– Jałta to miasto szczęścia. U nas wszystko w porządku. Tylko
prądu nie ma od sześciu dni. (…) W niedzielę na podwórku naszego bloku
rozpaliliśmy ognisko i gotowaliśmy dzieciom zupę. Dzieci zbiegło się tyle, że
dorosłym wstyd było podchodzić – mówi dziennikarzom mieszkanka Jałty.
Miasto jako pierwsze na Krymie zaczęło ustawiać w podwórkach
domów kuchnie opalane drewnem. W Jałcie utrzymują się jeszcze dostawy gazu, ale
w ponad półtora tysiąca budynków mieszkalnych są tylko kuchnie elektryczne. A
prądu nie ma, bo ukraińskie drony systematycznie niszczą infrastrukturę
energetyczną.