Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego, zdaniem Naczelnej Rady Lekarskiej, rządowy plan naprawczy może doprowadzić do regresu zamiast reformy.
  • Jakie konkretne zagrożenia dla mniejszych szpitali i dostępu do specjalistów zdaniem lekarzy niosą ze sobą zmiany proponowane przez rząd
  • Na czym polega spór o wycenę świadczeń i dlaczego to ona, a nie zarobki lekarzy, jest źródłem problemów systemu.
  • Jakie kontrowersje budzą przepisy o odpowiedzialności karnej dla medyków oraz rozszerzenie uprawnień kontrolnych NFZ.

Proponowana reforma ochrony zdrowia w założeniu ma uporządkować system i zwiększyć bezpieczeństwo pacjentów. W ramach niej Ministerstwo Zdrowia chce wprowadzić m.in. limit czasu pracy do 320 godzin miesięcznie, maksymalną stawkę 240 zł brutto za godzinę oraz zobowiązanie lekarza do zatrudnienia na co najmniej pół etatu w jednym szpitalu. Samorząd lekarski postrzega propozycje resortu jako ryzyko ograniczenia dostępności świadczeń oraz wprowadzanie chaotycznej restrukturyzacji szpitali.  Nie kwestionuje jednak potrzeby reformy. Uważa natomiast, że ministerstwo na podstawie błędnej diagnozy próbuje naprawiać niewłaściwe elementy systemu. – Jesteśmy za kierunkiem zmian, ale nie za propozycjami, które rząd przedstawił – podkreślał na spotkaniu prasowym Łukasz Jankowski, szef NRL.

Sednem problemu ochrony zdrowia zła wycena świadczeń?

Zdaniem samorządu lekarskiego projekt nie dotyka sedna problemu, czyli wadliwej wyceny świadczeń. To ona, zdaniem lekarzy, ma odpowiadać za zadłużenie placówek, dysproporcje płacowe i problemy z obsadą szpitali. – Pacjentowi z zapaleniem płuc dalej nie zdiagnozowano zapalenia płuc, tylko próbuje się leczyć mu gorączkę – podsumował prezes Jankowski. Wskazywał, że zamiast zmian w finansowaniu ministerstwo skupia się na ograniczeniach dotyczących lekarzy: ich czasu pracy, możliwości dodatkowego zatrudnienia i wynagrodzeń. W ocenie NRL może to doprowadzić do sytuacji, w której część medyków zrezygnuje z pracy w publicznym systemie. Szczególnie zagrożone mają być mniejsze szpitale i lokalne poradnie, które korzystają ze specjalistów pracujących w kilku miejscach.

Projekt zakłada m.in. wymóg pracy co najmniej na pół etatu w określonych placówkach. Dla dużych szpitali może to być do spełnienia, ale dla małych poradni – niekoniecznie. – To, że lekarze dzisiaj są mobilni, nie jest największym problemem systemu. Ci lekarze często przyjeżdżają do małych poradni, żeby zabezpieczyć potrzeby pacjentów – mówił podczas spotkania Marcin Karolewski, wiceprezes Wielkopolskiej Izby Lekarskiej. Jak wskazywał, po zmianach część takich poradni może przestać funkcjonować. Dotyczy to m.in. urologii czy ortopedii.

Czytaj więcej

Propozycja Ministerstwa Zdrowia wydłuży kolejki do lekarzy

Samorząd ostrzega, że skutki zmian mogą być szczególnie dotkliwe tam, gdzie już dziś brakuje specjalistów. Jako przykład prezes Jankowski podawał patomorfologów. W Polsce jest ich około 400, czyli mniej niż szpitali. Wprowadzenie wymogu pracy na poziomie 0,5 etatu w jednej placówce może więc oznaczać, że część szpitali straci dostęp do tej specjalizacji. Podobne obawy dotyczą anestezjologii, medycyny ratunkowej i radiologii.

Problem potwierdzają dyrektorzy szpitali. W ankiecie przeprowadzonej przez Naczelną Radę Lekarską wśród lekarzy pełniących funkcje dyrektorów medycznych odpowiedziało około 10 proc.. szpitali: 66 proc.. respondentów przewiduje pogorszenie sytuacji w szpitalnictwie, 73 proc. obawia się odejścia lekarzy, a połowa widzi ryzyko zamknięcia poszczególnych oddziałów lub nawet szpitali. – To trochę tak, jakbyśmy powiedzieli: „W tym lesie są korniki, więc wypalmy ten las” – komentował Karolewski.

