Reklama

Były więzień Łukaszenki: Białoruś jest jak torfowisko, a my jak partyzanci

Gdybym nie wierzył i nie wiedział, że samobójstwo jest strasznym grzechem, gdyby nie czekała na mnie moja rodzina, mógłbym targnąć się na swoje życie – mówi „Rzeczpospolitej” Paweł Siewiaryniec, weteran białoruskiej opozycji demokratycznej, który w sumie ponad jedenaście lat spędził w łagrach dyktatora.
Zatrzymanie uczestnika niedoszłego protestu przeciw Łukaszence w Mińsku

Zatrzymanie uczestnika niedoszłego protestu przeciw Łukaszence w Mińsku

Foto: AFP

Trafiłeś za kratki w czerwcu 2020 r. i wyszedłeś na wolność dopiero po ponad pięciu latach. W grudniu ubiegłego roku za sprawą rozmów Białorusi z USA zostałeś uwolniony i wywieziony na Litwę. Zdążyłeś już się przyzwyczaić do nowej rzeczywistości?

W więzieniu myślałem, że przez trzy dni po uwolnieniu będą mi pomagać, a później będę musiał już radzić sobie sam. Spotkałem się zaś z ogromną falą solidarności. Nie musiałem się martwić tym, jak się odnaleźć w nowym miejscu i jak zapewnić rodzinie warunki. Pomagają mi dziesiątki organizacji białoruskich i międzynarodowych zajmujących się obroną praw człowieka i wspierających byłych więźniów politycznych. W ciągu zaledwie pięciu miesięcy wydano moją książkę, niegdyś na to musiałbym czekać znacznie dłużej.

Pozostało jeszcze 94% artykułu

Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)

Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:

  • codzienne wiadomości, wartościowe komentarze i opinie na serwisie
  • pogłębione reportaże i publicystyka w Plusie Minusie
Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama