Protesty z Polski w sprawie zapowiedzi stworzenia przez Wołodymyra Zełenskiego Panteonu Narodowego wybrzmią na Ukrainie w sposób: „A nie mówiliśmy!”. Polacy dyktują nam, jakich mamy mieć bohaterów, zaraz powiedzą nam, w co mamy wierzyć i jak mamy żyć. Stąd krok od „polskich panów” – no i jesteśmy w domu, kilkadziesiąt ostatnich lat budowania relacji poszło z dymem. Czy o taki wspólny dom z sąsiadami nam chodziło?

Prezydent Zełenski bardzo skutecznie przekierował całą dyskusję o UPA na godnościowe tory: nie będzie nam nikt (w domyśle Polacy) dyktował, jakich mamy mieć bohaterów. Zwłaszcza w czasie, kiedy giniemy też za nich. Czyli narracja ukraińska poszła w stronę: „Nie będzie Polak pluł nam w twarz”.

To bardzo przykre dla nas Polaków, że Zełenski nie wykazał empatii wobec naszego historyczny bólu. Zwłaszcza po wszystkim, co zrobiliśmy dla Ukrainy. No ale takie są fakty. Warto je przyjąć do wiadomości.

Oczywiście, zapowiadając stworzenie panteonu bohaterów, prezydent Ukrainy ma świadomość, jak to zostanie odebrane w Polsce. Wie, gdzie nacisnąć, abyśmy zareagowali tak, jak chce. Jest to pomysł polityczny polegający na sprowokowaniu łatwej do przewidzenia polskiej reakcji. Wygodnej dla Zełenskiego ze względu na sytuację wewnętrzną na Ukrainie i sytuację na froncie. Łatwiej dyskutować o tym, że nikt nie będzie nam narzucał bohaterów, niż rozliczyć się z przeszłością.

Czytaj więcej

Nikt nie żałował Zełenskiego. Pięć zaskoczeń na konferencji w Gdańsku

Decyzja Wołodymyra Zełenskiego ws. utworzenia Panteonu Narodowego to próba zrzucenia winy na Polskę za pogorszenie relacji

Dlatego nie strzelajmy sobie w kolano. Nie dajmy się podpuścić prezydentowi Ukrainy. Raz bądźmy mądrzejsi. Każdy głos oburzonych polskich polityków, premiera, prezydenta, każda publikacja, w której będziemy w dobrej wierze Ukrainie podpowiadać bohaterów pozytywnych, by ich odwodzić od tych negatywnych, to woda na młyn ukraińskiej narracji. Możemy ubolewać, że tak jest. Ale tak po prostu jest.

Rzeź wołyńska

Rzeź wołyńska

Foto: PAP

Już nic w sprawie ludobójstwa na Wołyniu nie uzyskamy. Już wiemy, że w tym momencie historycznym i dziejowym nie posuniemy do przodu tej sprawy. Nasi przyjaciele nie chcą zrozumieć polskiej wrażliwości i na nią odpowiedzieć lub nie mogą jej zrozumieć akurat teraz. Pozostaje mieć nadzieję, że może innym razem.

Czytaj więcej

Czego młodzi Ukraińcy uczą się o Wołyniu. Niewiele, i nie tak jak w Polsce

Bohaterowie ukraińscy są bohaterami Ukrainy, nie Polski

To co się stało dobrego w relacjach polsko – ukraińskich w ostatnich kilku latach nie może pójść na darmo. Dlatego, gdy politykom grzeją się głowy, także po polskiej stronie, najlepszą reakcją na zaognianie naszych stosunków byłoby wyciszanie tego tematu. Nie dokładanie do narastającego konfliktu paliwa. Powiedzieliśmy w tej sprawie wszystko, a teraz zaciśnijmy zęby i niech sobie Ukraińcy wybierają sami takich bohaterów, jakich chcą. Przyglądajmy się temu i wyciągajmy wnioski. Takie, które wymagają ciszy.

Im bardziej będziemy teraz bili pianę, im bardziej będziemy się oburzali, tym bardziej odpowiedzialność za pogarszanie naszych relacji będzie spadała, także w oczach obserwujących ten nabrzmiewający konflikt z zaniepokojeniem innych krajów, na Polskę. I o to prezydentowi Ukrainy chodzi – by zrzucić na nas winę. Dużo nie trzeba, by uaktywnić stereotyp nieodpowiedzialnej Polski, która w imię swoich traum z przeszłości jest gotowa zburzyć każdą teraźniejszość.

Zdystansowanie się od kolejnych odsłon podsycania tego konfliktu pokaże, że dajemy sąsiadowi czas na ochłonięcie, uporządkowanie swoich spraw, wygranie wojny z Rosją. I do tematu wrócimy w lepszym czasie. Bo realnie patrząc, teraz już nic nie uzyskamy.