Reklama

Nie tylko porodówki. Pod nóż pójdą także przedszkola w całej Polsce

Warszawa już ogłosiła, że zamierza zlikwidować niektóre przedszkola. Do podobnych decyzji przymierzają się także inne polskie miasta. Wszystkiemu „winna” jest demograficzna zapaść. W 2025 r. liczba urodzeń spadła o 14 tys. w stosunku do 2024 r.

Publikacja: 06.02.2026 04:30

W 2025 r. urodziło się w Polsce jedynie 238 tys. dzieci. Miasta już się przygotowują na coraz większ

W 2025 r. urodziło się w Polsce jedynie 238 tys. dzieci. Miasta już się przygotowują na coraz większą zapaść demograficzną

Foto: AdobeStock

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie są główne przyczyny zamykania przedszkoli w polskich miastach?
  • W jaki sposób demograficzna zapaść wpływa na infrastrukturę edukacyjną w Polsce?
  • Jakie działania podejmują poszczególne miasta w odpowiedzi na pogarszającą się sytuację demograficzną?
  • Czy istniejące trendy demograficzne mają wpływ na plany reorganizacji przedszkoli i żłobków?
  • Jakie alternatywne rozwiązania są proponowane w celu zniwelowania skutków niżu demograficznego?
  • Jakie inicjatywy podejmowane są na szczeblu rządowym i samorządowym, aby dostosować się do obecnych wyzwań demograficznych?

Zapaść demograficzna staje się faktem. W ubiegłym tygodniu Główny Urząd Statystyczny podał, że na koniec 2025 r. liczba Polaków była o 157 tys. mniejsza niż rok wcześniej. W sumie jest nas dziś 37,332 mln. W 2025 r. urodziło się 238 tys. dzieci.

Reklama
Reklama

Jak wskazuje GUS, na koniec 2025 r. liczba mieszkańców naszego kraju  poniżej 17. roku życia wyniosła 6,6 mln. Czyli przez ostatnie ćwierć wieku zmniejszyła się o 2,7 mln osób. „Analiza procesów demograficznych wskazuje, że sytuacja demograficzna Polski nie ulegnie znaczącej zmianie. Utrzymujący się od około trzech dekad niski poziom dzietności będzie nadal wpływał na niską liczbę urodzeń, zwłaszcza w kontekście systematycznego zmniejszania się liczby kobiet w wieku rozrodczym” – podkreśla GUS.

Czytaj więcej

W cztery tygodnie nowego roku zlikwidowano 18 porodówek – ustaliła „Rzeczpospolita”

W tej sytuacji w zasadzie nie dziwi nie tylko fakt zamykania porodówek jako nierentownych („Rzeczpospolita” pisała kilka dni temu, że od początku roku zlikwidowano ich aż 18), ale także – choć to równie niepopularna decyzja – zmniejszania liczby żłobków i przedszkoli, a następnie także szkół.

Reklama
Reklama

Warszawa już zaczęła zamykać przedszkola

W połowie stycznia warszawscy radni zdecydowali o zamknięciu czterech przedszkoli, ale jak wskazuje nam rzeczniczka ratusza Monika Beuth, pierwsze decyzje w sprawie reorganizacji sieci placówek zostały podjęte już jesienią ubiegłego roku. Skąd taka decyzja? Otóż Warszawa dysponuje obecnie 43 tys. miejsc w przedszkolach, z czego 2,5 tys. jest nadal wolne. – Prognozy demograficzne pokazują, że w porównaniu z obecnym rokiem, liczba dzieci 3-letnich, które rozpoczynają edukację przedszkolną we wrześniu 2026 r., będzie mniejsza o blisko 2 tys. dzieci – informuje nas Beuth. – W roku szkolnym 2028/2029 w porównaniu do bieżącego roku szkolnego będzie nawet 15 tys. mniej dzieci w wieku przedszkolnym zamieszkałych w Warszawie – dodaje rzeczniczka.

Najmniej dzieci mieszka na terenie Śródmieścia i tam właśnie najczęściej wygasza się placówki lub poszczególne oddziały w nich. 

