Pierwszy to Philip K. Dick, klasyk literatury science fiction, znany chyba wszystkim, jeśli nie z książek, to z ekranizacji „Łowcy androidów”, czyli adaptacji powieści „Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?”. Uważam, że Dick, posługując się sztafażem s-f, niezwykle trafnie opisał naszą rzeczywistość, w szczególności konflikt pomiędzy tym, co rzeczywiste, a tym, co nierzeczywiste, co jest iluzją, a co prawdą.
Drugi autor to Graham Greene, brytyjski pisarz, który orbitował pomiędzy literaturą wysoką a gatunkową, pisywał również powieści szpiegowskie. Jego książki, zwłaszcza „Moc i chwała”, „Sedno sprawy” czy „Spokojny Amerykanin”, to powieści, w których bardzo wyraźnie obecna jest świadomość tragizmu. Bohaterowie stają przed wyborami, z których właściwie nie ma dobrego wyjścia. Jest tam również duży ciężar metafizyczny. Greene deklarował się jako katolik, ale katolik-agnostyk – ktoś, kto z jednej strony uznaje głębię i wagę chrześcijaństwa, a z drugiej żyje już w świecie postsekularnym. Wydaje mi się, że warto dziś sobie tego autora przypomnieć, bo w jego prozie opisanych jest wiele takich aspektów ludzkiego losu, które dzisiaj wypieramy i których nie chcemy widzieć. Ostatni autor to Jorge Luis Borges, klasyk literatury iberoamerykańskiej. Polecam zwłaszcza opowiadanie „Biblioteka Babel”, ponieważ problemy, z którymi zmagamy się, dyskutując o sztucznej inteligencji, zostały tam przez Borgesa błyskotliwie zdefiniowane. Zastanawiamy się przecież choćby, czy książka albo tekst to tylko kombinacja liter, którą odpowiednio potężna sieć neuronowa może odtworzyć, czy też coś jeszcze innego, niepowtarzalnego, niemożliwego do wygenerowania poprzez samą tylko kombinatorykę. Borges bardzo trafnie pokazał, na czym polegają te dylematy.