Reklama

Wiceminister zdrowia dla „Rzeczpospolitej”: Na oddziale muszą być minimum dwa porody dziennie

Chcemy, żeby na oddziałach odbywały się minimum dwa porody dziennie, czyli siedemset parę porodów rocznie, bo wtedy personel nie traci swoich umiejętności zawodowych – przekonuje Tomasz Maciejewski, wiceminister zdrowia.
Tomasz Maciejewski

Tomasz Maciejewski

Foto: PAP/Tomasz Gzell

Kryzys demograficzny w Polsce się pogłębia. Jak pogodzić zamykanie porodówek, gdzie wykonuje się niewiele porodów, z odwracaniem negatywnego trendu demograficznego i budowaniem w kobietach pewności, że w Polsce jest gdzie rodzić dzieci?

Mniej więcej od 2012 r., razem ze śp. prof. Michałem Troszyńskim i ówczesnym konsultantem krajowym prof. Stanisławem Radowickim, informowaliśmy Ministerstwo Zdrowia, że taka sytuacja z roku na rok narasta i położnictwo powinno być zreorganizowane. Dotychczas nic się w tej dziedzinie nie wydarzyło i doszliśmy do etapu, kiedy porodówki muszą być zamykane – właśnie przez postępujący spadek liczby narodzin. W związku z tym wprowadzamy działania interwencyjne, żeby nie było białych plam i żeby te nierówności zniwelować. Jednocześnie w Ministerstwie Zdrowia pracujemy z konsultantem krajowym i konsultantami wojewódzkimi w dziedzinie ginekologii i położnictwa oraz neonatologii nad zorganizowaniem bezpiecznej sieci oddziałów położniczych. W miejscach, gdzie nie ma takich oddziałów, powinny działać poradnie ginekologiczne, które będą sprawować opiekę nad kobietą ciężarną i prowadzić diagnostykę prenatalną po to, żeby wyłapać problemy i skierować pacjentki do opieki ambulatoryjnej w trakcie ciąży i pod opiekę do szpitala o odpowiednim stopniu referencyjności. Tam powinien być planowany poród. Natomiast w przypadku ciąży fizjologicznej o prawidłowym przebiegu kobieta powinna trafiać do szpitala wskazanego w danej okolicy bądź wybranego przez nią – bo teraz panie same wybieracie sobie miejsce do porodu, gdzie spodziewacie się najlepszej opieki. I chodzi o to, żeby takie szpitale były szpitalami bezpiecznymi.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

W cztery tygodnie nowego roku zlikwidowano 18 porodówek – ustaliła „Rzeczpospolita”

A co to znaczy, że szpital jest bezpieczny?

Według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) i Międzynarodowej Federacji Ginekologii i Położnictwa (FIGO) bezpieczny szpital to ten, w którym przyjmowanych jest powyżej tysiąca porodów rocznie. Chcemy obniżyć tę liczbę, żeby na oddziale odbywały się minimum dwa porody dziennie, czyli powiedzmy siedemset parę porodów rocznie, bo wtedy personel nie traci swoich umiejętności zawodowych. Jeżeli mamy jeden poród na trzy dni, to sprawność personelu naturalnie się pogarsza – nie można zapewnić bezpieczeństwa i właściwej jakości usług dla kobiety ciężarnej z problemem ginekologicznym. WHO i FIGO wskazują też, że czas transportu ciężarnej z domu do miejsca narodzin nie powinien przekraczać 60 minut. Chciałbym zwrócić uwagę, że w Norwegii – a lubimy się odwoływać do przykładów skandynawskich – od 2016 r. oddziały położnicze przyjmują ok. tysiąca porodów, zmniejszono liczbę samych oddziałów, a transport kobiety w ciąży ma nie przekraczać 90 minut. My zakładamy, że przejazd z interwencyjnego punktu położniczego, czyli tzw. pokoju narodzin, powinien trwać maksymalnie 40 minut. W Norwegii czas dojazdu jest więc dłuższy, liczba oddziałów zmniejszyła się, a wyniki położnicze nie pogorszyły się w żaden sposób.

Skoro bezpieczny szpital to taki, gdzie jest ok. 1000 porodów rocznie, to argument o bezpieczeństwie przestaje działać w przypadku pokojów narodzin, gdzie porody mają odbywać się incydentalnie.

To rozwiązanie zakłada, że porody co do zasady w takich miejscach nie będą przyjmowane. Niemniej w wyjątkowych sytuacjach, gdy transport będzie bardziej ryzykowny niż poród w pokoju narodzin, będą się one tam odbywać. Takich zdarzeń w Polsce jest kilka rocznie. W takim szpitalu ma jednak być czynna poradnia ginekologiczna, która zapewni codzienną opiekę ciężarnym.

A co z argumentami lekarzy, że w pokoju narodzin nie będzie anestezjologa i pytaniami o to, kto zaintubuje noworodka w razie potrzeby?

Pracuję w zawodzie niemal 40 lat, z czego ponad 30 na sali porodowej i mogę powiedzieć, że jeżeli mamy sytuację, gdy poród jest mocno zaawansowany, dokonuje się w tak krótkim czasie, że tak naprawdę jesteśmy w stanie tylko nie przeszkadzać temu dziecku przyjść na świat. Trzeba też pamiętać, że pokoje narodzin mają powstawać w szpitalach pełnoprofilowych, czyli powinni tam być anestezjolog, chirurg, a jeżeli jest oddział ginekologii, to również ginekolog, którzy w takiej sytuacji będą w stanie udzielić kobiecie wszelkiej pomocy. Ponadto możliwości pomocy dziecku będą na pewno większe w takim szpitalu niż w karetce, samochodzie prywatnym czy w przypadku porodu w domu.

Reklama
Reklama

Foto: Paweł Krupecki

Kiedy powstanie wspomniana przez pana sieć położnicza?

Chcemy zaprezentować gotową propozycję w połowie roku i wtedy te zmiany będzie procedować NFZ. Oczywiście jest to wskazówka, którą chcemy przekazać szpitalom i organom założycielskim, a przede wszystkim wojewodom, ponieważ to oni odpowiadają za organizację systemu. Celem jest wyposażenie ich w narzędzia pozwalające określić, jak powinna być zorganizowana sieć oddziałów szpitalnych zarówno w trybie planowym, jednodniowym, jak i świadczeń w ramach opieki ambulatoryjnej. Dzięki temu będą mogli podejmować decyzje organizacyjne w sposób przemyślany i zapewnić jak najlepszą jakość świadczeń. Opracowujemy ten plan z uwzględnieniem trendów demograficznych w perspektywie 2030 r. Analizujemy, jak będą zmieniały się potrzeby zdrowotne, żeby nie tworzyć rozwiązania wyłącznie na rok 2027, lecz przygotować system, który będzie funkcjonował skutecznie przez kolejne lata.

Czytaj więcej

Nie tylko porodówki. Pod nóż pójdą także przedszkola w całej Polsce

Przejdźmy do tematu cyfryzacji zdrowia. Jak idą poszukiwania dyrektora Centrum e-Zdrowia?

Kończymy właśnie proces weryfikacji kolejnych kandydatów i myślę, że będziemy wyłaniali dyrektora CeZ w najbliższym czasie. Prowadzona jest też rekrutacja wewnętrzna, czyli nie tylko szukamy kandydatów zewnętrznych, ale rozważamy też kandydatury pracowników CeZ.

Ilu kandydatów odmówiło dotychczas przyjęcia funkcji?

Nie mogę powiedzieć, żeby ktokolwiek odmówił, bo na razie nie było konkretnych rozmów.

Panie ministrze, ale gdyby nikt nie odmówił, to nie trwałoby to chyba dwa miesiące…

Jest grupa kandydatów i trzeba się zastanowić nad ich koncepcją. Nie chcemy też wybierać w pośpiechu. Jak popatrzy pani na rekrutację prezesów w korporacjach, nie trwa ona miesiąc czy dwa, ale często nawet pół roku.

Reklama
Reklama

A kiedy była ostatnia zmiana dyrektora CeZ – tego samego dnia, z Małgorzaty Olszewskiej na Adama Konkę – to też była rekrutacja jak w korporacjach?

Każdy czas jest inny, a sytuacje nieporównywalne.

To znaczy?

Iluś tych kandydatów też było. Zamiana osoby była, bo wcześniej prowadziliśmy rozmowy… No po prostu mieliśmy krótszą ławkę kandydatów. A zamiana może odbyć się z dnia na dzień – mamy nowego kandydata, to przekazujemy mu funkcję albo mamy wakat.

Brak dyrektora Centrum e-Zdrowia spowalnia wydatkowanie unijnych pieniędzy?

Absolutnie nie. Andrzej Sarnowski, który jest pełniącym obowiązki dyrektora CeZ, w tej chwili naprawdę daje sobie dobrze radę i sprawy toczą się dynamicznie.

Pytam, bo w styczniu na łamach „Rzeczpospolitej” informowaliśmy, że środki na cyfryzację e-zdrowia z KPO mogą być zagrożone. Stan na teraz jest taki, że nadal trwa składanie ofert w przetargu na Modele AI ze środków z KPO; termin składania był przesuwany już ośmiokrotnie.

Wszystko musi się dziać zgodnie z prawem zamówień publicznych oraz według spójnego planu i realnych możliwości wdrożenia. To dość złożony proces, tym bardziej, że środki z KPO na cyfryzację są obiektywnie bardzo wysokie – rodzi to wiele pytań, kwestii do rozważenia i, niestety, wydłuża procedury. Aktualnie jesteśmy po otwarciu ofert na dwa z trzech postępowań dotyczących Platformy Usług Inteligentnych. W przypadku przetargu na Modele AI pojawiły się kolejne odwołania firm – spodziewamy się otwarcia ofert jeszcze w lutym.

Czytaj więcej

Pieniądze na e-zdrowie z KPO poważnie zagrożone – ustaliła „Rzeczpospolita”
Reklama
Reklama

Tak jak tu dzisiaj siedzimy, jest pan w stanie obiecać, że wydamy wszystkie pieniądze na cyfryzację zdrowia i ich nie przepalimy?

Absolutnie nie chcemy tych pieniędzy przepalić. Wszyscy tutaj nad tym ciężko pracujemy i nie pozwolimy, żeby to było bezproduktywne. Nadrzędnym celem jest realne wsparcie pacjenta i placówek medycznych poprzez ucyfrowienie usług publicznych, oczekiwane od lat. Szkoda byłoby tych pieniędzy nie wydać, bo Unia nie będzie już miała takich środków na ochronę zdrowia w najbliższych latach.

Rozmówca

Tomasz Maciejewski

Podsekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia. Od 2012 r. kierował Instytutem Matki i Dziecka. Specjalizuje się w ginekologii, położnictwie i perinatologii. Jest członkiem Polskiego Towarzystwa Ginekologów i Położników, Polskiego Towarzystwa Medycyny Perinatalnej, Rządowej Rady Ludnościowej, elektor Rady Głównej Instytutów Badawczych, członek Rady Ekspertów Rzecznika Praw Pacjenta oraz działającego przy Radzie zespołu ds. zarządzania szpitalami. Angażuje się w wykorzystywanie nowatorskich metod w leczeniu i opiece nad pacjentem. Propagator współpracy kliniczno-technologicznej – stworzył pierwszy w Polsce dział ds. AI i Innowacji Technologicznych w publicznej jednostce naukowo-badawczej działającej w systemie ochrony zdrowia

Ochrona zdrowia
Trzeba brać odpowiedzialność nie tylko za siebie
Materiał Promocyjny
Rekordy sprzedaży i większy magazyn w Duchnicach
Ochrona zdrowia
Nie brakuje chętnych do Legionu Medycznego - dowiedziała się „Rzeczpospolita”
Ochrona zdrowia
400 mln zł długu i widmo zamknięcia. Trzy szpitale walczą o przetrwanie
Ochrona zdrowia
Od kilku do 80 pacjentów na godzinę. „Rzeczpospolita” ustaliła, jak obciążone są SOR-y
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama