W polskim wojsku mierzymy się nie tylko z martyrologią. Gdyby to była sama martyrologia, problem byłby niewielki. W każdym kraju o choć minimalnej tradycji militarnej jest ona w centrum historii. To w jakimś sensie nasze obciążenie gatunkowe, że przegranych cenimy na równi, a nawet bardziej od zwycięzców. Powaga, dramatyzm śmierci lubi wygrywać z sytym poczuciem wygranej. Przykłady? By oszczędzić sobie wracania do średniowiecza czy antyku, wspomnę o roli Alamo w mitologii amerykańskiej, świątyni Yasukuni w japońskim Tokio czy o naszych powstańcach warszawskich.