Reklama

W cztery tygodnie nowego roku zlikwidowano 18 porodówek – ustaliła „Rzeczpospolita”. Zastąpią je pokoje narodzin?

Pod koniec 2025 r. w Polsce działały 284 porodówki. Teraz jest ich 266, czyli w niespełna cztery tygodnie nowego roku z prowadzenia porodówki zrezygnowało 18 szpitali – wynika z danych NFZ przygotowanych dla „Rzeczpospolitej”. Alternatywą dla rodzących, które nie zdążą na oddział położniczy, ma być pokój narodzin.

Publikacja: 29.01.2026 13:00

W niespełna cztery tygodnie nowego roku 18 szpitali zrezygnowało z prowadzenia oddziału ginekologicz

W niespełna cztery tygodnie nowego roku 18 szpitali zrezygnowało z prowadzenia oddziału ginekologiczno-położniczego.

Foto: Adobe Stock

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego liczba oddziałów położniczych w Polsce tak szybko się zmniejsza?
  • Co to są pokoje narodzin i jakie jest ich przeznaczenie?
  • Jaka jest prognoza dotycząca liczby porodów w Polsce w 2026 roku?
  • Które szpitale będą mogły utworzyć pokoje narodzin?
  • Dlaczego niektóre pacjentki wybierają szpitale znacznie oddalone od miejsca zamieszkania?

Według prognoz GUS liczba porodów w 2026 r. nie przekroczy 210 tys. Dla porównania w 2024 r. odnotowano 252 tys. urodzeń. Każdy kolejny rok to nowe dane o najniższej liczbie narodzin w historii powojennej Polski. – Szpitale coraz wyraźniej dostrzegają, że przy dramatycznym spadku liczby porodów w Polsce, który prawdopodobnie w najbliższym czasie się nie zatrzyma, konieczne jest podjęcie działań – mówi „Rzeczpospolitej” prof. Ewa Wender-Ożegowska, konsultant krajowa w dziedzinie położnictwa i ginekologii. Jak dodaje, oddziały położnicze nie są w stanie się utrzymać, a jednocześnie wydatkowane są środki publiczne na ich funkcjonowanie w pełnej gotowości, mimo braku pacjentek.

Reklama
Reklama

Foto: Paweł Krupecki

Nowe pokoje narodzin, czyli opcja awaryjna dla rodzących

W sobotę, 31 stycznia wchodzą w życie przepisy rozporządzenia, które powołuje do życia tzw. pokoje narodzin. To wydzielone izby porodowe z całodobowym dyżurem położnej, która ma przyjąć poród w sytuacji awaryjnej lub towarzyszyć ciężarnej w transporcie do najbliższej porodówki. Takie świadczenie będą mogły zakontraktować placówki, które nie mają oddziału ginekologiczno-położniczego, prowadzą jednak SOR lub izbę przyjęć, a odległość, która dzieli je od najbliższego szpitala z porodówką, przekracza 25 km.

Jak tłumaczy prof. Wender-Ożegowska, celem jest ochrona pacjentek oraz zapewnienie im poczucia bezpieczeństwa. Podobne rozwiązanie testowaliśmy w Wielkopolsce. W kwietniu zamknięto oddział położniczy w Chodzieży, a jesienią w Gostyniu. W obu przypadkach pozostawiono odpowiednie zabezpieczenie w postaci wydzielonej izby porodowej. W praktyce pacjentki trafiały tam tylko w pierwszych dwóch-trzech tygodniach po zamknięciu oddziału – wskazuje konsultant krajowa.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Prof. Wielgoś: Porodówki poniżej 300 porodów rocznie nie powinny funkcjonować

Jak dodaje, może się okazać, że pokoje narodzin, które teraz mają dawać pacjentkom poczucie bezpieczeństwa, w dłuższej perspektywie w ogóle nie będą potrzebne. – Zależy nam na tym, aby pacjentki w praktyce nie musiały korzystać z takich miejsc. Mają one służyć wyłącznie sytuacjom naprawdę awaryjnym – podkreśla.

Kiedy realnie pojawią się pokoje narodzin?

W praktyce, żeby szpital mógł zakontraktować pokój narodzin, potrzebne jest zarządzenie prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia. Prace nad dokumentem są na ukończeniu – wynika z ustaleń „Rzeczpospolitej”. 

To rozwiązanie dla chętnych, a nie dla wszystkich. Bernadeta Skóbel, radca prawny Związku Powiatów Polskich wskazuje, że nawet gdyby obecnie doszło do likwidacji oddziału ginekologiczno-położniczego w szpitalu, to nie oznacza to automatycznie uruchomienia w jego miejsce izby porodowej. – Nie istnieje żaden przepis, który zobowiązywałby szpitale do wdrażania tego typu rozwiązań. Nie ma mowy o jakimkolwiek przymusie. Dodatkowo w załączniku do rozporządzenia pojawił się wymóg uzyskania opinii konsultantów wojewódzkich w dziedzinie położnictwa i ginekologii oraz pielęgniarstwa ginekologiczno-położniczego. Nie jest więc tak, że zgody na utworzenie pokoju narodzin będą udzielane wszystkim. W każdym przypadku będzie to kwestia oceny potencjału podmiotów leczniczych na danym obszarze – mówi prawniczka.

