Reklama

Grażyna Cebula-Kubat: Przepracowany lekarz to gorzej leczony pacjent

Lekarze nie powinni długo pracować, bo nie jest to ani bezpieczne, ani nie da się zapewnić odpowiedniej jakości udzielania świadczeń zdrowotnych – mówi Grażyna Cebula-Kubat, przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy.
Grażyna Cebula-Kubat: Przepracowany lekarz to gorzej leczony pacjent

Foto: Grażyna Cebula-Kubat

Według kontroli NIK przeprowadzonej w latach 2021-2023 lekarz-rekordzista pracował nieprzerwanie ponad 100 godzin. Inny rekordzista w ciągu roku przepracował 4881 godzin, czyli ponad 13 godzin dzienne wliczając w to niedziele i święta. Czy w takim systemie można mówić o realnym bezpieczeństwie pacjentów?

Nie, absolutnie nie. Jako Związek Zawodowy Lekarzy od wielu lat przeciwstawiamy się temu, żeby lekarze pracowali na dwóch czy trzech etatach. Uważamy, że lekarz powinien pracować na jednym etacie w bezpiecznych warunkach zarówno dla siebie, jak i przede wszystkim dla pacjentów.

Coraz częściej mówimy też o tym, że lekarze nie mają czasu dla pacjenta. Lekarz powinien zajmować się leczeniem, a nie biurokracją i refundacją. Niedawno przypadkowo usłyszałam, jak pacjent narzekał, że lekarz bardzo szybko mówił i przez to niewiele zrozumiał z wizyty. Ktoś mu poradził, żeby poszedł do drugiego specjalisty. I ja się nie dziwię. To jest jedna z przyczyn, dla których tracimy zaufanie pacjentów.

Z czego takie problemy wynikają?

Od czterech lat Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy prosi Ministerstwo Zdrowia, żeby zostały stworzone normy minimalnego, gwarantowanego zabezpieczenia specjalistycznego w przeliczeniu na pacjenta w publicznych podmiotach leczniczych (liczby lekarzy danej specjalizacji w szpitalu – red.). Apelujemy również, żeby do ustawy o działalności leczniczej wpisać maksymalny, dopuszczalny, nieprzerwany czas pracy zarówno dla lekarzy, jak i innych zawodów medycznych.

Jak dziś wyglądają takie regulacje?

Od 1 stycznia 2008 r. obowiązują przepisy unijnej dyrektywy dotyczącej czasu pracy lekarzy zatrudnionych na etacie. Zgodnie z nimi lekarz powinien pracować 7 godzin 35 minut dziennie, 37 godzin 55 minut tygodniowo; w ciągu doby ma mieć 11 godzin nieprzerwanego odpoczynku, a w ciągu tygodnia 38 godzin, w tym jeden 24-godzinny dzień wolny. Ustawa o działalności leczniczej mówi, że pracodawca może zmusić pracownika zatrudnionego na umowę o pracę bez jego zgody do pracy do 48 godzin tygodniowo. Jest jednak też zapis, że po 24 godzinach pracy lekarz musi mieć czas na odpoczynek.

Implementacja unijnej dyrektywy ujawniła braki lekarzy w szpitalach, w związku z tym część medyków została wręcz przymuszona do przechodzenia na kontrakty.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Krystyna Ptok: Pielęgniarki nie wykluczają protestu

Bo na kontraktach można było te normy naginać?

Dokładnie. Kiedy rozmawiam z dyrektorami szpitali i widzę, że niektórzy lekarze zatrudnieni na kontraktach pracują po trzy czy cztery doby non stop, słyszę, że prowadzą działalność gospodarczą i nie można ograniczać im swobody. Niestety, takie są przepisy. Ale my jako związek podkreślamy, że lekarze nie powinni tak długo pracować, bo nie jest to ani bezpieczne, ani nie da się zapewnić w takim systemie odpowiedniej jakości udzielania świadczeń zdrowotnych. W jednym z opracowań naukowych wskazano, że lekarz po 24-godzinnym dyżurze jest w takim stanie, jakby wypił pół litra wódki. Oczywiście nie wszystkie dyżury są tak samo trudne, ale lekarz jest w ciągłym napięciu.

Ministerstwo tłumaczy takie sytuacje brakami kadrowymi. Czy jest to faktycznie usprawiedliwienie?

Nie zgadzam się z tym. Jeżeli mamy mało kadry lekarskiej, to nie kontraktujmy tak dużo nowych oddziałów. Dzisiaj wystarczy często dwóch specjalistów, żeby zakontraktować oddział z NFZ. Jak dwóch specjalistów ma zapewnić ciągłość świadczeń zdrowotnych przez 24 godziny? Jeżeli mamy w normach kontraktowania wymaganie tylko dwóch specjalistów i to wystarczy do uzyskania kontraktu, to przy odejściu czy chorobie jednego z nich funkcjonowanie oddziału jest zagrożone. Przy czterech czy pięciu lekarzach do takiej sytuacji nie dojdzie. Ponadto jak jest więcej lekarzy na oddziale, mogą się konsultować między sobą. Nie są również tak przemęczeni, więc zmniejsza się prawdopodobieństwo popełnienia błędu. Każdy ma przydzielonych swoich pacjentów i przede wszystkim ma czas dla nich. Jakość opieki jest wtedy o wiele lepsza.

Jak miałyby wyglądać normy zatrudnienia dla lekarzy?

Powinny one zależeć od stopnia referencyjności szpitala i specyfiki oddziału w przeliczeniu na pacjenta. W placówce III stopnia musi być więcej specjalistów, ale w szpitalu powiatowym, na oddziale internistycznym, wystarczyłoby pięciu lekarzy. To nie są wygórowane wymagania.

