Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie są założenia nowego limitu godzin pracy, który ma objąć lekarzy w sektorze publicznym i prywatnym.
  • Dlaczego przepisy mające poprawić bezpieczeństwo pacjentów mogą jednocześnie wydłużyć kolejki do specjalistów.
  • Które specjalizacje i placówki medyczne mogą najmocniej odczuć skutki planowanych regulacji.
  • Na czym polegają największe wyzwania związane z kontrolą nowych limitów, zwłaszcza w sektorze prywatnym.

Maksymalnie 320 godzin pracy miesięcznie – taki limit chce wprowadzić Ministerstwo Zdrowia dla pracowników ochrony zdrowia. Nowe przepisy obejmą nie tylko czas przepracowany w publicznych szpitalach czy przychodniach, ale również dyżury i wizyty realizowane prywatnie przez lekarzy, którzy równolegle pracują w systemie finansowanym przez NFZ. Wyjątek przewidziano jedynie dla lekarzy pracujących wyłącznie komercyjnie. Jeśli nie świadczą usług w publicznym systemie, limity ich nie obejmą. Resort przekonuje, że poprawi to bezpieczeństwo pacjentów. Eksperci ostrzegają jednak, że skutkiem mogą być dłuższe kolejki zarówno w placówkach publicznych, jak i w prywatnych gabinetach.

Ministerstwo Zdrowia uzasadnia swoje propozycje. Lekarz ma być wypoczęty niezależnie od miejsca pracy

Resort zdrowia przekonuje, że nie ma znaczenia, gdzie lekarz przyjmuje pacjentów – liczy się całkowity czas wykonywania zawodu. Takie stanowisko podziela również Naczelna Izba Lekarska. – Z naszej perspektywy to, że czas pracy lekarza będzie liczony całościowo, czyli zarówno w prywatnym, jak i w publicznym systemie, nie jest kontrowersyjne. Lekarz ma być wypoczęty niezależnie od tego, czy przyjmie pacjenta, za którego płaci NFZ, czy pacjenta z pakietem medycznym – mówi rzecznik NIL Jakub Kosikowski.

Zdaniem samorządu lekarskiego wyłączenie z limitów lekarzy pracujących wyłącznie prywatnie prowadziłoby do nierównego traktowania podmiotów leczniczych. – Ministerstwo Zdrowia nie jest tylko ministerstwem sektora publicznego. Jeśli takie rozwiązanie wejdzie w życie, pojawią się hybrydy premiujące lekarzy, którzy nie pracują na NFZ. To z kolei będzie prowadziło do nierównego traktowania podmiotów prywatnych, które dzielą się lekarzem z publicznym systemem – ocenia Kosikowski.

Czytaj więcej

Sondaż: Lekarze zarabiają za dużo. Polacy chcą ograniczenia ich wynagrodzeń

Mniej godzin pracy oznacza mniej przyjętych pacjentów

Jednocześnie eksperci nie mają wątpliwości, że nowe limity zmniejszą liczbę godzin, które lekarze będą mogli przepracować. Jak wylicza NIL, obecnie lekarz zatrudniony na etacie może zgodnie z obowiązującymi przepisami pracować nawet około 350 godzin miesięcznie. Po wejściu w życie nowych przepisów limit wyniesie 320 godzin. – To zmniejszenie o mniej więcej dwa dyżury miesięcznie. W skali całego kraju jest to istotna zmiana – podkreśla Kosikowski.

Jego zdaniem konsekwencją będzie ograniczenie podaży lekarzy zarówno w publicznym, jak i prywatnym systemie. – Możemy mieć do czynienia zarówno z wydłużeniem kolejek w publicznym systemie, jak i wzrostem wynagrodzeń oraz kosztów świadczeń w sektorze prywatnym – mówi rzecznik NIL. W praktyce oznacza to, że lekarz, który dziś po dyżurze w szpitalu przyjmuje jeszcze pacjentów komercyjnie, po wejściu przepisów będzie musiał zrezygnować z części tych godzin. To właśnie dlatego eksperci spodziewają się mniejszej liczby dostępnych terminów zarówno w publicznym, jak i prywatnym systemie.

Podobne obawy ma przewodniczący Porozumienia Rezydentów OZZL Sebastian Goncerz. Zwraca uwagę, że resort zdrowia skupił się na ograniczeniu liczby godzin pracy lekarzy, ale nie przeanalizował, jak nowe przepisy wpłyną na dostępność konkretnych świadczeń. Jego zdaniem część usług medycznych jest dziś realizowana przez specjalistów pracujących dorywczo w kilku placówkach, często poniżej wymaganego w projekcie minimum 80 godzin miesięcznie. – Nikt z projektujących tę ustawę nie przeanalizował przykładowo, jak dużo świadczeń jest aktualnie realizowanych w formie, która nie jest zgodna z tą ustawą. Każda taka sytuacja to potencjalny pacjent, który po wejściu ustawy nie dostanie właściwego leczenia – mówi. Jako przykład wskazuje szpitale psychiatryczne. – Aktualnie w szpitalach psychiatrycznych często zatrudniony jest konsultujący internista, który przychodzi na kilka godzin tygodniowo, by zbadać i ustalić leczenie pacjentom bez potrzeby wysyłania ich do innego szpitala. Po wejściu tej ustawy taka forma zatrudnienia będzie niezgodna z prawem i myślę, że wiele szpitali prędzej zrezygnuje z zatrudnienia takiego internisty, niż zatrudni go na pół etatu – dodaje.

