Chodzi o rozporządzenie minister zdrowia, zmieniające rozporządzenie w sprawie świadczeń gwarantowanych z zakresu leczenia szpitalnego, które ma zapewnić dostęp do świadczenia „Opieka nad kobietą w ciąży lub kobietą rodzącą realizowana przez położną” u świadczeniodawców posiadających izbę przyjęć lub szpitalny oddział ratunkowy (SOR), położonych w odległości przekraczającej 25 kilometrów od najbliższego szpitala udzielającego świadczeń opieki zdrowotnej z zakresu położnictwa i ginekologii w trybie hospitalizacji.
Rozporządzenie ma być odpowiedzią na postulaty w sprawie wsparcia oddziałów położniczo-ginekologicznych, których likwidacja mogłaby grozić bezpieczeństwu rodzących i noworodków. Postulaty takie zgłaszał m.in. szpital w Lesku – tamtejszy oddział położniczo-ginekologiczny, obecnie zawieszony, jest nazywany „ostatnią porodówką w Bieszczadach”.
Czytaj więcej
Według szacunków Ministerstwa Zdrowia 239 szpitali musiałoby dziś stworzyć i wdrożyć plany naprawcze. Zadłużenie placówek w pierwszym kwartale br....
Uwagi do rozporządzenia i odpowiedzi resortu
„Kształt rozporządzenia przesądza o tym, że Ministerstwo Zdrowia nie zamierza dokładać ekstra pieniędzy do nierentownych oddziałów położniczo-ginekologicznych, czyli takich, w których rodzi się mniej niż ok. 300 dzieci rocznie. Tak jest w Lesku, ale podobna sytuacja dotyczy wielu innych porodówek” – pisze Rynek Zdrowia. – Tam, gdzie brakuje porodówki, w SOR lub izbie przyjęć będzie dyżurowała położna. Odbierze poród lub zdecyduje o przewiezieniu ciężarnej, także z pomocą Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, do specjalistycznego oddziału – powiedział portalowi wiceminister Tomasz Maciejewski.
W ramach przyspieszonych konsultacji do projektu rozporządzenia wniesiono ponad 120 uwag. Jak podał Rynek Zdrowia, położne z oddziału w Lesku zwracały uwagę na miejscowość Wetlina, oddaloną od Leska o prawie 50 km. Po likwidacji oddziału położniczo-ginekologicznego dotarcie do najbliższego takiego oddziału z Wetliny będzie ich zdaniem wymagało pokonania dodatkowych 40 kilometrów. W uwagach do projektu zaznaczono w związku z tym, że w praktyce czas dotarcia pacjentki i noworodka do pełnej opieki medycznej wydłuży się o co najmniej dwie godziny. – Należy również wskazać, że czas dojazdu karetki typu „N” (stacjonującej w Rzeszowie) do Leska wynosi średnio około dwóch godzin, co w sytuacji zagrożenia życia noworodka praktycznie uniemożliwia skuteczne udzielenie pomocy – zaznaczyły cytowane przez Rynek Zdrowia położne.
Część uwag do rozporządzenia zawierała ocenę, że SOR-y nie spełniają warunków wymaganych do zapewnienia godnego, bezpiecznego i zgodnego ze standardami prowadzenia porodu. Resort odparł, że projekt nie zakłada przyjmowania porodów w szpitalu bez oddziału położniczo-ginekologicznego, lecz zabezpieczenie rodzącej i noworodka w sytuacji dokonania się porodu w takim szpitalu.
Czytaj więcej
Ministerstwo Zdrowia zleci wojewodom kontrole wszystkich oddziałów ginekologiczno-położniczych – informuje Rynek Zdrowia. O inspekcje upomnieli się...
Jak podał Rynek Zdrowia, Ministerstwo Zdrowia nie odpowiedziało na uwagę Polskiego Towarzystwa Położnych (podobną przedstawiła Naczelna Rada Pielęgniarek i Położnych) dotyczącą wątpliwości co do obecności tylko jednej położnej na dyżurze w izbie porodowej.
Czytaj więcej: Ekstra pieniędzy nie będzie. W miejsce porodówek: izby bez lekarza. Co w razie powikłań?