Większość Ukraińców wychowała się bez wiedzy o Wołyniu – przypomniała Natalia Panczenko „Rz”. To samo można powiedzieć o rocznikach Polaków. Oficjalnie tematu nie było. Nieoficjalnie za ważniejszy uważano Katyń. Czasem historie przekazywano w domach, jednak nie zawsze. Co zrozumiałe, nie chciano dzieciom i wnukom opowiadać wyjątkowo okrutnych wydarzeń. Historyk Władysław A. Serczyk w napisanej dla polskich czytelników Historii Ukrainy w ogóle nie używał terminu „rzeź wołyńska”. Krytycznie pisał o współpracy UPA z hitlerowcami. Nie brakowało opisów krwawych wydarzeń od pierwszych powstań kozackich. Jednak temat, który dziś rozpala Polaków, został ominięty slalomem słów. W wydaniu z 1988 r. napisał: „Wiele jest jeszcze do zrobienia, wiele trzeba naprawić wyrządzonych w przeszłości szkód i krzywd”.

Czytaj więcej

Kazimierz Groblewski: Nie dajmy się podpuścić Wołodymyrowi Zełenskiemu ws. Panteonu Narodowego

Ukraina czuje, że rośnie w siłę

W 1991 r. Polska jako pierwsza uznała niepodległość Ukrainy. Oba kraje po komunizmie łączyła prosta myśl, że gdzie dwóch się bije, tam trzeci (Moskwa) korzysta. Przyszły ceremonie pojednania, którym patronowała także polska prawica i Lech Kaczyński. Po stronie ukraińskiej pisano zaś o złożonej tożsamości postsowieckiej, o kraju bez przeszłości, który może wybrać przyszłość. Wydawało się, że wybrano punkt zero w obliczu wspólnego wroga. Solidarność obu narodów w 2022 r. była ukoronowaniem tego procesu.

Tyle że wróg przestał wydawać się groźny. W ostatnich dniach Ukraina odzyskuje terytorium i blokuje Krym. Na początku kadencji Donald Trump krzyczał na Zełenskiego, że Ukraina nie ma żadnych kart. W połowie 2026 r. administracja USA nie kryje już podziwu dla militarnych umiejętności Kijowa. Wojna wszystko zmienia. Skoro Kijów nie chce być podległy Putinowi, tym bardziej nie chce być „junior partnerem” Polski. Prowadzi z rozmachem politykę zagraniczną w Europie, zawiera umowy z krajami Bliskiego Wschodu. Nie chce pośredników.

Czytaj więcej

Marek Kutarba: Wołodymyrowi Zełenskiemu nie chodzi o UPA. Chce przejąć wpływy Polski

Gdy strach przed Moskwą znika, Polska i Ukraina wchodzą w stare koleiny sporu

Zachodzi historyczna zmiana. Spory o odznaczenia są tylko symptomem. Oto gdy strach przed Moskwą znika, Polska i Ukraina wchodzą w stare koleiny sporu. Natychmiast zaczynają spierać się o czasy króla Jana Kazimierza. Pomysł panteonu to dopiero początek. Spory nie ucichną, albowiem w Europie Wschodniej mamy do czynienia z wielkim geopolitycznym zwrotem. Jak powstanie Chmielnickiego było próbą usamodzielnienia się wobec I Rzeczypospolitej, tak obecna wojna prowadzi do tego samego wobec Rosji. Ukraina chce podmiotowości. Polska nie wygląda na mentalnie gotową do zaakceptowania tej zmiany. Skoro Putin wydaje się mniej groźny zarówno dla Polaków, jak i dla Ukraińców, wielu uznaje, że można odpuścić sobie dbanie o emocje drugiej strony. Oto drugi moment Chmielnickiego. W wyniku krwawej wojny w naszym regionie geopolitycznie rodzi się podmiotowe państwo o ogromnych ambicjach. Asertywne wobec nacisków zewnętrznych. Dekolonizujące pamięć zbiorową. I każdego dnia ponoszące ofiary śmiertelne. Dopiero w tym kontekście można zrozumieć obecną temperaturę sporu o przeszłość.