Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie realia polityczne i przemysłowe stoją na drodze do produkcji rakiet Patriot w Ukrainie.
  • Dlaczego transfer zaawansowanych technologii obronnych jest procesem złożonym i pilnie strzeżonym przez USA.
  • W jaki sposób amerykański przemysł zbrojeniowy planuje odpowiedzieć na globalny popyt na systemy przeciwrakietowe.

Osiągnęliśmy właśnie porozumienie z prezydentem Trumpem w sprawie udzielenia licencji, ale proszę sobie wyobrazić, co by było, gdybyśmy otrzymali je cztery lata temu. Już teraz produkowalibyśmy Patrioty dla wszystkich – stwierdził niedawno prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski, a było to krótko po spotkaniu z prezydentem Stanów Zjednoczonych.

Chodzi o możliwość produkcji pocisków do systemu przeciwrakietowego Patriot, który jest najbardziej popularnym rozwiązaniem tego typu w zachodnim świecie – także Polska jest jego użytkownikiem.

Jednak kilka dni później Trump, jak już przy wielu innych okazjach, zmienił zdanie. – Na razie się na to nie zgodziliśmy. Rozmawiamy o tym, ale trudno jest oddawać taką technologię. I nie sądzę, żeby do tego kiedykolwiek doszło, ale wiecie, ludzie, którym daje się taką technologię, mogą kiedyś zwrócić się przeciwko wam. Wiecie, że to jest możliwe. Spójrzcie na wojny, zdarzyło się to już kilka razy na przestrzeni lat, prawda? Dlatego musimy być bardzo ostrożni – mówił amerykański polityk.

Czytaj więcej

Ukraina bez licencji na rakiety do Patriotów. Polska wciąż ma szansę

Kolejnych kilka dni później Zełenski jednak stwierdził co innego. – Decyzja już zapadła. Podjął ją prezydent USA oraz inne kluczowe amerykańskie instytucje państwowe. Ukraina musi otrzymać stosowne zezwolenia. Biurokracja sprawia, że wdrożenie i produkcja systemów obrony powietrznej zajmują od 12 miesięcy do nawet kilku lat – relacjonował jego słowa kyivpost.com.

Mało kto chce inwestować w kraju objętym wojną

Czytając te polityczne komunikaty, warto na chwilę odsunąć się od polityki i spojrzeć na szerszy kontekst. Z niego wynika jasno: przeniesienie produkcji pocisków Patriot na Ukrainę się nie wydarzy. Powodów jest co najmniej kilka.

Pierwszym i podstawowym jest to, że… na Ukrainie trwa wojna. Ukraińskie miasta i zakłady przemysłowe są regularnie atakowane. I choć produkcja zbrojeniowa jest tam imponująca, to są to zakłady mocno rozproszone, które bardziej przypominają manufaktury – mało tam wielkich hal wypełnionych setkami nowoczesnych maszyn produkujących sprzęt na masową skalę. Wielkie zakłady zbrojeniowe państwowej zbrojeniówki w dużej części zostały zbombardowane już w pierwszych dniach wojny i do dziś to się dzieje regularnie. Te prywatne są mniejsze i czasem bywa tak, że regularnie są przenoszone z miejsca na miejsce. Warto też przypomnieć, że z szumnych zapowiedzi o wejściu zachodnich koncernów do produkcji na Ukrainie, do tej pory niewiele wynikło. Dlaczego tym razem miałoby być inaczej?

Drugą ważną przyczyną, dlaczego to się nie wydarzy, jest prosty fakt, że amerykańskie koncerny na produkcji tych systemów zarabiają krocie i tych technologii strzegą jak oka w głowie. Te najbardziej zaawansowane pociski PAC-3, których koszt jednej sztuki jest liczony w milionach dolarów, poza USA są licencyjnie produkowane tylko w Japonii. Japonii, która od lat jest sojusznikiem USA, gdzie stacjonują dziesiątki tysięcy żołnierzy amerykańskich i gdzie poziom technologiczny przemysłu należy do tych najbardziej zaawansowanych na świecie.

Z kolei pociski PAC-2 mają być produkowane w Niemczech. Tylko że warto podkreślić, że współpraca koncernu RTX i MBDA trwa już dziesiątki lat, informacje o powstaniu nowego zakładu pojawiły się w 2022 r., jego budowa w Bawarii ruszyła w 2024 r., a produkcja wciąż nie ruszyła. Po prostu takie procesy są czasochłonne, nawet jeśli jest duże zaufanie między partnerami. Ten zakład w Niemczech jest pokłosiem dużego zamówienia, które europejskie kraje złożyły poprzez natowską agencję NSPA. To po prostu oznacza większe zyski dla amerykańskich koncernów.

Czytaj więcej

Produkcja Patriotów przez Ukrainę. Reuters: Negocjacje jednak trwają

Tymczasem Ukraina z roku na rok ma większe trudności z zapewnieniem budżetu na zakup uzbrojenia – USA już jej nie dotują i można zakładać, że także w Europie ta chęć do pomocy będzie słabnąć. A to się będzie przekładać na coraz mniejsze środki na zakup uzbrojenia.

Amerykanie sami zwiększą produkcję pocisków do Patriotów

Warto też pamiętać, że jeśli chodzi o produkcję efektorów do przechwytywania zagrożeń z powietrza, USA nie zasypują gruszek w popiele. Za Atlantykiem działania idą dwutorowo. Z jednej strony, pod koniec lipca, największy koncern zbrojeniowy świata Lockheed Martin, poinformował, że podpisał kontrakt wart prawie 60 mld dol. (to więcej niż roczny budżet Polski na obronność) na produkcję i 3-krotne zwiększenie mocy produkcyjnych pocisków PAC-3 do 2030 r. To oznacza, że wówczas będzie ich produkował ok. 2 tys. rocznie. Można więc zadać sobie proste pytanie: skoro Amerykanie przeznaczają tak gigantyczne środki na własne zdolności do wytwarzania pocisków, to czemu mieliby się z tym kimkolwiek dzielić? Czemu dawać zarobić innym, jak można zarobić samemu? Wydaje się, że w transakcyjnym świecie Donalda Trumpa, odpowiedź jest oczywista.

Z drugiej strony, Lockheed niedawno zaprezentował tańszą wersję pocisku PAC-3. Jeśli ona faktycznie wejdzie do produkcji, tym bardziej można się zastanawiać, po co Amerykanom tańsza konkurencja z Ukrainy? W mediach pojawiły się także rzekome obawy amerykańskich koncernów, że Ukraińcy bardzo szybko usprawnią te pociski. Trudno odbierać to inaczej niż życzeniowe myślenie naszych wschodnich sąsiadów. I tu znowu warto zadać sobie pytanie: skoro to jest takie proste, to czemu już wcześniej tego nie zrobili? Dlaczego szukają też porozumienia z europejskimi producentami systemów przeciwrakietowych?

Odpowiadając sobie na pytania postawione powyżej, warto pamiętać, że Ukraina na różnych polach często próbuje grać powyżej swojej ligi. Czasem to się udaje, czasem nie. Tym razem się nie uda.