Christopher Nolan okazał się przebiegły jak Odyseusz – można pomyśleć oglądając jego wersję „Odysei”. Jego wersję, bo przecież nie Homera. I nie tylko dlatego, że Homer mógł nie istnieć lub być autorem tylko części eposu. Dokonane przez reżysera w adaptacji zmiany wobec oryginału są tak wielkie jak koń trojański, dzięki czemu pomieścił w scenariuszu wiele uwspółcześnień homeryckich motywów i bohaterów. Takim podstępem wdarł się do świata antyku, ale i współczesności, zdobywając globalną wioskę popkultury. Na szczęście bez rozlewu krwi, choć wielu mu złorzeczy. W tym Emily Wilson, autorka przekładu, który czytał. Nic dziwnego. Przecież Nolan ostatecznie go porzucił jak Odys Kirke, gdy usypiała go lotosem i uniemożliwiała dotarcie do wyznaczonego celu.
Nolan nie działał w próżni. Inteligentnie zauważył, że w światowej kinematografii i streamingu mamy wysyp różnego rodzaju produkcji fantasy z pierścieniami, cyklopami, smokami, potworami, czarodziejkami, którym do „Odysei” – tej Homera, jest przecież bardzo blisko, co udowodniły takie produkcje jak „Władca pierścieni”, „Gra o tron” i „Ród smoka”. Na nich zaś wychowało się już wiele generacji widzów, zwłaszcza młodych.
W filmowej „Odysei” Nolan zachował ramy homeryckiego eposu, tchnął w niego jednak nowego ducha, pisząc od nowa przede wszystkim dialogi, które mają w filmie fundamentalne znaczenie. Pozmieniał też postaci, dopowiadając ich interpretacje z perspektywy naszego czasu. We wszystkim tym przypomina inwencję Williama Szekspira, który też rozwijał istniejące już historie. Szekspir to dla Nolana rodak po mieczu, zaś skłonność do kinowego rozmachu największych produkcji Hollywood, reżyser odziedziczył po kądzieli. Sądzę jednak, że to dziedzictwo kulturowe po ojcu Angliku, a więc to szekspirowskie, sprawiło, że powstał film znakomity, który od kilku tygodni napędza frekwencję i wpływy do kas w kinach całego świata.
Napędza też turystykę kinową do sal IMAX najnowszej generacji, z myślą o których film został nakręcony w najnowszej technologii. „Odyseja” sprowokowała też medialną dyskusję, jakiej dawno nie było w świecie kina, ale też szeroko pojętej kultury. Angażują się w nią już nie tylko krytycy filmowi, lecz również kulturoznawcy, socjologowie, antropologowie, a nawet filozofowie. Korzystają na tym nawet zdradzone na rzecz miałkich nowości książkopodobnych, oficyny wydawnicze z ambicjami, które wydają nowe tłumaczenia „Odysei”. U nas wzrosło zainteresowanie przekładem Antoniego Libery (Państwowy Instytut Wydawniczy, 2024, dodruk 2026). Z kolei benedyktyńskie Homini z Tyńca wydało niedawno nowy przekład Agnieszki Maciejewskiej, opatrzony znakomitym wstępem Tomasza Mojsika, który również w Homini rok temu opublikował świetnego „Odyseusza. Autobiografię nieautoryzowaną”. Zapraszani są więc do mediów – wywiadów czy podcastów, znawcy antyku, gdy przecież filolodzy klasyczni odesłani byli już przez świat popkultury do Hadesu, jako reprezentanci przeszłości dawno przebrzmiałej. Tymczasem dzięki Nolanowi antyk przeżywa triumfalny comeback.
Reasumując: Nolan wypowiedział się poprzez „Odyseję” i dał szansę tym, których głosu w dobie postkultury słuchał tylko mały krąg wymierających znawców sztuki, historii i filozofii, zwany pogardliwie bańką. Wszyscy to widzą, mało kto jednak zauważa, iż sukces filmowej „Odysei” wynika z przepisania antycznego eposu właśnie na język Szekspira. Czyżby towarzysz Włodzimierz Iljicz Lenin miał rację, mówiąc pośrednio, że teatr i literatura dramatyczna nie są już najważniejszą ze sztuk i liczą się tylko barwne, ruchome obrazki, oglądane i podziwiane przez nieświadomych tego, skąd się wzięły – one i ich treść?
Czytaj więcej
Naprawdę wierzymy, że „Odyseja” Nolana to metafora wymierzona w bezwzględność Donalda Trumpa? Co jednak byłoby w takim razie odpowiednikiem Troi? I...
Bezwolni bohaterowie?
Tymczasem wybór stylistyki Szekspira przy adaptacji „Odysei” był jej „Być albo nie być”. Nie tylko dlatego, że wielu z tych, którzy sięgają po epos Homera po raz pierwszy lub ponownie przeżywają rozczarowanie. To świetny „przygodowiec”, znakomite fantasy, ale przecież refleksji o człowieku wypowiedzianych przez bohaterów jest tam jak na lekarstwo. „Odyseja”, powiedzmy sobie szczerze, nie jest dziełem pełnym psychologicznych olśnień, analizy ludzkich postaw i osobowości. Ajschylos, Sofokles i Eurypides lepiej wnikali w sprawy tragicznych dylematów. Z przekąsem można powiedzieć, że Homer nadaje się do ilustracji protestanckiej predestynacji, głoszącej, że Bóg od wieków zadecydował o losie każdego człowieka. W „Odysei” dzieje się bowiem tylko to, na co bogowie pozwalają. A do tego trzeba mieć szczęście, by mieć po swojej stronie tych najsilniejszych. I Odys u Homera ma – Atenę, za zgodą Zeusa. Gdyby nie Atena Odys podzieliłby los swoich 600 towarzyszy zgromadzonych na 12 łodziach, czyli tych, którzy przeżyli wojnę o Troję, ale zginęli podczas powrotnej tułaczki, nie posłuchali bowiem przepowiedni i podpowiedzi, ulegając instynktom i emocjom.
Czytając dziś „Odyseję”, ceniąc sobie wolny wybór i wolną wolę, mamy więc prawo czuć zawód. A nawet sarkastycznie na boku szeptać: „Wiele hałasu o nic” (na stronie, bo przecież Homer wielkim poetą jest i nie wymagajmy więcej od ówczesnego geniusza ponad jego miarę). Na szczęście Nolan woli tego, który napisał „Wiele hałasu o nic”, czyli Szekspira. W pewnym sensie użył go jako rodzaju sztucznej inteligencji – modelu językowego i dramaturgicznej matrycy. I to właśnie, jak mówią komentatorzy sportowi, „zrobiło różnicę”.
Pamiętajmy też, że ekranizacji motywów z eposów Homera mieliśmy w ostatnich latach bez liku, a jednak nie wyszły poza strefę kina popularnego czy historycznych filmów akcji. Tak więc nie tylko Nolanowi, cudownemu dziecku kina, zawdzięczamy renesans „Odysei”, lecz także po dwakroć Szekspirowi, który, co zabawne, według niektórych nie istniał, podobnie zresztą jak Homer. Jakby nie było – nie da się podważyć faktu, że „Odyseja” wraz z „Iliadą” są najstarszymi znanymi eposami naszej cywilizacji, zaś o najsłynniejszej tragedii Szekspira, czyli „Hamlecie” można powiedzieć, że choć wiele jest dramatów, to jednak on właśnie pozostaje najsłynniejszym tekstem świata nowożytnego, stworzonym na przełomie średniowiecza i renesansu, który rozpoczął się od czytania antyku i powrotu do niego.
Oglądając „Odyseję” Nolana można zobaczyć, co Szekspir zawdzięczał Homerowi, a ile Nolan im obu. Proszę zwrócić uwagę, że zamek na szczycie Itaki i jego wnętrze bardziej przypominają średniowieczny Elsynor niż antyczną Troję w tym samym filmie. Oczywiście, jest różnica między historiami opisanymi przez Homera i Szekspira i koniecznie trzeba sobie zadać pytanie, na czym ona polega, ponieważ odpowiedź implikuje refleksję na temat losu ludzkości, a może raczej postępującej dezintegracji.
Homer opisał w „Iliadzie” – jeśli on ją faktycznie napisał – przerażającą wojnę, w historii Europy pramatkę wszystkich późniejszych konfliktów, którą mało kto przeżył nawet z grona zwycięzców. Ale wspominając w „Odysei” to, co się stało tragicznego w Troi oraz w czasie powrotu spod Troi, przedstawił też historię scalenia rodziny, którą można było już uznać za bezpowrotnie rozbitą. Przecież Odys, idąc na wojnę pozostawił rocznego Telemacha, który ojca nie pamięta i nie wie, co to klasyczna rodzina. Zostawił też żonę Penelopę, cierpiącą z powodu samotności i tęsknoty, a mającą też na głowie, poza wychowaniem syna, 108 zalotników, goszczonych w zamku zgodnie z prawem Zeusa. Nigdy bowiem nie było wiadomo, czy pod ludzką postacią nie ukrywa się bóg.
Zalotnicy korzystając z boskiego prawa, przejadali bezczelnie majątek rodziny Odysa, wypijając wszystko, co w jego piwniczce. Przede wszystkim zaś deprawowali dojrzewającego Telemacha swoim zachowaniem i staraniami o rękę matki, gdy nadzieja na to, że ojciec jednak żyje, bo wojna, na którą poszedł się skończyła, w synu nie gasła.
U Homera – po dekadzie konfliktu o Troję, zakończonym podstępem Odysa i przedostaniem się Achajów za mury miasta w posągu wielkiego konia, a także po drugiej dekadzie tułaczki – król Itaki wraca do domu i ostrożnie rozpoznaje sytuację, ukryty za przebraniem żebraka. Asekuruje się, by nie skończyć jak dowódca zwycięski król Agamemnon, zamordowany pierwszego dnia pobytu w domu przez żonę Klitajmestrę i jej kochanka Aigistosa.
Odys pokonuje zalotników Penelopy najpierw w turnieju łuczniczym. Naciąga swój łuk, którego nikt inny naciągnąć nie ma siły, i trafia do tarczy pomiędzy styliskami toporów, co jest jego popisowym numerem. Potem zwycięża zalotników w bezpośredniej walce na śmierć i życie, w czym pomaga mu wierna służba i Telemach, ale głównie Atena. Tak jest u Homera, a przynajmniej w dziele mu przypisywanym. Pierwsza wojna światowa, jakbyśmy mogli nazwać wojnę o Troję z perspektywy Homera i Greków, była więc wyniszczająca, ale choć mało kto ją przeżył, przynajmniej rodzina Odysa się uratowała i ludzkość miała szansę na odrodzenie. Gorzki to, ale jednak happy end, choć Odys nie żył nazbyt długo.
Szekspir to już całkiem inna historia – początku nowożytności, które są i naszym początkiem. Burzliwych czasów przewrotu religijnego, reformacji i kontrreformacji, gdy chrześcijański świat rozpadł się po raz drugi po wcześniejszym podziale na Bizancjum i Rzym. Poeta urodzony jako katolik, wychowany w domu ojca przez księży jezuitów, spiskujących przeciwko anglikańskiej królowej Elżbiecie I – swojego zmarłego nagle syna Hamneta nie mógł pochować w katolickim obrządku, zaś wiara w obcowanie z duchami i modlitwy za zmarłych zostały nagle oraz surowo przez nowy kościół anglikański zakazane.
Rozpoczął się okres spisków i zamachów, zaś w szerszej perspektywie podboju Nowego Świata i jego wpływu na starą Europę. Stary porządek runął. Mało co było stabilne, dlatego „Hamlet” napisany w latach 1599–1602 jest też metaforą świata dezintegrującego się w wymiarze królestwa, dworu, ale przede wszystkim rodziny.
Czytaj więcej
Najnowszy film Christophera Nolana odniósł spory sukces komercyjny i artystyczny, jednak nie obyło się bez kontrowersji. Krytycy zarzucają reżysero...
