„Rzeczpospolita”: Jak często przyjmuje się pacjenta bez jego zgody do szpitala psychiatrycznego?
Prof. Piotr Gałecki: W 2023 r. z publicznej opieki psychiatrycznej w Polsce skorzystało 2,5 mln osób. Ponad 200 tys. z nich trafiło do szpitala, a ponad 22 tys. zostało hospitalizowanych bez swojej zgody. To średnio około 60 osób dziennie, przyjętych na podstawie art. 23 lub 24 ustawy o ochronie zdrowia psychicznego. W skali kraju, gdzie funkcjonują 62 szpitale psychiatryczne oraz 120 oddziałów psychiatrycznych w szpitalach ogólnych, widzimy, że nie jest to rzadkie zjawisko, choć zawsze jest ono wyjątkowo trudne – zarówno klinicznie, jak i prawnie.
Do tej pory, zgodnie z brzmieniem art. 23, do szpitala psychiatrycznego bez zgody można było przyjąć wyłącznie osobę chorą psychicznie, a więc taką, która według ustawowej definicji wykazywała objawy psychotyczne, czyli halucynacje lub urojenia i która w związku z tym bezpośrednio zagrażała swojemu życiu albo życiu lub zdrowiu innych. Ustawa jednoznacznie wiązała to pojęcie wyłącznie z zaburzeniami psychotycznymi, co w praktyce prowadziło do poważnych problemów. Przez to osoba w ciężkim kryzysie psychicznym, z wyraźnymi i uporczywymi myślami samobójczymi, ale bez objawów psychotycznych, nie mogła zostać przyjęta do szpitala psychiatrycznego wbrew swojej woli. Dotyczyło to zarówno dorosłych, jak i dzieci, ponieważ art. 23 i 24 nie wprowadzały w tym zakresie rozróżnień wiekowych.
Czytaj więcej
Centra zdrowia psychicznego, jakie utworzono w całej Polsce, miały sprawdzić się w trzyletnim pil...
Jak takie brzmienie przepisów wpływa na pracę lekarza i opiekę nad pacjentem?
Lekarz staje przed dramatycznym wyborem. Ma do czynienia z osobą, która deklarowała zamiar odebrania sobie życia i realnie stanowiła zagrożenie dla samej siebie, ale zgodnie z literalnym brzmieniem przepisów nie może jej przyjąć bez zgody, ponieważ nie występują halucynacje ani urojenia. Jeżeli jednak zdecyduje się na takie przyjęcie, to z formalnego punktu widzenia jest to niezgodne z prawem. W konsekwencji pacjent może dochodzić roszczeń, uważając, że nie istnieją ustawowe przesłanki do pozbawienia go wolności – mimo że leczenie pomogło i po kilku czy kilkunastu dniach myśli i tendencje samobójcze ustąpiły. Takie sytuacje faktycznie miały miejsce i pokazywały, że dotychczasowe przepisy stawiają lekarzy w położeniu, w którym każdy wybór, zarówno przyjęcie, jak i odmowa przyjęcia, prowadzi albo do naruszenia prawa, albo do zagrożenia życia pacjenta.
Co w sytuacji, gdy lekarz – działając zgodnie z przepisami – nie przyjmie pacjenta po próbie samobójczej, bo ten nie wyraził na to zgody i nie ma zaburzeń psychotycznych, a na drugi dzień taki pacjent popełni samobójstwo?
Może usłyszeć zarzuty – przede wszystkim karne, ale również cywilne i zawodowe. Prokuratura bada takie sprawy i powołuje biegłego psychiatrę, który ocenia, czy samobójstwo było możliwe do przewidzenia oraz czy lekarz udzielił adekwatnej pomocy i mógł zapobiec kolejnej próbie. W takich sytuacjach odpowiedź zazwyczaj jest jednoznaczna – pacjent zgłaszał zamiary samobójcze i był bezpośrednio po poważnej próbie, więc ryzyko, że znowu spróbuje targnąć się na własne życie, było wysokie. W praktyce zdarzały się wyroki skazujące, obejmujące karę pozbawienia wolności w zawieszeniu, na przykład na okres dwóch lat oraz czasowy zakaz pełnienia dyżurów lekarskich. Dlatego obecne brzmienie ustawy nie odpowiada realiom klinicznym kryzysów suicydalnych, które są znacznie częstsze niż przypadki ostrych psychoz. W Polsce na schizofrenię choruje około 220 tys. osób, natomiast na depresję ponad 1,2 mln.