Reforma ochrony zdrowia nie pomoże pacjentowi

Joanna Harbuzińska-Turek, dyrektor szpitala powiatowego w Wolsztynie, również obawia się niekontrolowanej restrukturyzacji. – Nie wiemy, co te propozycje mają wnieść. Nikt nie pokazał, co ma to dać dla pacjenta – wskazywała. Jej zdaniem problemem jest brak odpowiedzi na pytanie, jak po zmianach ma wyglądać cała sieć szpitali. – Podejście ministerstwa jest na zasadzie: kto przeżyje, ten przeżyje, kto nie, to nie – oceniła.

Dyrektorka zwraca uwagę, że już dziś szpitale balansują na granicy możliwości kadrowych. Przez lata lekarze pracowali po kilkadziesiąt godzin bez przerwy, bo dyrektorzy nie mieli kim obsadzić dyżurów. – Dzisiaj dyżurowanie po trzy doby to jest patologia, ale niestety też norma – podkreśliła.

Według NRL obecne problemy systemu są jednak znacznie szersze. Samorząd wskazuje m.in. na wadliwą wycenę procedur, brak realnej mapy potrzeb zdrowotnych, słabą dostępność specjalistów, nierównomierne rozmieszczenie kadr oraz brak skutecznej weryfikacji efektów i jakości leczenia. Jankowski zwraca także uwagę na model kontraktowego zatrudnienia lekarzy. – Lekarze nie chcieli być przedsiębiorcami. To rządzący doprowadzili do tego, że dyrektorzy szpitali zaczęli sięgać po lekarzy kontraktowych, po lekarzy walizkowych. Chodziło o utrzymanie systemu – tłumaczy. Jak dodaje, wynagrodzenia lekarzy stanowią około 20–30 proc.. budżetów szpitali, więc to nie one są głównym źródłem problemu. – Narracja o lekarzach milionerach się po prostu nie spina – podkreślał Jankowski. – Nie uważamy, że lekarze zarabiają za dużo. Uważamy, że zarabiają niewspółmiernie do możliwości finansowych systemu, nakładu pracy, doświadczenia i ryzyka ponoszonego w związku z tą pracą. Jeżeli ktoś ratuje życie, to nie ma takiej ceny, która mu się nie należy za tę pracę – dodawał.

Jednocześnie środowisko lekarskie przyznaje, że w systemie istnieją patologie, co pokazał przykład Dawida Kacprzyka ze Szpitala Południowego.

Czytaj więcej

Przepracowany lekarz to gorzej leczony pacjent

Osiem lat więzienia dla lekarzy kłamiących o czasie pracy

Szczególne emocje budzą przepisy dotyczące oświadczeń o czasie pracy i wynagrodzeniach. Za podanie nieprawdziwych informacji lekarz może ponosić odpowiedzialność karną. – Proponuje nam się ucieczkę do przodu, której emanacją będzie osiem lat więzienia dla lekarza, który będzie wykazywał fałszywe grafiki – mówił Jankowski.

NRL sprzeciwia się także rozszerzeniu uprawnień kontrolnych NFZ. Chodzi m.in. o możliwość dostępu do dokumentacji medycznej pacjentów korzystających ze świadczeń prywatnych oraz dokumentacji osób, które nie pracują w systemie finansowanym przez Fundusz. Zdaniem samorządu rodzi to również poważne pytania o ochronę danych. – Do danych medycznych ma dostęp już nie tylko lekarz, ale i operator systemu, informatyk, kadry, osoby zajmujące się statystyką medyczną. Słyszymy o atakach hakerskich, więc na to trzeba położyć nacisk – wskazywał szef NIL.

Reforma ochrony zdrowia przygotowana w pośpiechu?

Kolejnym zarzutem jest tempo prac. Łukasz Jankowski twierdzi, że w ciągu czterech dni powstała reforma, która ma zostać wdrożona jeszcze przed końcem roku. – Widzimy projekt ustawy, który zakłada bardzo dużo wyłączeń i obejść. To jest papierek lakmusowy dla intencji resortu: zrobić na szybko coś, co zaspokoi chęć zmian, ale ta zmiana zostanie papierowa – ocenił. NRL krytykuje krótkie 14-dniowe vacatio legis, niejasne przepisy dotyczące dodatkowego zatrudnienia oraz wygaszanie części obecnych umów z końcem 2026 r.

Zdaniem samorządu tak szeroka zmiana wymaga znacznie więcej czasu i przede wszystkim odpowiedzi na podstawowe pytanie: jak ma wyglądać system ochrony zdrowia po reformie? Na razie, zdaniem lekarzy, tej odpowiedzi nie ma.