Przypomnijmy, że nowelizacja ustawy zakłada, że podmioty lecznicze będą przekazywać dane dotyczące zatrudnionych osób wraz z informacjami pozwalającymi na ich identyfikację. Rząd tłumaczy, że nowe przepisy mają umożliwić dokładniejszą analizę wydatków na ochronę zdrowia. W uzasadnieniu wskazano, że przypisanie danych konkretnym osobom jest konieczne, ponieważ jedna osoba może być zatrudniona w kilku miejscach lub na podstawie różnych form umów. Bez takiej identyfikacji, zdaniem Ministerstwa Zdrowia, analizy dotyczące kosztów pracy personelu medycznego nie byłyby wiarygodne.

Zakres przekazywanych informacji ma być szeroki. Obejmuje m.in. numer PESEL, numer prawa wykonywania zawodu, wysokość wynagrodzenia, wymiar czasu pracy, formę zatrudnienia, stanowisko, specjalizację oraz wykształcenie. Dane mają trafiać m.in. do Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji, Narodowego Funduszu Zdrowia (NFZ) lub wskazanej jednostki podległej Ministerstwu Zdrowia.

Czytaj więcej

Nawet 350 tys. za miesiąc pracy na pojedynczej fakturze lekarza. „Rz” ujawnia dane o najwyższych kontraktach w publicznej ochronie zdrowia

Problemem nie są same dane, ale sposób ich zbierania

Samorząd lekarski nie kwestionuje potrzeby analizowania kosztów funkcjonowania systemu ochrony zdrowia. Prezes Naczelnej Izby Lekarskiej Łukasz Jankowski podkreśla jednak, że jego zdaniem państwo już posiada narzędzia pozwalające na ocenę wydatków na wynagrodzenia medyków. – Jesteśmy za tym, żeby te wynagrodzenia były zliczane, ale wiemy, że AOTMiT ma już takie dane bezpośrednio z umów – mówił Jankowski.

Według prezesa NIL problemem jest nie sama analiza wynagrodzeń, ale powiązanie informacji o zarobkach z konkretną osobą poprzez numer PESEL. Jak wskazywał, taki system może obejmować nie tylko przychody lekarza związane z udzielaniem świadczeń zdrowotnych w systemie publicznym, ale również inne źródła dochodu. – Ministerstwa nie powinno dzisiaj obchodzić, czy lekarz przy okazji uczy studentów, czy wykonuje inną działalność – mówi Jankowski. Podkreśla również, że obecna konstrukcja przepisów pozwala wykorzystywać dane do innych analiz zlecanych przez ministra zdrowia. – Tak szeroki katalog sprawia, że boimy się. Tak, jak dane dotyczące tajemnicy lekarskiej naszego kolegi były ujawnione przez ministra Niedzielskiego, to za chwilę okaże się, że państwo sięgnie po PESEL danego lekarza po to, żeby epatować jego wynagrodzeniem – wskazuje Jankowski.

Jednocześnie prezes NIL podkreśla, że środowisko lekarskie jest gotowe rozmawiać o zmianach. Jednak jego zdaniem, kolejność działań powinna być jednak inna. – Najpierw zmiana wyceny procedur, a potem rozmowa o wynagrodzeniach. Jeżeli zamienimy tę kolejność, to dla pacjentów nie zmieni się absolutnie nic – ocenił.

Niezbędna będzie ocena, czy ingerencja jest proporcjonalna

O stanowisko w sprawie projektu zapytaliśmy Urząd Ochrony Danych Osobowych. Z otrzymanych informacji wynika, że projektowane przepisy nie zostały przedstawione prezesowi Urzędu do zaopiniowania, mimo że, jak wskazuje UODO, taki obowiązek wynika z ustawy o ochronie danych osobowych. Do braku opinii UODO odniósł się również prezes Naczelnej Izby Lekarskiej Łukasz Jankowski. – Rozmawiałem w Urzędzie Ochrony Danych Osobowych z osobami odpowiedzialnymi za ochronę danych. Wybrzmiał taki głos, że przepisy ustawy są niezgodne z RODO, ale Urząd Ochrony Danych Osobowych nie został do tej pory poproszony przez rządzących o opinię. Pewnie dlatego, że byłaby ona dla nich po prostu niekorzystna – twierdzi Jankowski.

Sam UODO nie przesądził jednak, że projektowane rozwiązania naruszają RODO. Natomiast zwrócił uwagę, że prawo do ochrony danych osobowych nie jest prawem absolutnym, ale każde jego ograniczenie musi być odpowiednio uzasadnione. „Prawodawca jest zobowiązany do wykazania niezbędności przetwarzania danych osobowych o wynagrodzeniach medyków w odniesieniu do celów, jakim to przetwarzanie ma służyć” – czytamy w odpowiedzi UODO na pytania Rp.

Czytaj więcej

Kamery z podsłuchem w Szpitalu Południowym? UODO zbada sprawę

Jak podkreślił Urząd, kluczowe będzie więc ustalenie, czy powiązanie informacji o wynagrodzeniach konkretnych osób z danymi, na podstawie których można je zidentyfikować, jest rozwiązaniem proporcjonalnym do celu, jaki ma zostać osiągnięty. Innymi słowy – czy tego samego efektu nie można uzyskać przy wykorzystaniu mniej ingerujących w prywatność metod.

UODO zwrócił również uwagę na ryzyko związane z tworzeniem dużego zbioru danych dotyczących konkretnych osób. Jak wskazał, gromadzenie informacji o wynagrodzeniach powiązanych z identyfikatorem konkretnej osoby może wiązać się z ryzykiem profilowania, czyli tworzenia szczegółowego obrazu danej osoby na podstawie zgromadzonych informacji. Urząd podkreślił także, że przy takim zakresie danych konieczne będzie zastosowanie szczególnych zabezpieczeń. Chodzi m.in. o ochronę przed nieuprawnionym dostępem, przypadkową utratą danych czy ich wyciekiem.

Jaką decyzję podejmie prezydent?

Projekt przeszedł już całą ścieżkę parlamentarną. Senat przyjął ustawę bez poprawek, a kolejnym etapem jest decyzja prezydenta. – Będziemy prosić pana prezydenta o weto. Jeżeli tak się nie stanie, to będziemy wnosić do Trybunału Konstytucyjnego skargę na niekonstytucyjność ustawy, a jednocześnie do Trybunałów Unii Europejskiej o sprawdzenie zgodności z RODO. Naszym zdaniem ustawa jest niezgodna z tymi przepisami – mówił Łukasz Jankowski.