Teza o rzekomym utrudnianiu przez polski rząd współpracy Kijowa z USA, nie tylko w sprawie licencji na rakiety do systemu Patriot, ale i generalnie w sprawach obronnych, jest karkołomna i uzasadniana w niepoważny sposób. Nad Wisłą wszyscy zdajemy sobie sprawę z dużej niechęci Ukraińców do konsultowania z nami – zwłaszcza ostatnio – jakichkolwiek kwestii politycznych i wojskowych, a tu prof. Czaputowicz twierdzi, że jednak powinniśmy uzgadniać również nasze interesy.

Niezrozumiałe pomówienia polskiego rządu o „walkę przy amerykańskim stole”

Co więcej, pojedynczej wypowiedzi premiera Donalda Tuska na otwarciu posiedzenia rządu 30 grudnia ub.r. przypisuje wielką moc sprawczą w zniechęceniu Amerykanów do udziału w wojskowych gwarancjach dla Ukrainy, podczas gdy dotychczas pieśnią prawicowej opozycji był  przecież rzekomy zupełny brak sprawczości polskiego rządu (w kontrze do sprawczości prezydenta Nawrockiego) w relacjach polsko-amerykańskich?!

Trudno też zrozumieć źródło pomówienia o „walkę przy amerykańskim stole”, skoro po prostu próbujemy ratować niezły projekt, w którym mamy  egzystencjalny interes zapewnienia lokalnej produkcji amunicji do już posiadanych wyrzutni systemu Patriot. Co oczywiste, decydentami w tych sprawach, sprawach priorytetów ich dystrybucji oraz produkcji są Amerykanie.

Ostrzeżenie dla apologetów bezwarunkowej współpracy wojskowej z Ukrainą

Przypomnijmy więc fakty: podczas szczytu NATO w Ankarze Donald Trump w rozmowie 8 lipca z prezydentem Wołodymyrem Zełenskim niespodziewanie zadeklarował, że Waszyngton przekaże Kijowowi licencję na produkcję rakiet przechwytujących PAC-3 do systemów Patriot. Stwierdził wówczas publicznie: „damy im prawo do produkcji Patriotów” oraz „pokażemy im, jak to zrobić”. Zaznaczył, że ta propozycja nie była jeszcze konsultowana z przemysłem.

Próba obarczania polskiego rządu skutkami decyzji europejskich i amerykańskich jest tyle niepoważna, co dezinformująca

A że niezbadane są meandry myślenia prezydenta Trumpa, którego nastroje i poglądy drastycznie ewoluują pod wpływem lobbystów i wąskiego grona decyzyjnego, więc dalej było już tylko gorzej. W wywiadzie dla „Financial Times” 30 lipca Donald Trump publicznie zmienił swoje stanowisko, twierdząc, że „nie jest pewny”, czy ostatecznie udzieli Ukrainie licencji. Znaczącą była wypowiedź: „Ta broń jest niesamowita. Musimy być bardzo ostrożni z pozwalaniem komukolwiek na jej budowanie. Na razie się na to nie zgodziliśmy”.

Czytaj więcej

Trump ucina spekulacje ws. produkcji Patriotów przez Ukrainę. USA nie wyraziły zgody

Uzasadnienie było nie mniej znaczące i wskazujące na sposób myślenia Amerykanów: „Nie sądzę, żeby do tego kiedykolwiek doszło, ale wiecie, ludzie, którym daje się taką technologię, mogą kiedyś zwrócić się przeciwko wam. Wiecie, że to jest możliwe”. To na tyle mocna wypowiedź, że powinna dać do myślenia również apologetom bezwarunkowej współpracy wojskowej z Ukrainą, do której zresztą prezydent Wołodymyr Zełenski podchodzi jednokierunkowo.

Polska propozycja była próbą ratowania projektu fabryki Patriotów

W tym świetle polska propozycja produkcji rakiet na terytorium Polski, a więc na bezpiecznym terytorium NATO, była – wbrew sugestiom prof. Jacka Czaputowicza – ewidentną próbą ratowania pomysłu z myślą o wyjściu naprzeciw obawom Amerykanów. Została złożona przez minister Magdalenę Sobkowiak podczas roboczej wizyty w Waszyngtonie (23–24 lipca), zanim jeszcze Donald Trump ostatecznie zablokował pomysł budowania fabryki bezpośrednio w Ukrainie (31 lipca).

