Strategia komunikacji w sprawach Ukrainy i strategia budowania z nią relacji to dziś bezwzględny wymóg skuteczności działań państwa polskiego wobec wschodniego sąsiada. Winna ona obejmować sprawy bieżące – gospodarcze, polityczne i wojskowe, ale również historyczne w takim zakresie, w jakim stoją one obecnie na przeszkodzie politycznego zbliżania się dwu narodów.
Niestety, notujemy istotny deficyt wyważonych ocen i jeszcze większy przemyślanych propozycji z obu stron. Ukraina, zajęta sprawami obrony przed Rosją, traktuje problem relacji z Polską jako element doraźnej polityki, podczas gdy w Polsce dominują opinie skrajne, nieliczące się ani z realiami, ani z polską racją stanu i celami strategicznymi.
Ukraina zadania nie ułatwia. Mimo że politycy antypolscy są tam niezauważalną mniejszością, to zagrożenie eskalacją polityki antypolskiej jest prawdziwe w kontekście nadchodzących wyborów. Z pewnością znajdą się kandydaci, którzy prosto pojmowane przez społeczeństwo kwestie narodowościowe i godnościowe będą chcieli wykorzystać do politycznego zbudowania się. Ten rodzaj prostackiego populizmu dobrze znamy w Polsce, dlaczego więc oczekiwać, że na Ukrainie nie będzie on kartą wyborczą? Do tego, Polska byłaby naturalnym „winowajcą” ewentualnego fiaska lub opóźnienia starań Ukrainy w akcesji do Unii Europejskiej mimo że to raczej zastrzeżenia innych państw mogą być tego realną przyczyną.
Czytaj więcej
Prezydent Karol Nawrocki decyzją o odebraniu Wołodymirowi Zełenskiemu Orderu Orła Białego może wzmocnić swoją pozycję prezydenta. Ale prawdziwe kos...
Proces akcesyjny Ukrainy do Unii Europejskiej nie może być przeprowadzony „na skróty”
Kulturowa przynależność Ukrainy do Europy sprawia, że jej przyszłe członkostwo w Unii Europejskiej jest jej prawem naturalnym. Jest też w żywotnym interesie Polski. W grę wchodzą zarówno interesy bezpieczeństwa, jak i ucywilizowanie relacji gospodarczych tak, by nie przydarzały się polskim przedsiębiorstwom takie przypadki jak historia firmy Control Process we Lwowie. Powstaną też warunki kontrolowanej ewolucji polskiego rolnictwa, utrzymania dopłat dla niego i egzekucji standardów europejskich wobec rolnictwa ukraińskiego.
Tyle że proces akcesyjny nie może być przeprowadzony „na skróty”, jak chciał swego czasu prezydent Zełenski. Dziś już wiemy, że akcesja do 2030 r. jest niemożliwa nie tylko z powodu wojny, ale przede wszystkim z powodu kompletnego niedostosowania Ukrainy do wymogów i standardów Unii. Proces dostosowawczy musi zostać wsparty pieniędzmi europejskimi na szkolenia i transformację administracji ukraińskiej, z przesunięciem dużych zasobów ludzkich do obsługi procesu akcesyjnego. Ukraina może przystąpić do Unii tylko po przejściu całej ścieżki negocjacyjnej, jako państwo zmodernizowane i przystosowane do akcesji, przestrzegające prawa i tzw. wartości europejskich.
Jedną z tych wartości jest pamięć historyczna i wzajemny szacunek. Argumenty z tego spektrum nie mogą być cepem do bezmyślnego okładania się przez polityków, ale też nie ulegają one anihilacji w imię „wyższego celu”, za jaki mogłaby być uznana jedność europejska. Problemy historyczne nie znikają, wymagają jedynie rozumnego i konstruktywnego potraktowania.
Czytaj więcej
Prezydentowi Ukrainy Wołodymyrowi Zełenskiemu w sporze z Polską nie chodzi o historię. Wykorzystuje on ją walcząc o przejęcie wpływów, jakie Polska...
