iż podczas rozmów z regularnie odwiedzającym Mińsk, wysłannikiem Donalda Trumpa – Johnem Coalem, obok Łukaszenki siedział nie minister spraw zagranicznych Maksym Ryżankou, a szef KGB gen. Iwan Tertel, cieszący się w ostatnich latach szczególnym zaufaniem dyktatora.

Dominację „Wielkiego Brata” widać w każdym niemal aspekcie

Niestety dla Białorusi, nie tylko siłowicy uratowali Łukaszenkę sześć lat temu przed żądającymi swobód obywatelami. Wydatną pomoc okazała również Rosja, której władze wprost zagroziły interwencją w przypadku eskalacji demonstracji. Ceną za to wsparcie była rezygnacja z dialogu z Zachodem przy jednoczesnej niemal pełnej orientacji na ścisłą współpracę z rosyjskim sojusznikiem.

Dominację „Wielkiego Brata” widać w każdym niemal aspekcie: od eksportu, gdzie 90 proc. przypada na Rosję lub tranzyt przez jej terytorium, przez w pełni koordynowaną politykę zagraniczną i bezpieczeństwa po niemal idealnie skopiowane treści propagandowe oraz politykę pamięci.

Choć brak obecnie przesłanek do prognozowania aneksji, to de facto Białoruś pod rządami późnego Łukaszenki stała się czymś w rodzaju satelity Kremla, a mówiąc współczesnym językiem również jego proxy. Stąd też Mińsk jest współagresorem wobec Ukrainy i jednocześnie wraz z Moskwą podejmuje działania hybrydowe, wymierzone przede wszystkim w bezpośrednich sąsiadów po unijnej stronie granicy, czyli Łotwę, Litwę i Polskę.

Do najczęściej stosowanych narzędzi należy zaliczyć presję migracyjną, obecnie odczuwaną głównie na łotewskim odcinku, naruszanie przestrzeni powietrznej, prowokacje służb, inwigilację licznych w tych państwach diaspor białoruskich oraz wrogą propagandę.

Czytaj więcej

Raman Pratasiewicz: od więźnia Łukaszenki do twarzy białoruskiej propagandy

Reżim nie umie pogodzić rozwoju z permanentną kontrolą wszystkiego

Choć z zewnątrz system Łukaszenki może sprawiać wrażenie skonsolidowanego i odpornego na wstrząsy, to w rzeczywistości jest to model oparty przede wszystkim na sile i strachu. Reżim nie jest już w stanie pogodzić obsesyjnej kontroli nad wszystkim i wszystkimi z efektywnym rozwojem gospodarczym i społecznym. Jak szacują niezależni ekonomiści, obecnie w kraju brakuje ponad 200 tys. pracowników, w tym również wykwalifikowanych.

Nieporadne próby zdobycia siły roboczej z zewnątrz, w tym np. z Uzbekistanu skutkują jedynie obnażeniem znikomej atrakcyjności białoruskiego rynku pracy, gdzie wynagrodzenia są za niskie nawet dla ubogich mieszkańców Azji Centralnej. Coroczne kampanie żniwne, jak w słusznie minionych czasach radzieckich, nadal są odgórnie zarządzane osobiście przez prezydenta i bardziej przypominają specjalne operacje wojskowe niż zwykłe działania w gospodarce rolnej.

Polski nie stać na niewiedzę o sytuacji na Białorusi

Historia uczy, że spersonalizowane reżimy upadają lub też przekształcają się po śmierci ich założycieli, a jako że Łukaszenko już przekroczył 70 lat nie można całkowicie lekceważyć czynnika biologicznego. Wstrząs, jakim niewątpliwie będzie nieuchronna zmiana na stanowisku Prezydenta Białorusi może być zarówno szansą dla Polski, jak też źródłem dodatkowych problemów na granicy, związanych ze zwiększoną presją migracyjną czy też dalszym wzrostem wpływów Rosji.

Polska, jako kluczowy unijny sąsiad Białorusi, nie może sobie pozwolić na ogólną wiedzę o tym kraju, sprowadzoną do przemykających przez media i często wyrwanych z kontekstu prześmiewczych cytatów z Łukaszenki. Państwo to jest i pozostanie ważnym elementem bezpieczeństwa i stabilności w Europie Wschodniej. W najbliższych latach rozgrywka o jego przyszłość i orientację polityczną wejdzie w fazę rozstrzygającą. Jej efekt będzie miał dla Polski daleko idące znaczenie i niezbędne jest, abyśmy aktywnie w niej uczestniczyli.

biogram

Kamil Kłysiński

Główny specjalista w Ośrodku Studiów Wschodnich w Zespole Białorusi, Ukrainy i Mołdawii. Absolwent politologii w Instytucie Nauk Politycznych i Dziennikarstwa oraz wschodoznawstwa w Instytucie Wschodnim na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.