W ubiegłym tygodniu ok. 60 tys. osób próbowało przedostać się z Maroka do Ceuty – hiszpańskiej eksklawy, jednej z zaledwie dwóch lądowych granic Unii Europejskiej na kontynencie afrykańskim. Co najmniej 72 osoby zginęły, tonąc lub zostając zmiażdżone przy falochronie. Lokalne władze obawiają się, że ostateczny bilans ofiar może być wyższy.
Choć wydarzenia te ujawniły poważne zaniedbania w zarządzaniu granicą, udzielaniu pomocy humanitarnej i współpracy Maroka z Hiszpanią, nie uzasadniają wniosków wyciąganych przez część europejskich i światowych przywódców, jakoby to, co się stało w Ceucie, było „inwazją” na Europę.
Kryzys w Ceucie. Wiele europejskich rządów nie zdało egzaminu
W ciągu 48 godzin władze Hiszpanii i Maroka przywróciły porządek. Ponad 48 tys. osób odesłano z powrotem do Maroka, a ci, którzy pozostali, to głównie małoletni bez opieki lub osoby, których sprawy wciąż były rozpatrywane. Nikt nie dotarł do kontynentalnej Hiszpanii, a ci, którzy znaleźli się w Ceucie, nie mogli przemieścić się dalej do strefy Schengen.
To rozróżnienie ma znaczenie. Był to kryzys na jednej z zewnętrznych granic Europy, ale nie załamanie się granic Europy jako takich. Mimo to wielu europejskich przywódców potraktowało to jako coś znacznie poważniejszego. Tymczasowa utrata kontroli stała się testem tego, czy zasada leżąca u podstaw europejskiego projektu, mówiąca, że presja na zewnętrznej granicy jest wspólną odpowiedzialnością UE, nadal obowiązuje. Według tego kryterium wiele rządów nie zdało egzaminu.
Czytaj więcej
Premier Hiszpanii Pedro Sánchez sam wystawia się na oskarżenia całej Unii Europejskiej, bo unika obciążenia winą za kryzys migracyjny króla Maroka
Manfred Weber, przewodniczący Europejskiej Partii Ludowej, przekonywał, że wydarzenia te były związane z „czynnikiem przyciągającym”, jaki stworzył hiszpański program legalizacji pobytu migrantów. Ursula von der Leyen potępiła incydent jako „nie do zaakceptowania” i wezwała do szybkich powrotów, lecz początkowo udzieliła Hiszpanii jedynie ograniczonego wsparcia politycznego i niewiele powiedziała o roli Maroka w tych wydarzeniach. Następnie Włochy wprowadziły kontrole graniczne wobec osób przybywających z Hiszpanii, a Giorgia Meloni i duńska premier Mette Frederiksen przygotowały list (podpisany przez 22 przywódców UE), powtarzający tezę, że do kryzysu przyczynił się hiszpański program legalizacji. Dania, Czechy i Finlandia również poparły wyłączenie Hiszpanii ze strefy swobodnego przepływu osób, argumentując, że osoby już znajdujące się w tej strefie mogłyby przemieścić się dalej.
Żadne z tych twierdzeń nie wytrzymuje konfrontacji z faktami. W rzeczywistości, młodych Marokańczyków przyciągnęła do Ceuty fałszywa obietnica rozpowszechniana w mediach społecznościowych, która wypaczała sens wyroku Sądu Najwyższego w Madrycie zakazującego natychmiastowego odsyłania osób, które dopłynęły do eksklawy wpław, zanim zapewniono im dostęp do zwykłych procedur prawnych. Co więcej, hiszpański program legalizacji dotyczył wyłącznie osób już mieszkających w kraju lub ubiegających się o azyl, które złożyły wnioski przed końcem 2025 r. Program zakończył się 30 czerwca, miesiąc przed wydarzeniami w Ceucie, i nie przewidywał żadnej legalnej ścieżki dla osób przybywających w lipcu. A w samej Ceucie ci, którzy pozostali w eksklawie, nie mogli przemieścić się dalej, ponieważ kontrole przy wyjeździe już obowiązywały.