Pomysł powołania Panteonu Bohaterów Ukrainy może być albo okazją do budowania mostów
W polsko-polskiej dyskusji pojawiło się pytanie, czy obecną ofiarę krwi ukraińskiej w obronie ojczyzny, ale pośrednio też Polski, Europy, można uznać za zadośćuczynienie za grzechy ich przodków na Wołyniu? To są wartości nieporównywalne, ale wydaje się, że w procesie historycznym takie postawienie sprawy byłoby godnym wyjściem z wieloletniego impasu. Jest wszakże ku temu jeden kluczowy warunek: że te „winy przodków” byłyby adekwatnie nazwane jako ludobójstwo, adekwatnie uczczone i pokajane przez Ukrainę. Nie relatywnie, z uzasadnieniem, że winy są po obu stronach, bo Polacy też mordowali.
Nic z tego. Ukraińcy nawet nie próbują tego robić. I w tym tkwi ich kardynalny błąd. To jest proces edukacji społeczeństwa trwający latami, z których wiele już w niepodległej Ukrainie zostało zmarnowanych. Pojedynczych gestów, takich jak wspólna deklaracja z zimy 2023 r. we Lwowie, nie można uznać za wypełnienie tego postulatu, bo zbyt obficie przeplatane są buńczuczną retoryką nacjonalistyczną. A bez aktywnego współudziału rządu i elit ukraińskich w tym edukacyjnym dziele żadnego „pojednania” nie będzie. Nawet najświeższy pomysł powołania Panteonu Bohaterów Ukrainy może być albo okazją do „przerzucenia mostów” i wypełnienia go pozytywnymi nazwiskami historycznymi z czasów dawnej państwowości polsko-ukraińskiej, z czasów wspólnej walki 1920 r. przeciw bolszewikom i z czasu obecnej walki z rosyjskim imperializmem, ale może też być zarzewiem nowego konfliktu, gdy Ukraińcy zechcą umieścić w nim osoby takie jak zbrodniarze Szuchewycz, Sawur czy wreszcie ich patron Bandera.
Czytaj więcej
Jestem zaskoczony stopniem nastrojów antypolskich w Ukrainie: zajmuję się stosunkami dwustronnymi od 20 lat, ale nigdy wcześniej niczego podobnego...
Odnosząc się do wypowiedzi prezydenta Zełenskiego, że „nikt nie będzie Ukrainie mówił, jakich ma czcić bohaterów”, należy oczywiście przytaknąć. Jednak od tego, jakie osoby uczyni przedmiotem czci narodowej zależy, ku której cywilizacji Ukraina będzie się udawała: wschodniej czy zachodniej. Warto wspomnieć jako przykład, że pojednanie polsko-niemieckie zaistniało (mimo ekscesów polskiej prawicy w ostatniej dekadzie) w warunkach konstytucyjnego zakazu propagowania ideologii nazistowskiej w Niemczech. Nikomu tam więc nawet nie przyszła do głowy myśl, by np. „bohaterowie” wojenni niemieckiej armii byli patronami czegokolwiek w przestrzeni publicznej. Zupełnie inaczej niż obecnie decydentom ukraińskim.
Niezrozumiały jest częsty w demokratycznych elitach Polski pogląd, że rzezi wołyńskiej nie należy teraz nagłaśniać, bo ważniejsza jest empatia wobec obecnej tragedii narodu ukraińskiego i wielkiej daniny krwi przelewanej na froncie. Że należy patrzyć do przodu i nic nie powinno tego zaburzać. Kategoryczne nie! To nie jest zwykły „konflikt na tle historycznym”. Prawie 100 tys. ofiar zorganizowanego ludobójstwa wymaga upamiętnienia i umieszczenia w historii – od tego odstępstwa być nie może. Dokładnie tak samo, jak nie zapomnieliśmy 20 tys. ofiar Katynia i Miednoje, milionów wyniszczonych na Syberii i w Kołymie. Skoro Polska skutecznie potrafiła bronić pamięci tamtych ofiar, dlaczego miałaby zrezygnować z obrony pamięci ofiar Wołynia?
