Zamiast wzmacniać ukraińskie zdolności obronne i budować pozycję Polski w inicjatywach sojuszniczych, Warszawa zaczęła utrudniać współpracę Kijowa z USA w sprawie licencji na Patrioty. Równocześnie zabiega o zajęcie miejsca Ukrainy w tym przedsięwzięciu. Te przepychanki w Waszyngtonie mogą skończyć się tym, że Kijów nie dostanie licencji, a Polska nie uruchomi produkcji Patriotów. Zamiast konsultować kroki z ukraińskim partnerem, Warszawa osłabia jego pozycję strategiczną.

Propozycja bez konsultacji z Ukrainą

Nie pierwszy to raz Polska utrudnia współpracę ukraińsko–amerykańską w sprawach obronnych. Donald Tusk mówił 30 grudnia ubiegłego roku, że USA rozważają udział swoich wojsk w przyszłych gwarancjach bezpieczeństwa dla Ukrainy. W dyplomacji takie zobowiązania ogłaszają jednak państwa, których dotyczą. Wkrótce potem, jak ujawniło Politico, Amerykanie zażądali osłabienia zapisów deklaracji paryskiej: zamiast udziału USA w siłach wielonarodowych pozostała mowa o wsparciu, a Waszyngton dokumentu nie podpisał.

Szczególnie uderza rozdźwięk między deklarowaną proeuropejskością obecnej władzy a jej praktyk

Dziś podobny mechanizm powraca w sprawie amerykańskiej licencji dla Ukrainy na pociski do systemów Patriot. Podczas spotkania NATO w Ankarze prezydent Trump zapowiedział, że USA udzielą Ukrainie takiej licencji. Zaraz potem wiceminister obrony Magdalena Sobkowiak-Czarnecka publicznie zaproponowała w Waszyngtonie, aby ewentualna produkcja odbywała się w naszym kraju. Gdyby propozycja ta została wcześniej uzgodniona z Ukrainą, miałaby sens. Wszystko wskazuje jednak na to, że tak nie było.

Czytaj więcej

Ukraina bez licencji na rakiety do Patriotów. Polska wciąż ma szansę

Wiceminister Cezary Tomczyk doprecyzował później tę argumentację: Ukraina jest bombardowana, a technologię mógłby przejąć rosyjski wywiad, więc produkcja Patriotów powinna odbywać się w Polsce. Taka „troska” o bezpieczeństwo technologii amerykańskiej brzmi jednak nie jak wsparcie dla ukraińskiej inicjatywy, lecz jak uzasadnienie jej przejęcia przez Polskę. A przecież gdyby Ukraina nie była bombardowana, produkcja pocisków mających ją przed tym chronić nie byłaby tak pilna. Problem nie w tym, że Polska zabiega o własne interesy, lecz że utrudnia Ukrainie uzyskanie decyzji kluczowych dla jej obrony.

Europejski program Freja z Ukrainą, ale bez Polski

Nie tracąc nadziei na amerykańską licencję, Kijów postanowił rozwijać zdolności antybalistyczne razem z dziewięcioma państwami europejskimi w ramach projektu Freja, który ma uzupełnić kosztowne amerykańskie Patrioty. Czy można się dziwić, że Polski tam nie ma? Dla Warszawy oznacza to osłabienie wiarygodności i utratę pozycji w Europie.

Czytaj więcej

Ukraina i Europa tworzą odpowiednik zestawu Patriot. Prototyp za kilka miesięcy

Na tym tle szczególnie uderza rozdźwięk między deklarowaną proeuropejskością obecnej władzy a jej praktyką. Rząd, który miał wzmacniać europejską podmiotowość i solidarność z Ukrainą, w tej sprawie znalazł się po przeciwnej stronie: zamiast budować wspólną pozycję z Kijowem i partnerami europejskimi, walczy o miejsce przy amerykańskim stole. Rząd Prawa i Sprawiedliwości, kiedy byłem jego członkiem, łączył współpracę wojskową z USA ze wspieraniem Ukrainy. Dzisiejsze przeciwstawianie tych celów jest błędem: polskie bezpieczeństwo polega na wzmacnianiu Ukrainy, aby Warszawa nie musiała używać Patriotów.

  • Profesor na Uniwersytecie Warszawskim, w latach 2018-2020 był ministrem spraw zagranicznych