Stary duet literatura i kino mogą zrobić dla promocji Polski więcej niż ci, którzy zapowiadali szumnie, że przeprowadzą skomplikowane analizy, wyłonią „słowa klucze”, na bazie których będą budować międzynarodowo spójny obraz naszej ojczyzny. Oczywiście w ich wizji Polska nie była po prostu krajem, ale marką. Nie miejscem, ale produktem.

Ilu ludzi, tyle „Lalek”

Wyreżyserowany przez Pawła Maślone (autorem scenariusza jest Paweł Demirski) i wyprodukowany przez Netfliksa serial „Lalka”, co oczywiste, również jest produktem. W przeciwieństwie jednak do niesławnego raportu sygnowanego nazwiskiem Barbary Mróz-Gorgoń nie jest wytworem halucynacji AI. W „Lalce” – i to zarówno tej serialowej, jak i literackiej – majaczy nie sztuczna inteligencja, ale ludzie. Roją o miłości, społecznym awansie, postępie w nauce czy wreszcie o szczęściu: stanie tak dziwnym, że wręcz śmiesznym.

O halucynacjach Wokulskiego i jego błędach, których „raczej nie popełni sztuczna inteligencja”, pisał tydzień temu w „Tygodniku Powszechnym” prof. Ryszard Koziołek. W powieści Prusa dostrzegał próbę falsyfikacji człowieczeństwa przy użyciu miłości. To ona ma posłużyć do „odróżnienia dwóch ludzkich istot od »lalek«”, żyjących na autopilocie. Ćwierć wieku wcześniej w eseju „Lalka i perła” Olga Tokarczuk porównywała Wokulskiego do poszukiwacza perły. Przekonywała, że Prus „opowiada historię człowieka, który spotyka się ze znakami. W ten sposób staje się historią inicjacji, historią zapomnienia i odnalezienia zapomnianego, wędrówką wśród złudzeń i iluzji, odkrywania własnej przynależności do świata i własnej w nim obcości”. Swojego czasu przeciwko tej wizji miał żywiołowo protestować Stanisław Lem, kolejne obok autorki „Domu dziennego, domu nocnego” polskie „dobro eksportowe”.

Czytaj więcej

Estera Flieger: Izabela Łęcka ma kaca. Nowa „Lalka” Pawła Maślony w stylu „1670”

Każdy ma prawo do swojego odczytania „Lalki”. Taka już właściwość klasyki. Martwiłbym się raczej, gdyby najlepsza polska powieść przestała pobudzać kolejne pokolenia artystów do jej twórczych reinterpretacji. Strażnikom ortodoksyjnej zgodności z tym, co głosi pismo, zwrócę uwagę na drobny szczegół. Każdy z odcinków netfliksowej „Lalki” kończy się informacją, że produkcja powstała na motywach (a nie na podstawie) powieści Bolesława Prusa. To zaś istotne rozróżnienie. Zaś protestującym przeciwko „niezgodności z historią” proponuję kierować skargi do Prusa, w którego Warszawie nikt nie mówi po rosyjsku, a ulic „nie wzbogacają” symbolizujące zaborcę cerkwie. 

„Lalka” na Netfliksie, czyli polska klasyka w każdym domu świata

W przypadku tej produkcji kluczowe jest jednak co innego. Być może po raz pierwszy w historii nadarza się okazja, żeby polską klasykę wyeksportować w świat. Nie zapominam o książkowej „Quo vadis” albo docenianej na zachodzie „Ziemi Obiecanej” Wajdy, ale nie przekona mnie ten, kto twierdzi, że globalny zasięg Netfliksa nie tworzy unikatowej okazji do promocji tego, co w Polsce mamy najcenniejszego – naszej kultury, literatury, historii.

Czytaj więcej

Adam Pantak: Promocja Polski leży. Zamiast local contentu mamy LOL content

Entuzjastyczną zapowiedź zarówno serialu, jak i powstającego równolegle filmu (premiera 30 września) napisał „New York Times”. Jego dziennikarka przywołała słowa z „The London Review of Books” o tym, że „Lalka” to „prawdopodobnie najmniej znana wielka powieść XIX w.”.

To oczywiste, że serial nie wyczerpuje wszystkich wątków obecnych w prozie Prusa. Zarazem jednak wzbogaca opowieść o nowe wątki, m.in. ten emancypacyjny skupiony wokół Elizy Orzeszkowej (której pocięte na odcinki „Nad Niemnem” ukazywało się w prasie przed „Lalką” Prusa i wzbudziło wówczas znacznie większy podziw). Zaniepokojonych tym, że zagraniczni odbiorcy dostaną wykoślawiony obraz polskiego arcydzieła, uspokajam: zawsze mogą sięgnąć do powieści, przetłumaczonej nawet na japoński.