Czytaj więcej
Odwołując się do ukraińskiego nacjonalizmu Wołodymyr Zełenski może zaszkodzić Ukrainie. Kult UPA pogłębia konflikt z Polską, a jednocześnie dostarc...
Bez rozwiązania problemu rzezi wołyńskiej akcesja Ukrainy do Unii Europejskiej będzie po prostu niemożliwa
Ukraina ma stosunkowo krótką historię, jest młodym państwem i potrzebuje „mitów założycielskich”. Kompleksy leczy ostentacyjnie radykalnymi posunięciami na scenie międzynarodowej, nie licząc się z postrzeganiem zewnętrznym. Musi jednak mieć odwagę państwa dojrzałego, które przyjmuje odpowiedzialność za czyny swoich obywateli nawet jeżeli formalnie nie mieli paszportu niepodległej Ukrainy. Bez zorganizowanego, planowego rozwiązania tego problemu po stronie ukraińskiej relacje z Polską i Europą będą w przyszłości zatruwane w miarę zaistnienia kolejnych politycznych potrzeb cynicznych polityków. A bez oczyszczenia tego przedpola akcesja Ukrainy do Unii Europejskiej będzie po prostu niemożliwa.
Dziś Polska nie jest postrzegana przez administrację prezydenta Zełenskiego jako państwo kluczowe dla obrony Ukrainy oraz jako państwo istotne w procesie akcesyjnym do UE. Dlatego brutalnie złamał on nieformalne porozumienie z prezydentem Dudą z Wisły z 2022 r., że Polska będzie „ambasadorem” Ukrainy w procesie akcesyjnym, ale bez Bandery na sztandarach. Obecnie administracja ukraińska zapewne sądzi, że „obejdzie” zastrzeżenia Polski w procesie akcesyjnym uważając, że żadne pojedyncze państwo Zachodu nie jest elementem koniecznym realizacji polityk ukraińskich. Jest to próba taktyki grania na kilku fortepianach i porzucania tych, które nie chcą grać jej melodii. Warto więc przypomnieć, że Polska po roku 2030 będzie płatnikiem netto w Unii i siłą faktów jej rola negocjacyjna wzrośnie, a nie zmaleje. Testowanie znaczenia Polski jest więc krótkowzroczne i można tylko ubolewać, że przywódców Ukrainy nie stać na bardziej holistyczne spojrzenie na całość obecnych i przyszłych relacji między naszymi narodami.
Jedność ukraińskich przywódców, obecnych i dawnych, w gestach zwrotu polskich orderów po małostkowej decyzji prezydenta Nawrockiego budzi swego rodzaju podziw, ale niczego nie dowodzi i żadnego problemu nie załatwia. Cała ta „dyplomacja orderowa” powinna jak najszybciej zostać zapomniana jako niepotrzebny, żałosny incydent we wzajemnych relacjach, które w interesie obu narodów muszą zostać solidnie odbudowane. Biorąc pod uwagę ewolucję ukraińskiej sceny politycznej, należałoby po polskiej stronie położyć większy nacisk na kontakty z ukraińskimi wojskowymi, aspirującymi do roli politycznej niż na kontakty z aktualnym establishmentem politycznym.
Są też po ukraińskiej stronie głosy takie, jak dawnego wiceministra spraw zagranicznych Ukrainy i ambasadora przy UE Kostiantyna Jelisiejewa, że „…bez niezależnej Ukrainy nie ma niezależnej Polski”. To stwierdzenie nieprawdziwe. Polska w Unii Europejskiej oraz w NATO jest silna tymi związkami i nawet najgorszy scenariusz rozwoju wypadków w Ukrainie nie będzie stanowił natychmiastowego dla nas zagrożenia. Większym zagrożeniem dla Polski będzie rodzima prawicowa reakcja, która z polską racją stanu, z racją budowy państwa silnego swoimi instytucjami, po prostu się w swoim cynizmie nie liczy. W długiej perspektywie upadła Ukraina byłaby oczywiście problemem takim samym, jakim jest dziś upadła Białoruś. Oby był to scenariusz całkowicie teoretyczny.