Czytaj więcej

Przepracowany lekarz to gorzej leczony pacjent

To, jak podkreśla, tylko jeden z przykładów. Jego zdaniem podobny problem może dotyczyć także szpitali powiatowych, które korzystają z pracy specjalistów dojeżdżających na kilka godzin tygodniowo. – Może się okazać, że ograniczając możliwość pracy lekarzy, ograniczymy jednocześnie dostęp do części świadczeń – wskazuje.

Goncerz zwraca uwagę, że podobny efekt może przynieść również planowane ograniczenie maksymalnych stawek godzinowych. Jego zdaniem zmniejszenie różnic w wynagrodzeniach może zniechęcać lekarzy do pracy w najbardziej wymagających miejscach. – Sama koncepcja maksymalnego wynagrodzenia generuje pewne problemy. Oczywiście „ścina" wynagrodzenia wyższe od stawki maksymalnej, ale też stopniowo prowadzi do podniesienia niższych wynagrodzeń. Zmniejszając rozpiętość stawek, odbiera finansową zachętę do pracy w trudniejszych obszarach. Przykładowo wielu lekarzy może preferować spokojniejszą pracę w poradni zamiast ciężkiej pracy na SOR za 20 zł na godzinę więcej. Wydaje mi się, że pogorszy nam się dostęp do tych trudniejszych obszarów medycyny – ocenia.

Jak Ministerstwo Zdrowia ma kontrolować przestrzeganie limitów godzin w prywatnych placówkach? Nadal nie wiadomo

Jednym z największych znaków zapytania pozostaje sposób kontrolowania tych limitów. Ministerstwo zakłada, że lekarze będą składać oświadczenia o liczbie przepracowanych godzin. Nadal jednak nie wiadomo, która instytucja będzie odpowiadała za weryfikację tych danych. Według przedstawicieli resortu zadanie to może zostać powierzone NFZ albo AOTMiT, jednak ostateczne decyzje jeszcze nie zapadły. Nie wiadomo również, czy szczegółowe zasady zostaną zapisane w ustawie, czy dopiero w rozporządzeniu. Decyzje w tych kwestiach będą podjęte za niecałe trzy tygodnie, po zakończeniu konsultacji społecznych.

Największe problemy mogą pojawić się przy weryfikacji czasu pracy w sektorze prywatnym. Jak zwraca uwagę rzecznik Naczelnej Izby Lekarskiej, Ministerstwo Zdrowia będzie musiało zmienić przepisy, aby podmioty prywatne miały obowiązek wykazywania grafików i czasu pracy lekarzy. Bez tego realna weryfikacja przestrzegania limitów będzie niemożliwa. Ponadto, zdaniem samorządu lekarskiego, samo oparcie się na oświadczeniach lekarzy nie wystarczy. – Jeżeli miałoby się to opierać wyłącznie na oświadczeniach lekarzy, to będzie absolutna fikcja. Bez systemu, który automatycznie weryfikuje czas pracy, zawsze pojawia się pole do nadużyć – zarówno ze strony lekarzy, jak i dyrekcji czy właścicieli podmiotów – uważa Jakub Kosikowski. Dodaje, że przy wykorzystaniu dostępnych narzędzi cyfrowych można by stworzyć centralny system automatycznie zliczający czas pracy lekarzy, np. z wykorzystaniem aplikacji mObywatel. Lekarz rozpoczynałby i kończył pracę poprzez zalogowanie się do systemu, a dane trafiałyby do samorządu lekarskiego, który mógłby reagować w przypadku przekraczania limitów lub pełnienia kilku dyżurów z rzędu.

Czytaj więcej

Polacy za rozdzieleniem pracy lekarzy w prywatnej i państwowej ochronie zdrowia

Sebastian Goncerz zwraca z kolei uwagę, że nawet jeśli państwo zbierze ogromne ilości danych o czasie pracy lekarzy, otwartym pytaniem pozostaje, kto je przeanalizuje. – Nie jest sztuką zebrać dużo danych i kazać każdemu raportować. Te dane trzeba jeszcze przekazać w formie zdatnej do użytku, przeanalizować, wyciągnąć wnioski, a później skontrolować, czy zgadzają się z rzeczywistością. To ogromny proces, który wymaga ludzi, czasu i pieniędzy. Wydaje mi się, że już teraz NFZ nie jest w stanie przeanalizować wszystkich danych, które zbiera z systemu, a tym bardziej rzetelnie kontrolować takich spraw – podkreśla. Dodaje, że próba objęcia limitami pracy wykonywanej w sektorze prywatnym bez przygotowania odpowiednich narzędzi może okazać się nieskuteczna.

Przypomnijmy, że lekarz, który poda nieprawdziwe informacje o swoim czasie pracy, będzie odpowiadał na podstawie przepisów Kodeksu karnego dotyczących składania fałszywych oświadczeń. Grozi za to kara od 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności. To jednak nie odpowiedzialność karna, ale wpływ nowych przepisów na dostępność świadczeń budzi dziś największe obawy środowiska medycznego. – Wszyscy są skupieni na tym, żeby zlikwidować nagłaśniane patologie. I zgadzam się z tą koniecznością. Tylko system ochrony zdrowia jest przede wszystkim po to, żeby realizować świadczenia zdrowotne i leczyć pacjentów. Wszelkie działania przeciw patologiom nie mogą w to uderzać, nie oferując alternatywy – podsumowuje przewodniczący Porozumienia Rezydentów OZZL.