Pamiętacie „Faraona” Bolesława Prusa? Jak to plany zamachu stanu, przygotowanego przez młodego faraona w celu zagarnięcia ukrytych w świątyniach skarbów, zostały pokrzyżowane przez uczonych kapłanów, którzy byli w stanie przewidzieć zaćmienie słońca? Oczywiście nasza sympatia jest po stronie reformatorskiego Ramzesa. Ale z drugiej strony, jak tu nie docenić wiedzy kapłanów, którzy pokazali jak potężną bronią może być nauka?

Mamy z tym problem również we współczesnej Polsce. Grupa wybitnych przedstawicieli nauki zainicjowała akcję, mającą zmusić rząd do szybkiego, znaczącego wzrostu nakładów na badania i rozwój (B+R), tak by sięgnęły one 3 proc. PKB. Jak pokazują, Polska wydaje na ten cel jedynie 1,41 proc. PKB, podczas gdy średnia w Unii Europejskiej to 2,24 proc. PKB, a w krajach OECD 2,72 proc. PKB (europejski rekordzista, Szwecja, ma wydatki sięgające 3,57 proc.).

Czytaj więcej

To było pierwsze od dekad całkowite zaćmienie Słońca. Cała Europa patrzyła w niebo

Wiadomo, że współczesny wzrost gospodarczy w ogromnej mierze zależy od umiejętnego wykorzystania wiedzy, a błyskawiczne zmiany technologiczne premiują tych, którzy umieją ją najlepiej tworzyć. Niskie wydatki na B+R hamują rozwój wiedzy, a niskie płace skłaniają młodych, utalentowanych badaczy do odejścia z sektora nauki. W kraju o rosnących kosztach pracy wzrost finansowania nauki i szkolnictwa wyższego jest oczywistą koniecznością. Logiczne, prawda?

Obawiam się, że problem jest jednak bardziej złożony i choć sam należę do świata akademickiego, wahałbym się przed podpisaniem zamieszczonej w internecie petycji. Rzecz w tym, że autorzy apelu nie piszą całej prawdy na temat finansowania B+R, a raczej pomijają te elementy, które są dla nich niezbyt wygodne. Polska rzeczywiście wydaje znacznie mniej od unijnej średniej, ale akurat nie w odniesieniu do wydatków finansowanych przez państwo: wynoszą one u nas 0,5 proc. PKB, w porównaniu ze średnią 0,69 proc. (w regionie należymy do liderów). W dodatku udział ten od lat rośnie. To skąd w apelu informacja o spadku finansowania nauki w porównaniu z 2005 r.? Bo połączono wydatki na naukę z wydatkami na kształcenie studentów, które spadają w odsetku PKB; nic dziwnego, skoro w 2005 r. mieliśmy o 50 proc. więcej studiujących, niż dziś.

Głównym problemem polskiej nauki nie jest więc wcale niedostateczne finansowanie ze strony państwa, ale brak znaczącego finansowania z innych źródeł (zwłaszcza przez przedsiębiorstwa), czyli komercjalizacji badań. Przyczyn tego zjawiska jest wiele, a obie strony – biznes i nauka – oskarżają się wzajemnie o brak zrozumienia własnych potrzeb i umiejętności współpracy. Dlaczego więc wygodniej jest domagać się wzrostu wydatków państwa? Bo dostęp do tych pieniędzy jest znacznie łatwiejszy i wymaga głównie umiejętnego ubiegania się o dotacje, a nie konkurencyjnej walki o zamówienia.

Więcej dotacji pomogłoby w utrzymaniu polskich instytucji naukowych, ale nie rozwiązałoby ich problemów. Odwrotnie, uważam że to właśnie stosunkowo szeroki dostęp do łatwego finansowania związanego z kształceniem studentów (a pamiętajmy, że do wydatków państwowych dochodziły kiedyś ogromne wydatki prywatne) zmniejszył presję na poszukiwanie innych źródeł dochodów i spowolnił zmiany kultury działania tych instytucji.

Bo można narzekać na stosunkowo niskie zamówienia ze strony biznesu i domagać się wyższych dotacji, ale główna bariera dla komercjalizacji badań tkwi właśnie w tej kulturze.

O autorze

Witold M. Orłowski

Główny doradca ekonomiczny PwC w Polsce, wykładowca Politechniki Warszawskiej