Z sondy, jaką „Rzeczpospolita” przeprowadziła wśród konsultantów wojewódzkich, wynika, że na razie szpitale nie zgłaszają do zaopiniowania chęci utworzenia pokoju narodzin. Co nie dziwi, bo jeszcze nie wiadomo, ile za prowadzenie izby porodowej zapłaci NFZ. Jak słyszymy nieoficjalnie, placówki, które zdecydują się na taki krok, mają otrzymywać dobowy ryczałt. Propozycja stawki zostanie zaproponowana w najbliższych dniach.

Reklama
Reklama

Samo uruchomienie izb porodowych jeszcze potrwa. – Z naszych rozmów z ministerstwem wynika, że realny termin kontraktowania „pokojów narodzin” to połowa roku, co oznacza, że zostaną uruchomione najwcześniej za ok. sześć miesięcy – mówi Bernadeta Skóbel.

W Polsce dochodzi likwidowanych jest coraz więcej porodówek

Pod koniec 2025 r. w Polsce były 284 oddziały ginekologiczno-położnicze. Obecnie działa ich 266, prowadzonych przez 259 szpitali (jeden podmiot może mieć kilka oddziałów o tym samym profilu). W niespełna cztery tygodnie nowego roku z prowadzenia porodówki zrezygnowało 18 szpitali.

Prof. Przemysław Oszukowski, konsultant wojewódzki w dziedzinie położnictwa i ginekologii dla woj. świętokrzyskiego zauważa, że proces optymalizacji liczby miejsc do porodów postępuje od kilku lat. – Zamykanie sal porodowych, w których odbywa się mała liczba porodów lub brakuje kadry medycznej odbywa się z inicjatywy zarządzających szpitalami lub organów założycielskich tych placówek (np. powiat, województwo – red.) – wskazuje. Jak dodaje, w ostatnich latach w świętokrzyskim zamknięto czy „zawieszono” działalność sal porodowych w szpitalach we Włoszczowej, Jędrzejowie, Staszowie oraz w Busku-Zdroju.

Czytaj więcej

Alert na porodówkach. „To nie spina się w budżecie praktycznie żadnego ze szpitali”

– Osobiście nie jestem zwolennikiem tworzenia pokojów narodzin. Jeżeli likwiduje się salę porodową w szpitalu, to dla wszystkich, szczególnie dla ciężarnych i ich najbliższych, powinno być jasne, że w tym szpitalu nie ma takiej sali. Powinna być informacja, gdzie jest najbliższa – komentuje prof. Oszukowski. Tłumaczy też, że w ministerialnym standardzie porodu obowiązującym od wielu lat określono, że lekarz prowadzący ciążę (lub położna prowadząca) omawia z ciężarną „plan porodu”. – W tym planie obowiązkowo ustala się miejsce porodu. Rodząca nie powinna sprawdzać kolejnych szpitali, gdzie uda jej się urodzić, ale jechać do tego określonego w planie porodu – ocenia.

– Poród nie trwa godzinę, jest to proces wielogodzinny – mówi prof. Ewa Wender-Ożegowska. W tym kontekście zwraca uwagę, że rolą zarówno lekarzy, jak i położnych opiekujących się kobietami w ciąży jest edukowanie pacjentek, żeby wiedziały, w którym momencie należy wyruszyć do szpitala i nie czekały z tym do ostatniej chwili– Do szpitala w Poznaniu, w którym pracuję, pacjentki przyjeżdżają z miejsc oddalonych nawet o 150 km – mówi konsultant krajowa.

Reklama
Reklama

Dlaczego ciężarne podróżują nawet po kilkaset kilometrów, żeby wydać dziecko na świat? Kobiety w ciąży głosują nogami; placówki o najwyższym standardzie opieki okołoporodowej i wysokim poziomie referencyjności nie narzekają na brak pacjentek. A tam, gdzie kobiety nie chcą rodzić, ktoś ostatecznie gasi światło.

Zdrowie
Apel Krajowych Producentów Leków. Polska ruszy po odszkodowania?
Zdrowie
UE chce nałożyć nowe obowiązki na firmy farmaceutyczne. Dzięki nim leki będą tańsze?
Zdrowie
Eksperci wytykają błędy w leczeniu onkologicznym w Polsce. „Najwyższą cenę płacą pacjenci”
Zdrowie
Będą kolejne „przepisy przejściowe" dla lekarzy z Ukrainy? Jest sprzeciw samorządu lekarskiego
Zdrowie
Ministerstwo szykuje duże zmiany dla lekarzy. Krótszy staż i egzaminy po nowemu
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama