W sobotę w Warszawie możemy podziwiać defiladę wojskową z okazji Święta Wojska Polskiego, a w Gdyni paradę okrętów na morzu. Już pal sześć, że koalicja rządowa próbuje skleić te uroczystości z pożyczkami z unijnego Instrumentu SAFE i w ten sposób przypominać wyborcom o wecie prezydenta Karola Nawrockiego. To zwyczajna, nieco niesmaczna, polityka.
Bardziej istotne jest to, by nie dać się zwieść pozorom. Defilada pokazuje nam, że jeśli chodzi o dostawy uzbrojenia, w ostatnich latach zrobiliśmy olbrzymi skok do przodu. Do końca roku będziemy mieli 250 czołgów Abrams M1A2, ok. 200 południowokoreańskich K2, już teraz mamy dwie baterie systemu Patriot, a kolejnych sześć powinno do nas trafić do końca 2029 r., trwają dostawy samolotów F-35 – wymieniać można długo. Niezaprzeczalne jest to, że mimo hojnych donacji na Ukrainę, armia jest dziś wyposażona lepiej niż jeszcze 5 lat temu, a za 5 lat będzie już naprawdę nieźle. I to widać na defiladzie. Z tego się cieszmy.