Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego NFZ planuje płacić placówkom medycznym za część świadczeń dopiero po roku.
  • W jaki sposób szpitale i poradnie będą zmuszone kredytować system publicznej opieki zdrowotnej.
  • Jak planowane zmiany mogą wpłynąć na wydłużenie kolejek do specjalistów i leczenia zaćmy.
  • Czym jest „efekt domina” w systemie i dlaczego skutki zmian odczują także szpitalne oddziały ratunkowe.

Narodowy Fundusz Zdrowia przedstawił projekty zarządzeń, które zmieniają zasady finansowania świadczeń wykonanych ponad wartość kontraktu zawartego z placówką ochrony zdrowia. Najważniejsza modyfikacja dotyczy momentu ich zapłaty. Zamiast dotychczasowego trybu kwartalnego placówki będą składać wnioski o zapłatę po zakończeniu całego okresu rozliczeniowego, czyli po roku.

Zmiany mają dotyczyć świadczeń udzielanych od 1 lipca 2026 r. i obejmą leczenie zaćmy w szpitalach, rehabilitację leczniczą osób ze znacznym stopniem niepełnosprawności i część świadczeń ambulatoryjnej opieki specjalistycznej (AOS), przede wszystkim porady specjalistyczne dla osób dorosłych. Wyłączone z nowych zasad pozostaną m.in. świadczenia dla dzieci i młodzieży do 18. roku życia, porady w poradniach ginekologiczno-położniczych, pierwsze wizyty u specjalistów i diagnostyka pacjentów z kartą DiLO, umożliwiającą priorytetowe leczenie onkologiczne.

NFZ tłumaczy, że zmiana zasad finansowania świadczeń ma zwiększyć przewidywalność wydatków

NFZ przekonuje, że obecny mechanizm finansowania świadczeń ponad przewidziany limit utrudnia planowanie budżetu, ponieważ skala dodatkowych zobowiązań jest znana dopiero w trakcie roku. Zdaniem Funduszu nowe rozwiązanie ma pozwolić lepiej zarządzać środkami publicznymi i zwiększyć stabilność finansową systemu. Jednocześnie NFZ podkreśla, że nie rezygnuje z finansowania nadwykonań. Świadczenia wykonane ponad limit mają być nadal opłacane, ale po zakończeniu roku. Świadczenia mieszczące się w wartości kontraktu pozostają natomiast rozliczane na bieżąco.

Fundusz wskazuje również, że w ambulatoryjnej opiece specjalistycznej wydatki znacząco wzrosły. NFZ obecnie płaci za świadczenia AOS ponad trzy razy więcej niż w 2018 r., podczas gdy liczba pacjentów korzystających z tego poziomu opieki zwiększyła się jedynie o około 3 proc.

Czytaj więcej

Były prezes NFZ: Jestem starym kasiarzem, NFZ to przeżytek

Lekarze alarmują: Szpitale będą musiały przez rok kredytować NFZ. I na tym stracą

Choć o planowanych zmianach mówiło się od kilkunastu tygodni, wielu przedstawicieli środowiska medycznego liczyło, że ostatecznie nie wejdą one w życie. Teraz obawiają się przede wszystkim skutków dla płynności finansowej placówek. – Po zmianach pacjenci przyjęci na początku roku zostaną opłaceni dopiero po jego zakończeniu. To będzie powodowało, że placówki ochrony zdrowia będą musiały przez rok kredytować NFZ, finansując z własnych środków koszty leczenia, wynagrodzeń personelu czy leków - mówi Jakub Kosikowski, rzecznik prasowy Naczelnej Izby Lekarskiej. Jak dodaje, problemem jest nie tylko odroczenie płatności, ale również utrata wartości pieniędzy w czasie. – To jest kredyt na ujemnej stopie. Wykonujemy świadczenie dzisiaj, a pieniądze dostaniemy za rok, już pomniejszone o wartość inflacji. Dyrektorzy staną przed wyborem: leczyć i się zadłużać albo ograniczać przyjęcia, żeby poprawić wynik finansowy. To jest sytuacja nie do pozazdroszczenia, bo z jednej strony oni mają odpowiedzialność karną za działanie na szkodę szpitala, a z drugiej strony misją szpitala nie powinien być dobry wynik finansowy, tylko leczenie ludzi – wskazuje.

Podobne obawy zgłasza Paweł Pikul, członek zarządu Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych i dyrektor ZOZ w Strzyżowie. Jak podkreśla, problem nie dotyczy wyłącznie nowych zasad rozliczeń, ponieważ szpitale już dziś finansują system z własnych środków. – Pierwszy kwartał tego roku jest tak naprawdę jeszcze nierozliczony. A tutaj dowiadujemy się o kolejnych przesunięciach płatności. Płatność na końcu okresu rozliczeniowego jest zdecydowanie negatywna dla placówek i ich płynności finansowej – mówi. Jak dodaje, nowe zasady trafiają na moment wyjątkowo trudny dla szpitali powiatowych. Z raportu Związku Powiatów Polskich, obejmującego 207 placówek, wynika, że aż 91 proc. z nich wykazuje stratę na sprzedaży. W jego ocenie pokazuje to, że wiele szpitali już dziś nie ma rezerw finansowych pozwalających przez wiele miesięcy finansować świadczenia z własnych środków.

Podobny mechanizm, zdaniem ekspertów, przyniósł już negatywne skutki po ograniczeniu finansowania części wysokospecjalistycznych badań diagnostycznych. Po zmianach dotyczących rozliczania nadwykonań w tomografii komputerowej i rezonansie magnetycznym wiele placówek ograniczyło liczbę wykonywanych badań ponad wartość kontraktu, ponieważ NFZ pokrywał jedynie część ich kosztów. – Widzieliśmy już na przykładach endoskopii czy badań obrazowych, że liczba wykonywanych tomografii i rezonansów potrafiła spaść kilkukrotnie, bo kontrakty były znacznie niższe niż rzeczywiste potrzeby. Obawiamy się, że podobny scenariusz może powtórzyć się teraz w ambulatoryjnej opiece specjalistycznej, rehabilitacji czy leczeniu zaćmy – mówi Kosikowski.

Po zmianach proponowanych przez NFZ najbardziej ucierpi ambulatoryjna opieka specjalistyczna

Największe obawy ekspertów dotyczą ambulatoryjnej opieki specjalistycznej. Wojciech Wiśniewski, ekspert Polskiego Towarzystwa Gospodarczego, ocenia, że nowe zasady bardzo szybko odbiją się na czasie oczekiwania pacjentów na przyjęcie. – Nawet pozostawienie nielimitowanego finansowania wizyt pierwszorazowych niewiele zmieni, bo wielu świadczeniodawców już po wykorzystaniu kontraktu zacznie ograniczać kolejne przyjęcia. To będzie wstrząs dla dostępności świadczeń i pacjenci go odczują – ocenia.

Spodziewam się kolejnego wzrostu liczby skierowań wystawianych na CITO, bo zwykłe skierowanie przestanie być realną przepustką do systemu

Wojciech Wiśniewski, ekspert Polskiego Towarzystwa Gospodarczego

Wiśniewski zaznacza jednocześnie, że opieka specjalistyczna wymagała zmian organizacyjnych, jednak jego zdaniem obecny sposób rozwiązania problemu jest błędny. – W AOS rzeczywiście było wiele patologii, choćby zbyt częste wizyty tych samych pacjentów czy nieodsyłanie ich z powrotem do POZ. Ale nie można redukować wydatków poprzez przerzucenie ryzyka kredytowego na świadczeniodawców – mówi.

Jak dodaje, sytuację dodatkowo pogarsza narastająca luka finansowa w NFZ. – W tym roku wynosi ona niespełna 17 mld zł, a w przyszłym około 22 mld zł. Oddziały wojewódzkie i tak nie będą mogły zawierać umów w odpowiedniej wysokości. Jeżeli dołożymy do tego roczne rozliczanie nadwykonań, oba mechanizmy zadziałają jednocześnie na niekorzyść dostępności świadczeń – ocenia.

Czytaj więcej

Rząd chce zbierać dane o zarobkach lekarzy po PESEL-u. Pojawiają się wątpliwości dotyczące RODO

Będzie więcej hospitalizacji, większy tłok na SOR-ach

Eksperci zwracają uwagę, że ograniczenie dostępności porad specjalistycznych może uruchomić efekt domina w całym systemie. Kosikowski przewiduje, że część pacjentów zamiast do poradni będzie trafiała do szpitali na tzw. pobyty diagnostyczne. – Szpitale będą kłaść pacjentów na badania, które można dziś wykonać ambulatoryjnie. Tylko pamiętajmy, że szpitale mają też kontrakty i pewne obwarowania finansowe. Pacjent na pobycie diagnostycznym zabierze pieniądze, które trzeba wydać na przykład na pacjentów ostrych. Dlatego nie wiem, czy aż tak ochoczo szpitale będą przyjmować tych chorych na oddziały. Z kolei jeśli tego nie zrobią, odbije się to na większym obłożeniu SOR-ów, które już w tej chwili nie zajmują się bardzo często tym, do czego są powołane – mówi Kosikowski. Dodajmy, że tzw. pobyty diagnostyczne będą również kosztochłonne, ponieważ zajęcie łóżka szpitalnego generuje wydatki większe niż opieka specjalistyczna.

Również Wiśniewski przewiduje, że skutki odczują bezpośrednio pacjenci. – To jest najgorsza informacja dla osób, które potrzebują pomocy. Kolejki nigdy dotąd nie rosły tak dynamicznie. Spodziewam się kolejnego wzrostu liczby skierowań wystawianych na CITO, bo zwykłe skierowanie przestanie być realną przepustką do systemu – ocenia.

Jego zdaniem część pacjentów będzie zmuszona przenieść się do sektora prywatnego. – Jeżeli popyt na świadczenia rośnie, a podaż w publicznym systemie maleje, to najprostsze prawa ekonomii wskazują, że ceny w prywatnym sektorze muszą wzrastać. Tym bardziej, że w ostatnich miesiącach wyhamował rozwój opieki koordynowanej w POZ, a nie pojawił się żaden inny mechanizm, który mógłby złagodzić skutki tych zmian – wskazuje. Dlatego też Ogólnopolski Związek Pracodawców Szpitali Powiatowych będzie apelować do decydentów o wycofanie tego zarządzenia. – W naszych stanowiskach z 16 lutego, 1 i 16 kwietnia oraz podczas Walnego Zgromadzenia 27 maja konsekwentnie wskazywaliśmy na konieczność wprowadzenia comiesięcznych rozliczeń świadczeń. Obecna propozycja jest jeszcze mniej korzystna i może dodatkowo pogłębić trudną sytuację finansową szpitali, które już dziś mierzą się z poważnym niedofinansowaniem i narastającymi stratami – podkreśla Paweł Pikul.

Pod koniec 2025 r. ponad połowa wszystkich szpitali publicznych miała zobowiązania wymagalne, czyli takie, których termin spłaty już minął. Łączne zadłużenie wszystkich placówek publicznych w Polsce wynosiło 34 mld zł, z czego ok. 5 mld zł stanowiły zobowiązania wymagalne.