Nigdy nie chodziło o to, czy Europa powinna kontrolować swoje granice. Powinna i to robi. Prawdziwe pytanie brzmiało, czy presja na zewnętrznej granicy Europy nadal będzie traktowana jako wspólna odpowiedzialność, czy stanie się pretekstem, by rządy zwróciły się przeciwko sobie.
Ceuta pokazuje zmianę w europejskiej debacie o migracji. I nie jest to dobra zmiana
Porównanie z Lampedusą pokazuje, że nie była to wyłącznie kwestia zarządzania granicami, lecz także politycznej solidarności. W 2023 r., gdy na Lampedusę, włoską wyspę będącą jednym z głównych punktów dostania się do UE przez Morze Śródziemne, przybyło niemal 160 tys. migrantów, von der Leyen udała się tam wraz z Meloni i oświadczyła, że nieuregulowana migracja jest „europejskim wyzwaniem”, wymagającym „europejskiej odpowiedzi”. W przeciwieństwie do Ceuty, osoby przybywające na Lampedusę mogły znacznie łatwiej przemieszczać się dalej w obrębie Schengen, co sprawiało, że wtórne przepływy migrantów stanowiły dużo większy problem. Mimo to Włochy potraktowano jak państwo członkowskie dźwigające wspólny ciężar. A Hiszpanię potraktowano inaczej. Uznano, że jej własna polityka migracyjna pomogła stworzyć problem.
Ta różnica odzwierciedla zmianę w europejskiej debacie o migracji. I dobrze obrazuje rzeczywistość, w której skrajna prawica nie musi już sprawować władzy, by dyktować reakcję Unii Europejskiej. Meloni pomogła zainicjować presję na Hiszpanię, lecz Weber, socjaldemokratka Frederiksen i inni przywódcy zamienili tę narrację w oficjalne stanowisko 22 rządów. Solidarność stała się warunkowa, a Schengen przekształciło się w instrument politycznego nacisku na rządy, których polityka migracyjna nie podobała się wielu europejskim przywódcom. Efektem była nie tylko wewnętrzna fragmentacja, lecz także podatność, którą zewnętrzni aktorzy szybko wykorzystali.
Ochrona czasowa cudzoziemców w UE
Prezydent USA Donald Trump wskazał Ceutę jako ostrzeżenie dla amerykańskich wyborców przed zagrożeniami wynikającymi z niekontrolowanej migracji. J.D. Vance nazwał to „inwazją na Zachód”. Elon Musk porównał wydarzenia do filmu o zombie „World War Z”. Minister spraw zagranicznych Ukrainy poinformował, że w prorosyjskich sieciach, kierowanych przez kontrolowane przez państwo media Pravda i RT, krążyło ponad 1,5 tys. wpisów dotyczących Ceuty. Europejscy politycy nie stworzyli tych narracji, lecz powielając podobny przekaz, ułatwili ich rozpowszechnianie, jednocześnie pomijając możliwy hybrydowy charakter całego incydentu.
Trwałe znaczenie Ceuty wynika nie tyle z tego, co wydarzyło się na granicy, ile z politycznej reakcji, która nastąpiła później. Chwila lokalnego chaosu stała się testem europejskiej spójności. Wydarzenia z ubiegłego tygodnia wymagają pełnego śledztwa dotyczącego siatek przemytniczych, działań Maroka, przygotowania Hiszpanii i legalności pushbacków. Nie powinny jednak przesłaniać szerszej lekcji. Ceuta nie pokazała, że Europa nie potrafi bronić swoich granic. Pokazała, jak szybko polityczne podziały mogą zamienić lokalny kryzys graniczny w zagrożenie dla europejskiej solidarności. Hiszpania zasługiwała na kontrolę, ale zasługiwała też na wsparcie. Jeśli solidarność uzależnia się od politycznej zgodności, Schengen przestaje być pewnikiem, a staje się kartą przetargową, której nasi przeciwnicy doskonale wiedzą już, jak używać.
Alberto Alemanno