Zawsze zachęcam pana premiera, abyśmy osiągnęli ten pułap 5 proc. i dogonili naszych litewskich sojuszników w wydatkach na armię – mówił w środę prezydent Karol Nawrocki podczas chrztu fregaty Wicher, na którym byli najważniejsi politycy naszego państwa. Z kolei wiceminister obrony Magdalena Sobkowiak-Czarnecka zachwalała przy tej okazji pożyczki na obronność z unijnego programu SAFE i krytykowała prezydenckie weto w tej materii.
Generalnie mimo deklaracji o współpracy, obie strony nie szczędziły sobie prztyczków w nos i drobnych złośliwości. Jednak to wydaje się normalne i trudno się czegoś takiego nie spodziewać, niejako można przejść nad tym do porządku dziennego.
Krótkowzroczny jak polityk
To, nad czym nie można przejść obojętnie, to krótkowzroczność naszych polityków. Prezydent chce, by armia była silna, by wydatki na obronność rosły, a jednocześnie torpeduje praktycznie wszystkie próby rządu, by zwiększyć dochody państwa, czyli nazywając rzeczy po imieniu – podwyższyć podatki. Z kolei pani minister cieszy się z zaciągniętych kredytów, ale przypomnę, że poza uchwałą rządu, że pożyczki z SAFE nie będą spłacane z budżetu MON, nie mamy „na twardo” nigdzie zapisanego ustawowo czy choćby w jakimś rozporządzeniu, że tak faktycznie będzie.
Jesteśmy w sytuacji, w której obie strony naszego sporu politycznego chcą tego samego, czyli zwiększania budżetu na obronność i obie starają się zaklinać rzeczywistość.
Czytaj więcej
W najbliższym czasie polski rząd będzie mógł sięgnąć po kolejne środki na zakup uzbrojenia z unijnego instrumentu pożyczkowego SAFE. Chodzi o kilka...
Czas stanąć w prawdzie: by mieć silną armię, potrzebujemy dodatkowych pieniędzy. Nie jestem ekspertem od podatków, nie mam pojęcia czy powinien to być oddzielny podatek na armię, czy powinno to być zwiększenie już obowiązujących danin, których część byłaby dedykowana specjalnie na obronność, czy może jeszcze coś innego.
Napoleon: Pieniędzy, pieniędzy i jeszcze raz pieniędzy
Za to mogę uznać, że przez kilkanaście lat zajmowania się obronnością, w tym obszarze mam pewną, przynajmniej podstawową wiedzę. I prawda jest taka, że o ile mając duży budżet, budowa silnej armii może, choć nie musi się udać, to nie mając zapewnionych wysokich i stabilnych sposobów wieloletniego finansowania, budowa silnej armii nie uda się na pewno. Podobnie stwierdzić miał już ponad 200 lat temu Napoleon mówiąc, że „do prowadzenia wojny potrzeba trzech rzeczy: pieniędzy, pieniędzy i jeszcze raz pieniędzy”. To samo dotyczy budowania zdolności do obrony.
Zamiast więc skupiać się na drobnych złośliwościach i wbijaniu politycznych szpileczek, warto, by obie strony naszego sporu politycznego wspólnie uzgodniły sposób, jak na lata zapewnić stabilne finansowanie zdolności do obrony państwa. Bo to, że obecnie wydajemy ponad 4 proc. PKB, co na tle sojuszników w NATO stawia nas wśród liderów, nie skończy się za rok czy dwa. Kupowany obecnie sprzęt trzeba będzie utrzymać, zwiększającą się liczbę żołnierzy opłacić, a infrastrukturę wciąż rozbudowywać.
Nasze wydatki na obronność na takim poziomie powinny być utrzymywane co najmniej przez kilkanaście lat – w końcu nadrabiamy dziesiątki lat zaniedbań. Oczywistą oczywistością jest to, że nie da się jednocześnie finansować silnej armii i obniżać podatków. Warto, by politycy to wreszcie publicznie przyznali i znaleźli rozwiązanie tego problemu.