Wystosowaliśmy pismo do konsultantów krajowych oraz wojewódzkich i na podstawie ich odpowiedzi opracowaliśmy wstępne normy dla oddziałów zabiegowych i niezabiegowych, psychiatrii i oddziałów internistycznych. Przyjęliśmy, że na oddziale internistycznym wystarczyłby jeden lekarz na sześciu pacjentów w czasie ordynacji dziennej. Na dyżurze w oddziale niezabiegowym wystarczy jeden lekarz, z wyjątkiem szczególnych sytuacji, jak neonatologia drugiego czy trzeciego stopnia referencyjności – tam musi być dwóch. Na oddziałach zabiegowych również co najmniej dwóch w koordynacji dyżurowej.

Wprowadzenie norm zatrudnienia wymaga czasu, ale potrzebne są po to, by poprawić jakość leczenia i zagwarantować bezpieczeństwo pacjentów oraz lekarzy. To dałoby stabilność kadrową. Dziś tracimy autorytet w społeczeństwie, bo nie mamy czasu dla pacjenta.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Wiceminister zdrowia dla „Rzeczpospolitej”: Na oddziale muszą być minimum dwa porody dziennie

Ministerstwo Zdrowia jest przeciwne wprowadzeniu norm zatrudnienia?

Głównym argumentem przeciwko jest to, że nie ma lekarzy. Pod koniec marca mamy spotkanie w Ministerstwie Zdrowia. Mam nadzieję, że tym razem dojdzie do porozumienia, a wspólnie wypracowana strategia dotycząca norm minimalnego zatrudnienia stworzy lekarzom odpowiednie warunki pracy i płacy. To z kolei powinno zapewnić stabilność kadrową, ciągłość świadczeń i szkolenia rezydentów, a także wysoką jakość opieki nad pacjentem.

O brakach kadrowych mówimy od lat…

Tak, w publicznej ochronie zdrowia. Czy mówi się o brakach w podmiotach prywatnych? Nie. Tam jest lepsza organizacja pracy i lepsze wynagrodzenia. W wielu szpitalach naprawdę brakuje kultury zarządzania. Jeżeli nie będziemy inwestować w lekarzy, szanować ich i rozmawiać z nimi, będą odchodzić z systemu.

Uważam, że każdy powinien pracować w takiej formie, jaka mu odpowiada – na etacie czy na kontrakcie – tylko żeby pracował w godnych, bezpiecznych warunkach i za godną płacę. Bo jeśli prywatny sektor płaci dwa razy więcej, to trudno się dziwić odpływowi lekarzy z systemu.

Te braki są wyrównywane poprzez nadmiarową pracę lekarzy?

W dużej mierze tak. Około 40 proc. lekarzy pracuje na dwóch etatach. 35 proc. dyżurujących to seniorzy, którzy nie pracują już dla pieniędzy, tylko z poczucia odpowiedzialności, bo boją się, że jak odejdą, to ich poradnia lub oddział upadnie. A kto na tym ucierpi? Pacjent.

Dyrektorzy szpitali przymuszają lekarzy do pracy ponad ich siły?

W wielu miejscach przymuszani do dyżurowania są rezydenci, szczególnie jeśli chodzi o SOR-y i psychiatrię. Staramy się tłumaczyć tym dyrektorom, że nie można tak traktować młodych lekarzy, że trzeba przestrzegać programu specjalizacji. Niekiedy również zalecenia Departamentu ds. kształcenia kadr medycznych w Ministerstwie Zdrowia są przez nich nieprzestrzegane.

Reklama
Reklama

Lekarz nie może odmówić?

Może za to dostać naganę.

Czytaj więcej

Spotkanie w sprawie uzdrowienia finansów ochrony zdrowia zakończyło się impasem

Kto w praktyce ponosi odpowiedzialność za błąd popełniony przez przemęczonego lekarza?

Zawsze lekarz. To na nim spoczywa odpowiedzialność karna, cywilna i zawodowa. Nawet jeśli pracował ponad siły, bo został do tego zmuszony.

Jakie są konsekwencje takiego funkcjonowania systemu dla lekarzy?

Już co drugi lekarz jest wypalony zawodowo. Mamy regiony, gdzie wielu lekarzy umiera z powodu chorób nowotworowych lub udarów, bo jednym z czynników ryzyka jest przewlekły stres. Oczywiście stres jest wpisany w nasz zawód, ale przepracowanie i brak odpoczynku potęgują go wielokrotnie.

Do tego dochodzi rozpad życia rodzinnego. Pracując na dwóch czy trzech etatach nie mamy czasu dla bliskich. Cierpi nasze zdrowie, nasze rodziny oraz bezpieczeństwo pacjenta. Bo zmęczony lekarz to lekarz, który łatwiej może popełnić błąd. Dlatego tak ważne jest wprowadzenie norm zatrudnienia i przestrzeganie czasu pracy. Brak norm minimalnego zatrudnienia dla lekarzy zaburza system i prowadzi do wielu patologii w opiece zdrowotnej.

Reklama
Reklama
Ochrona zdrowia
Masowe przyjęcia poza kolejnością w szpitalu MSWiA. NFZ przedstawił wyniki kontroli
Materiał Promocyjny
Nowy luksus zaczyna się od rozmowy. Byliśmy w showroomie EXLANTIX
Ochrona zdrowia
Trzeba brać odpowiedzialność nie tylko za siebie
Ochrona zdrowia
Nie brakuje chętnych do Legionu Medycznego - dowiedziała się „Rzeczpospolita”
Materiał Promocyjny
Arabia Saudyjska. W krainie gościnności
Ochrona zdrowia
400 mln zł długu i widmo zamknięcia. Trzy szpitale walczą o przetrwanie
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama