I jak to nowe życie po chorobie?
Po chorobie, w której człowiek kilkukrotnie otarł się o śmierć… życie wydaje się absolutnie zachwycające. W każdym wymiarze, w każdym aspekcie i w każdej dziedzinie budzi ono większy zachwyt, ale także większą złość. Złość wywołują zdarzenia stojące w kontrze do bezpieczeństwa, do możliwości poprawy warunków oraz do ograniczania zagrożeń. Obecnie dostrzegam je wyraźniej i oceniam znacznie bardziej krytycznie. Wywołują we mnie silniejsze poczucie bezradności i gniewu.
Ma pani na myśli jakieś konkretne zdarzenia?
Chodzi o bezpieczeństwo pacjentów i tworzenie warunków, w których to poczucie bezpieczeństwa może być utrwalone, wzmocnione i realnie zagwarantowane. Działania, które są podejmowane, a także decyzje, które nie zapadają, czy też działania, z których się rezygnuje, odbieram dziś jako bardziej niesprawiedliwe. Coś można było zrobić dobrze, a tego nie zrobiliśmy – czy to z powodów politycznych, czy z powodów osobistych. Może to, że jestem polityczką i byłam polityczką w trakcie choroby, dało mi możliwość patrzenia na różne rzeczy z perspektywy człowieka, który się tą polityką nie zajmuje i nie ma poczucia wpływu na decyzje. Na przykład na to, jak budowany jest system ochrony zdrowia i czy daje on obywatelom poczucie, że w chorobie nie są sami; że jeśli znajdą się w sytuacji, której ja sama doświadczyłam, to możliwość rozpoczęcia terapii jest tak samo dostępna dla wszystkich. Przeszłam ten proces jako pacjentka, dlatego nie patrzę na ochronę zdrowia tylko teoretycznie, przez pryzmat liczb, schematów, ustaw. Zobaczyłam, jak ten system naprawdę działa i jak w tym wszystkim czuje się człowiek.
Czytaj więcej
Każdego roku w Polsce diagnozę nowotworu słyszy ponad 170 tys. osób. Mimo postępu, jaki dokonał s...