Troja i Odys u Szekspira
Król i ojciec, czyli stary Hamlet, co najmniej od romantyzmu przedstawiany był jednoznacznie jako ofiara spisku żony Gertrudy i brata Klaudiusza. Ostatnio jednak wnikliwiej czyta się Szekspira, dlatego stary Hamlet portretowany jest też jako tyran, człowiek wojny, ciągle nią pochłonięty (znakomity „Hamlet" w reżyserii Kamila Białaszka). Raczej nie bywał w domu zbyt często, skoro Gertruda i Klaudiusz związali się na serio i robią wrażenie szczęśliwej pary, zupełnie innej niż bezdzietni Makbetowie, połączeni zbrodnią w walce o tron. Czy to coś nam przypomina, gdy oglądamy „Odyseję”?
Odwróćmy chronologię wydarzeń. Cofnijmy się z progu nowożytności do początku starożytności, bo moim zdaniem Nolan taką odyseję naprawiającą świat nam proponuje. Odys mógłby skończyć jak stary Hamlet, który wyprawił się na wojnę. Nie ma go w królestwie, jego syn wychowuje się bez ojca, a żona Penelopa mogłaby ulec jednemu z zalotników, zaś Telemach, nie akceptując tej sytuacji, zginąć. Szekspir właśnie tak poprowadził rodzinną historię w „Hamlecie”, ponieważ chciał symbolicznie pokazać rozpad świata, królestwa i rodziny. Nolan również chce opowiedzieć o rozpadzie świata zagrożonego przez wojnę, korzystając z „Odysei”, ale pragnie nam też dać nadzieję, a poza tym przemyśleć z widzami, dlaczego doszło do wojny. Dlatego wskazówką mógł być dla niego przypominana przez Hamleta homerycka historia o tym jak Hekuba opłakuje Priama, króla Troi zamordowanego podczas zdobycia miasta przez Pyrrusa. (Na marginesie trzeba dodać, że zaraz po „Hamlecie” Szekspir poszerzył zainteresowanie wojną trojańską, pisząc „Troilusa i Kresydę”, której Odys jest jednym z głównych bohaterów).
Hamlet żąda od aktora, by wyrecytował następujący fragment:
„Kto by to widział, Fortunę by skarżył
W jadzie zmaczanym językiem o zdradę!
Gdyby bogowie widzieli ją wtedy,
Kiedy w jej oczach Pirrus wściekłą szablą,
Jak na igraszkę, męża siekał członki,
I gdyby krzyk jej aż do nich doleciał,
Chyba śmiertelnych dola ich nie wzrusza,
Z płomiennych oczu niebios łzy by ciekły,
I w piersiach bogów zbudziła się litość!” (tłumaczenie Leon Ulrich).
Hamlet marzy o tym, by matka po śmierci starego Hamleta była jak Hekuba i zapłakała po jego ojcu lub tęskniła do niego jak Penelopa do Odysa, a nie wiązała się z którymś z zalotników. Hamlet pragnie świata bez wojen oraz kochającej się rodziny. Nie ma jednak do tego warunków. Taką konsolidację rodziny pokazuje nam Nolan w „Odysei”, a ważną rolę gra Penelopa.
U pesymistycznego Szekspira – żona króla Gertruda ulega pokusom ułożenia swojego życia i znalezienia drugiego męża. Penelopa u Homera i Nolana jest poddana próbie wierności przez Telemacha i Odysa, którego tożsamość ona z kolei sprawdza. I oboje przez tę próbę przechodzą pomyślnie, choć próba Penelopy jest o wiele trudniejsza. Najważniejsze jest jednak to, że cała rodzina przemyślała koszmar wojny i swojego rozpadu, by pojednać się wbrew przeciwnościom losu. Telemach w przeciwieństwie do Hamleta widzi miłość swoich rodziców i znowu ma prawo uwierzyć w swoją przyszłość. W przyszłość świata. Dlatego syn Odysa w przeciwieństwie do syna starego Hamleta nie ginie. Za to – uwaga, spojler – umiera Odys, choć u Homera przecież przeżył. U Nolana ta śmierć jest ważna również dlatego, by podkreślić możliwą odmienność rodzinnych losów.
Christopher Nolan (ur. 1970), reżyser „Mrocznego rycerza”, „Incepcji”, „Dunkierki”, „Oppenheimera”. Jego „Odyseja” ma już wpływy 1,1 mld dolarów. 14 sierpnia premiera w Chinach.
Zjednoczona rodzina płynie razem łodzią, a choć Odys jest bliski śmierci, to również przekonany, że ludzkość, by przetrwać, musi przemyśleć to, co się stało pod Troją (lub podczas każdej wojny). Nolan nie chce jednak proponować happy endu – mało wiarygodnego zwłaszcza po rzeziach, jakie pokazał. Nie chce też kwestii przyszłości świata i odpowiedzialności za świat cedować na bogów. Byłoby to nazbyt łatwą propozycją dla ludzkości, która wg reżysera co najmniej od czasów Oppenheimera, czyli wynalezienia bomby atomowej, brnie w zagładę, zaś wojny w Ukrainie i napięcie wokół Zatoki Perskiej to potwierdzają. Przecież w wojnie trojańskiej też nie chodziło wyłącznie o Helenę, tylko o szlaki handlowe ze Wschodu na Zachód.
Nolan nie jest wiernym adaptatorem, i bardzo dobrze, bo zadbał, by antycznych bogów, oraz bohaterki i herosów przypominających u Homera dzisiejszych Supermanów, Spider-Manów i Batmanów, napełnić psychologiczną głębią, a jednocześnie stworzyć kalejdoskop historii ludzkości. Nie jesteśmy więc zakładnikami antycznej przeszłości, tylko oglądamy poza białymi – czarnych i Azjatów. Atena jest czarna, być może również dlatego, że kobiety bywały w męskim świecie niewolnicami. W podobny sposób pokazał historię świata Peter Brook, w adaptacji hinduskiego, a więc o kilka wieków młodszego od „Odysei", eposu „Mahabharata”, który wystawił w teatrze i pokazał w wersji filmowej z udziałem aktorów z całego świata. Z Ryszardem Cieślakiem, gwiazdą Jerzego Grotowskiego, i Andrzejem Sewerynem. Brook, a więc reżyser, który zaczynał od Szekspira, wiele zawdzięczający lekturze „Szekspira współczesnego” Jana Kotta.
Wyobrażenie Homera (VIII w. p.n.e), mitycznego autora „Iliady” i „Odysei”, uważanego za autora dwóch najstarszych znanych nam eposów antycznych
Jak przekształcił homeryckie postaci Nolan? Gigantyczni Lajstrygonowie są uzbrojeni w średniowieczne zbroje, zaś Achaje czasem robią wrażenie Rzymian, właśnie dlatego, że Nolan tworzy syntezę naszej historii. Z kolei w Kirke, która przemienia głodnych towarzyszy Odysa w wieprze, można zobaczyć groźną guru wegetarianizmu i feminizmu: gardzi ludźmi zjadającymi zwierzęta, którzy są gorsi od zwierząt, a do tego jeszcze posługują się gwałtem i niszczą naszą planetę. Odys podczas rozmowy z Kirke to zrozumie. Dlatego nie chce jeść mięsa i daje popis wstrzemięźliwości, choć głód morzy go śmiertelnie. Drugi raz wydarza się to na wyspie Trinakia z krowami Heliosa, gdzie powracający do Itaki marzą o jedzeniu. Wiedzą, że nie mogą tknąć zwierząt i mięsa, a jednak pożerają krowę, za co muszą ponieść konsekwencje.
Kalypso, której Odys opowiada swoje losy, nie oferuje wojownikowi nieśmiertelności, lecz chce dać zapomnienie, częstując go lotosem. Pamięć, ożywiona przedmiotami z przeszłości, które przypominają Penelopę i rodzinę, każe bohaterowi płynąć dalej, choć Kalypso przypomina, jak byli we dwoje szczęśliwi. U Homera Odys buduje wtedy mocną tratwę – mocną, choć przecież, gdy bogowie zechcą i ona nie wytrzyma naporu burzy i fal, zaś Odys trafi do Feaków, gdzie da się rozpoznać i opowie całą swoją historię. U Nolana Odys kładzie się na kilku zapętlonych deskach i daje się nieść nurtowi morza oraz życia. Jakie to buddyjskie!
Rewelacyjna jest interpretacja motywu syren. U Homera to kusicielki, oferujące rozkosz. U Nolana śpiew syren jest soundtrackiem tego, co Odys uświadamia sobie podczas burzy mózgu: marzenia mogą stać się piekłem, co w życiu Odysa właśnie się dzieje.
Czytaj więcej
Ile z Odyseusza jest w Matcie Damonie? W nowym odcinku „Rzeczy o idei” Estera Flieger i Michał Płociński rozmawiają o „Odysei” Christophera Nolana,...
Nolan i Warlikowski
Po tym, jak Odys i jego załoga ominą wir Scylli i łapiemy z nimi oddech, Nolan oferuje nam thriller, bo łapa Charybdy nagle zabiera z pokładu tych, którzy mogli pomyśleć, że są uratowani. Mamy też mocny motyw, naznaczony historią kina, które na nowo zaczęło się od „Gwiezdnych wojen”. Nolan pokazał Agamemnona, który parł do wojny, w monstrualnej czarnej zbroi oraz gigantycznym chełmie, jakby to był prawzorzec Dartha Vadera.
Ciekawe jest też ujęcie Ateny, które tłumaczy, dlaczego zabrakło jej w finale podczas walki z zalotnikami, gdy u Homera ratuje Odysa od ran i śmierci. Oglądamy to w retrospekcji: kiedy Achajowie wysypią się z konia i rozbiegną po Troi, by palić miasto i mordować – w świątyni na oczach Odysa ścięta zostaje kapłanka, do której podobna jest później Atena, zjawiająca się w trudnych chwilach u boku króla Itaki. Wspaniały pomysł, by pokazać wyrzuty sumienia, wojenny stres pourazowy i opowiedzieć, że zabijając bliźnich – zabijamy bogów lub Boga. Nolan wsparł tę interpretację zmieniając finał opowieści Homera. W eposie zalotnicy zastawiają pułapkę na Telemacha w pobliżu jednej z wysp, gdy powraca z wyprawy do Menelaosa, od którego chciał dowiedzieć się, czy ojciec przeżył. W filmie Telemach razem z Odysem i Mentorem wchodzi do świątyni, gdzie chcą ich zabić zalotnicy przebrani za kapłanów. Jacyż to kapłani, skoro mordując Mentora, nie wiedzą, że postać Mentora przyjęła Atena? Bogini zamordowana przez pseudokapłanów to bardzo intrygująca uwaga na temat dzisiejszych kościołów. W konsekwencji zabójstwa w świątyni – Atena nie może pomóc Odysowi i Telemachowi w walce przeciwko 108 zalotnikom. Odys przestaje być herosem. Staje się zwykłym śmiertelnikiem. Jak my.
William Szekspir (1564-1616), najważniejszy poeta teatru ery nowożytnej. Autor m. in. „Hamleta”. Wątki antyczne z Grecji rozwijał w „Troilusie i Kresydzie”, którego bohaterem jest Odys, „Tymonie Ateńczyku”, „Peryklesie” i „Lukrecji”.
I rzecz ostatnia, być może, ważna dla polskich widzów. Punktem odniesienia dla Nolana nie jest chrześcijaństwo z towarzyszącą mu teodyceą. Cofnęliśmy się do okrucieństwa z czasów antycznych, z którym musimy sobie poradzić.
Pamiętam, jak w latach 90. Krzysztof Warlikowski po studiach we Francji wrócił do Polski i zaczynał reżyserować. Rozmawialiśmy, rozmawialiśmy, i nie mogłem nie zauważyć, że wizja świata, jaką prezentuje, nie jest z ducha chrześcijańska, tylko z antyku. Czyżby reżyser, który wystawił kilkanaście tytułów Szekspira i wyjaśniał jego tajemnice w książce „Szekspir i uzurpator. Z Krzysztofem Warlikowskim rozmawia Piotr Gruszczyński” – miał rację?
W tym tygodniu pokazuje na festiwalu w Salzburgu „Europę”, która również jest z ducha antyku i opowiada o konieczności zaprzestania rzezi. Ale czy Europa i świat wezmą sobie to do serca? Czy Nolan okaże się bardziej wpływowy?