Foto: rp.pl

Tłumaczenie ratusza nie przekonuje jednak radnych, którzy choć zdają sobie sprawę z problemów demograficznych, to uważają, że zmianę siatki przedszkoli można przeprowadzić inaczej. – Może i w Śródmieściu jest mniej dzieci, ale pracujący w tej dzielnicy rodzice chętnie przywożą dzieci do tych placówek, bo jest to dla nich łatwiejsze logistycznie. Dlatego decyzja o wygaszaniu placówek powinna być podejmowana po konsultacjach społecznych. My natomiast o całej sprawie dowiedzieliśmy się z mediów  – zwraca uwagę w rozmowie z „Rzeczpospolitą” Dorota Spyrka, radna partii Razem. I dodaje, że wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że z uwagi na demografię na pewno takie decyzje będzie trzeba podjąć w przyszłości. Ale na razie jest jeszcze na to czas.  

Wiele miast wstrzymuje się z decyzjami w sprawie przyszłości żłobków i przedszkoli

Postanowiliśmy sprawdzić, jak sytuacja wygląda w innych dużych miastach. Okazuje się, że jak na razie tylko stolica podejmuje decyzje o wygaszaniu oddziałów – choć wszyscy się z tym liczą. – Na ten moment miasto nie podjęło decyzji o likwidacji przedszkoli ani żłobków. Ostateczne decyzje będą poprzedzone analizą wyników rekrutacji, która rozpocznie się w kwietniu – poinformowano nas w łódzkim magistracie. Urzędnicy przyznają jednak, że „jeżeli obecny trend demograficzny nie ulegnie zmianie, w perspektywie 5-10 lat liczba miejsc w żłobkach może okazać się zbyt duża w stosunku do liczby dzieci”.   

Obecnie w Łodzi jest wolnych niemal 300 miejsc w żłobkach. W przedszkolach też są jeszcze wolne miejsca – miasto nie podało nam, ile. Podobnie, bo 390 pozostało wolnych miejsc w lubelskich żłobkach, są też wolne miejsca w przedszkolach. Miasto jednak żadnego wygaszania placówek nie planuje.    

Reklama
Reklama

W tym roku wygaszania żłobków i przedszkoli nie planuje także Częstochowa. – Z danych demograficznych ostatnich trzech lat wynika, iż liczba miejsc w przedszkolach, dla których organem prowadzącym jest miasto Częstochowa, jest większa niż liczba dzieci w danym roczniku. Nawet biorąc pod uwagę, że z przedszkoli w mieście korzystają też dzieci z okolic Częstochowy, których rodzice pracują w mieście, jeżeli niekorzystna tendencja demograficzna się utrzyma, na pewno samorząd czekają w przyszłości decyzje dotyczące zmian w sieci placówek oświatowych – zaznacza Włodzimierz Tutaj, rzecznik prasowy UM Częstochowy. I dodaje, że kilka wolnych miejsc pozostało także w miejskich żłobkach. – Rządowy program „Aktywny rodzic” też nieco wpłynął na zapotrzebowanie na usługi żłobkowe – zaznacza urzędnik.  

Foto: Paweł Krupecki

„Aktywny rodzic”, czyli popularne „babciowe”, to wsparcie finansowe dla rodziców dzieci w wieku od 12. do 35. miesiąca życia, ułatwiające łączenie pracy z opieką. W ramach otrzymanych środków można zapłacić wynagrodzenie babci, która opiekuje się wnukiem.

Problem z nadmiarem wolnych miejsc – a jest ich obecnie aż 1500 – dostrzega także Poznań. – Wydział Oświaty w oparciu o dane demograficzne przewiduje, że liczba miejsc w przedszkolach będzie wymagała korekty – mówi nam Wiesław Banaś, zastępca dyrektora Wydziału Oświaty poznańskiego magistratu. Podkreśla jednak, że jak dotąd żadne decyzje o zamykaniu placówek nie zapadły.   

Czy zamykanie przedszkoli to konieczność? Partia Razem twierdzi, że nie. Samorządy bronią się jak mogą

Zdaniem radnej Doroty Spyrki obecny spadek liczby dzieci w żłobkach i przedszkolach to jeszcze nie powód, by zamykać placówki. Na początek wystarczy zmniejszyć liczebność grup. – Niech zamiast 25 będzie to 18 dzieci. Tak stało się na warszawskiej Ochocie, gdzie wiceburmistrzem jest osoba z partii Razem – tłumaczy radna.   

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Mimo fatalnej demografii rząd nawet nie sprawdza, czy nowe ustawy mają na nią wpływ

Koło Razem poinformowało niedawno w Sejmie o przygotowanym przez siebie projekcie ustawy zmniejszającym liczbę dzieci w grupach przedszkolnych. – Mamy sytuację, w której w tych przedszkolach publicznych, w których jest 25 dzieci, te dzieci są po prostu przestymulowane, opieka nad nimi jest trudniejsza. Wykorzystajmy fakt, że jest niż demograficzny, dajmy dzieciom lepszą opiekę, a jednocześnie zmieńmy system – przekonywała niedawno w Sejmie Marcelina Zawisza. Projekt przewiduje zmniejszenie liczby dzieci w grupie do 18.   

Także inne miasta na własną rękę próbują już coś robić, by zniwelować skutki niekorzystnych zmian demograficznych. – Nasza koncepcja polega na tworzeniu zespołów szkolno-przedszkolnych, dzięki czemu zwiększają się szanse na utrzymanie miejsc pracy dla pracowników pedagogicznych i niepedagogicznych zatrudnianych w szkołach oraz przedszkolach – mówi Justyna Góźdź, rzeczniczka prezydenta Lublina. I dodaje, że w lubelskich placówkach wciąż są wolne miejsca dla dzieci. – Działania związane z reorganizacją podejmowane są już od 2024 r. – mówi Góźdź.

– Reorganizacja sieci przedszkoli i szkół to wyzwanie, które stoi przed wszystkimi samorządami w Polsce. Dziś apele o poprawę demografii na niewiele się zdadzą, bo nie mamy aż tylu kobiet w wieku rozrodczym, by szybko sytuację kryzysową zażegnać – mówi „Rzeczpospolitej” Marek Wójcik, ekspert Związku Miast Polskich. Według niego sposobem na radzenie sobie z kryzysem demograficznym jest właśnie, tak jak w Lublinie, tworzenie zespołów szkolno-przedszkolnych, w których równocześnie uczyłyby się zarówno maluchy, jak i uczniowie młodszych klas szkół podstawowych. – Starsi uczniowie powinni już chodzić do większych szkół, w których można zapewnić lepszą kadrę. Trudno jest zorganizować placówkę z wysokim poziomem nauczania, gdy w klasie jest tylko dwoje, troje czy pięcioro dzieci – tłumaczy. Czyli w pewnym uproszczeniu można powiedzieć, że jest to powrót do koncepcji zlikwidowanych gimnazjów.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Prof. Chłoń-Domińczak: Dlaczego ekonomiści rozmawiają o demografii

Ministerstwo Edukacji Narodowej myśli w podobny sposób. Przygotowało właśnie projekt zakładający możliwość utworzenia w działających małych szkołach miejsc służących lokalnej społeczności, np. żłobków czy środowiskowych domów pomocy. Projekt przeszedł już przez Radę Ministrów i trafił do Sejmu. – Każda likwidacja szkoły czy przedszkola wzbudza ogromne emocje, więc samorządowcy szukają sposobów, by tego uniknąć. Racjonalizują lokalne sieci szkół, bo w obecnym kształcie systemu utrzymać się po prostu nie da – podsumowuje ekspert.        

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Edukacja
Katarzyna Lubnauer: Ideologiczne zacietrzewienie Karola Nawrockiego źle wróży edukacji
Edukacja
Zamieszanie wokół reformy edukacji. Czy będzie weto prezydenta? MEN ma już plan B
Edukacja
Forum „Szkoła w działaniu”: nowy rozdział w polskiej edukacji?
Edukacja
Joanna Ćwiek-Świdecka: Basiowe zamiast czarnkowych – nauczyciele rozczarowani decyzją MEN
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama