Nie tylko mnie szlag trafia na myśl o tym, jak od lat wygląda polska polityka. Polega ona bowiem nie na sporze o to, kto lepiej poprowadzi państwo, lecz na wskazywaniu, kto jest najgorszy, a może nawet beznadziejny. Przed wyborami partie powinny prześcigać się w prezentowaniu świetlanej przyszłości, ku której doprowadzą obywateli, gdy im właśnie oddadzą swe głosy. Jeśli nawet prezentowane są lipne obiecanki, to współzawodniczymy w nadziei na coś lepszego, a nie w nienawiści i lęku.
Współzawodnictwo w inwektywach. Kiedy to się zaczęło?
Widzimy jednak obraz zupełnie inny: współzawodnictwo w inwektywach, przypisywanie sobie nawzajem afer, korupcji, zdrady i czego tam jeszcze z arsenału popularnych obelg. Polska jest – wedle tych polityków – kolonią Niemiec lub Rosji, a najpewniej kondominium obu mocarstw, a może nawet Żydów.
Czytaj więcej
W dzisiejszej polityce nie chodzi bowiem już o to, aby kogokolwiek przekonać, lecz tylko zelżyć. Wtedy „nasi” z uznaniem powiadają „ale im dokopał”...
Kiedy się to zaczęło? Dokładnie nie wiadomo, ale na pewno od czasu, gdy pewna spokojna dotąd partia wygrała wybory pod hasłem „Polska w ruinie”. Wcale nie była; właśnie przebrnęła wywołany na Zachodzie kryzys bankowy, a brukselskie fundusze już zaczęły pracować, lecz okazało się, że wybór złości bardziej popłaca i nic nie kosztuje. Potem już poszło z obu stron…
Nic więc dziwnego, że ludzie mają o politykach opinię jak najgorszą i powtarzają to w ankietach, ale głosują tak jak dotąd, bo alternatywy nie ma. Wszyscy politycy (także nowo powstałych partii) uwierzyli, że droga do wyborczego sukcesu wiedzie przez błoto (do wzajemnego obrzucania). Innej nie ma. Ale do czasu…
Tryumf partii bezmyślnej nostalgii
Druzgocące zwycięstwo AfD w wyborach lokalnych w Niemczech posiało strach zarówno wśród polityków nad Sprewą i Renem, jak i nad Wisłą. Zareagowali, jak potrafią, czyli tradycyjnie: jeszcze większą złością. A my mamy uwierzyć, że w tej złości jest sama prawda: zaufaj mądrzejszym, głupi narodzie, następnym razem głosuj, jak trzeba! Tylko że tą drogą na pewno prawdę ominiemy, tak u nas, jak w Niemczech, we Francji, w USA, gdziekolwiek…
Czytaj więcej
Demokracji i jej niedomogom poświęcono już nazbyt wiele daremnych stron, wylano jeziora atramentu albo komputerowego tuszu. Tymczasem największą i...
Nie jest AfD partią neonazistowską, co jej się próbuje wmówić, ale jest partią bezmyślnej nostalgii, jak nasza Konfederacja, która chce jednocześnie niższych podatków i lepszej służby zdrowia. Nowy byt na niemieckiej scenie politycznej głosi, że gdy obejmie przywództwo, to porzuci euro, podniesie markę do dawnej potęgi, zaś obłaskawiona tym Rosja sprzeda tanio ropę i gaz. Jeszcze trzeba tylko deportować migrantów, by powrócił dobrobyt, jak dawniej. Oczywiście, że to nie trzyma się kupy, ale kusi ludzi nadzieją, a nie tylko złością. Tymczasem zasiedziałe partie wciąż wykazują, że inni są jeszcze gorsi.