Propozycja niosła ewidentne korzyści również dla Polski. A są to korzyści długoterminowo niemałe: własna produkcja rakiet antybalistycznych – początkowo głównie na potrzeby Ukrainy, później również na nasze – wzmacniałaby polską bazę przemysłową, budowała cenne kompetencje oraz przyszłą niezależność w dostawach arcyważnej broni na własne potrzeby. Niezależność zresztą mocno ograniczoną, bo i tak niektóre komponenty zapewne musiałyby być dostarczane przez stronę amerykańską.

Ukraina jest militarnie graczem najcięższej wagi, z której potencjałem wojskowym należy się liczyć w każdym możliwym scenariuszu wydarzeń nad Dnieprem

Jeżeli polska propozycja nie zostanie przyjęta, to będziemy uzależnieni od nietanich dostaw gotowych rakiet od koncernu Lockheed Martin, być może z już powstającej takiej samej fabryki rakiet do systemu Patriot w Niemczech. Czy tego chce pan profesor?

Polska nie zabiegała – jak stwierdzono – o „zajęcie miejsca Ukrainy”, lecz o stworzenie trójstronnego projektu przemysłowego z Amerykanami i Ukraińcami. Co licencja, to licencja. Nie mając własnych technologii, chcemy je zdobyć na spółkę z Ukrainą. W międzyczasie, już 13 lipca sformalizowana została koalicja antybalistyczna 10 państw europejskich „Freya”, do której Polski nie zaproszono, co samo w sobie stawia znak zapytania w kwestii politycznych motywacji niektórych udziałowców, w tym Ukrainy.

Polska jednak zwyczajnie nie posiada atrakcyjnej oferty przemysłowej i – jak sformułował to minister Sikorski – „…gdy polskie firmy zaproponują projekty, będą mogły przystąpić do koalicji antybalistycznej”. W świetle tych faktów próba obarczania polskiego rządu skutkami decyzji europejskich i amerykańskich jest tyle niepoważna, co dezinformująca.

Ukraina traci zainteresowanie NATO, do Unii także szybko nie wstąpi

Co gorsza, odwraca ona uwagę od innego, narastającego problemu w relacjach Ukrainy z Unią Europejską, NATO i Polską. Niedawna wypowiedź gen. Załużnego jednoznacznie wskazuje, że daleko idący pragmatyzm generała każe mu ogłaszać utratę zainteresowania wejściem do NATO, maskowany krytyką tej organizacji jako przestarzałej funkcjonalnie. To oczywisty wyraz rozczarowania niemocą sprawczą w sytuacji przedłużającej się wojny i wobec niechęci nie tylko Amerykanów do takiego rozstrzygnięcia. Podobnie można odczytywać głosy polityków ukraińskich, sceptycznie odnoszących się do szans akcesji do Unii Europejskiej.

Prezydent Wołodymyr Zełenski zdał sobie sprawę, że nie jest możliwa „droga na skróty” i proces akcesyjny potrwa dużo dłużej niż jego obecna kadencja – stąd pewna utrata bezpośredniego zainteresowania tematem, którego wdrożenie wymagałoby fundamentalnych reform w Ukrainie. Nie są one mile widziane przez ukraińską oligarchię i mogą być trudne społecznie, więc nawet niedawne otwarcie pierwszych dwu klastrów negocjacyjnych (najważniejszych: w sprawach fundamentalnych oraz stosunków zewnętrznych) nie daje powodów do oczekiwań dużej determinacji w reformowaniu państwa ukraińskiego.

Na wschodniej granicy powstała sytuacja dużej niepewności co do dalszego biegu wydarzeń politycznych w Ukrainie. Losy wojny też są dalekie od rozstrzygnięcia. Po 4 latach walki, Ukraina jest militarnie graczem najcięższej wagi, z której potencjałem wojskowym należy się liczyć w każdym możliwym scenariuszu wydarzeń nad Dnieprem. To właśnie wyraził prezydent Donald Trump. W polskim interesie jest więc takie układanie relacji z sąsiadem, które da nam jak najwięcej atutów w przyszłych ustaleniach politycznych i gospodarczych. Trudno więc zrozumieć oskarżenia, że polski rząd robi rzekomo coś szkodliwego, skoro fakty mówią co innego.

biogram

dr Wojciech Warski

Ekspert Team Europe Direct, członek Rad Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych (PISM) i Stowarzyszenia Euro-Atlantyckiego (SEA), były wiceprzewodniczący Rady Dialogu Społecznego, wiceprezes BCC i Pracodawców RP