Z tego artykułu się dowiesz:
- Dlaczego legislatorzy często pomijają analizę wpływu nowych przepisów na demografię w Polsce?
- Jakie są potencjalne skutki wprowadzenia związków partnerskich na demografię według ekspertów?
- Co sugerują badania dotyczące polityki rodzinnej i jej związku z dzietnością?
- Czy istnieje związek między ocenami skutków regulacji a przyszłością demograficzną Polski?
- Jakie są propozycje ekspertów dotyczące obowiązkowej analizy wpływu aktów prawnych na demografię?
– Związki partnerskie mogą być odpowiedzią na potrzebę stabilizacji, niezwykle ważną, która w połączeniu z innymi strategiami, które wprowadzamy, wsparciem takim, jak babciowe, budowaniem żłobków, polityką związaną z ochroną zdrowia, z rynkiem pracy, spowodują, że całość tych rozwiązań wpłynie na większą liczbę urodzeń – mówiła w Polsat News wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej Aleksandra Gajewska z KO. To jedna z wielu wypowiedzi polityków koalicji rządzącej, sugerujących, że związki partnerskie mogą wpływać na dzietność.
Czytaj więcej
Prawo do dziedziczenia i wspólnego rozliczania się oraz uzyskiwania informacji o stanie zdrowia - to najważniejsze zapisy projektu ustawy o statusi...
Projekt je wprowadzający przeszedł już przez prace w rządzie i trafił do Sejmu, choć pod zmienionym tytułem: „o statusie osoby najbliższej w związku i umowie o wspólnym pożyciu”. Jednak, mimo zapowiedzi polityków koalicji, z gotowego projektu nie wynika, że po uchwaleniu może wpłynąć on na urodzenia. W jego ocenie skutków regulacji, podobnie zresztą jak w przypadku wielu innych ustaw, rząd nie pokusił się nawet o oszacowanie wpływu na demografię.
Eksperci alarmują, że kryzys dzietności może wprawić Polskę w poważne kłopoty
Ta ostatnia szoruje w Polsce po dnie. W 2024 r. współczynnik dzietności, czyli przeciętna liczba dzieci, które urodziłaby kobieta w ciągu okresu rozrodczego, wyniósł zaledwie 1,099, czyli połowę poziomu, który zapewniłby zastępowalność pokoleń. Jego utrzymanie na poziomie z 2024 r. spowodowałoby, że do końca wieku populacja Polski spadłaby do… 11,2 mln. Jak wynika z wielu analiz, obok depopulacji, która w największym stopniu dotknie prowincję, kolejnym problemem będzie starzenie się społeczeństwa, rujnujące systemy opieki zdrowotnej i emerytalnej. Jak wynika z najnowszej analizy ośrodka badawczego GRAPE, strukturalnego spowolnienia gospodarczego, spowodowanego załamaniem demografii, nie zdołają powstrzymać ani postęp technologiczny, ani masowa imigracja.
Czytaj więcej
Ludność Polski skurczy się do 28,4 mln osób już w 2060 r., pokazał w symulacji GUS. Tymczasem rodziny już z trójką dzieci spotykają się z oskarżeni...
Wśród wielu zaleceń, które w tej sytuacji przedstawiają eksperci, jest obowiązkowe analizowanie wpływu powstających aktów prawnych na demografię. Piszą o tym m.in. Michał Kot i Bartosz Marczuk w książce „Jak uniknąć demograficznej katastrofy”: „proponujemy wprowadzenie w prawodawstwie zasady family mainstreaming – każdy nowy akt prawny musi zostać zaopiniowany pod kątem wpływu na budowanie kultury rodzinnej i demografię”. Problem w tym, że rząd już teraz mógłby to robić. Jednak się na to nie decyduje.
Chodzi o to, że do projektów prawnych obowiązkowo sporządzane są tzw. oceny skutków regulacji (OSR), w których szacuje się, m.in. jakie oczekiwane efekty przyniesie wprowadzenie nowych przepisów, na jakie podmioty będą oddziaływać i jakie będą ich koszty. Punkt dziesiąty rządowego druku nosi tytuł „wpływ na pozostałe obszary”, a wśród ośmiu kratek, w których można postawić krzyżyk, jedna zatytułowana jest „demografia”. Niżej zostawiono nawet pole do opisania tego wpływu. I rządowi legislatorzy nagminnie krzyżyka nie stawiają.
Legislatorzy nie szacują wpływu projektów ustaw na demografię
Przykłady? Projekt o statusie osoby najbliższej w związku, przyjęty w grudniu przez rząd, nie jest jedynym głośnym, w którym pominięto kwestię demografii. W ostatnich tygodniach szeroko dyskutowana jest reforma Państwowej Inspekcji Pracy, która miała umożliwić inspektorom zmianę umów cywilnoprawnych i B2B w stosunek pracy. Projekt przygotowało Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, jednak został niespodziewanie wstrzymany przez premiera Donalda Tuska i ma powstać jego nowa wersja. W dotychczasowej wersji projektu również nie zaznaczono kratki z napisem „demografia”. W innym miejscu OSR napisano oględnie: „stabilność zatrudnienia oraz dostęp do świadczeń rodzinnych może również mieć pozytywny wpływ na wzrost dzietności (TFR)”, dodając: „niemierzalne”.
O tym, że oba projekty mogłyby mieć wpływ na dzietność, mówią eksperci. Zdaniem Michała Kota, byłego dyrektora rządowego Instytutu Pokolenia i współautora książki „Jak uniknąć demograficznej katastrofy”, wprowadzenie umowy o wspólnym pożyciu mogłoby mieć negatywny wpływ na dzietność, bo – jak wynika z badań – środowiskiem najmocniej sprzyjającym posiadaniu dzieci jest małżeństwo. – Wprowadzenie możliwości zawierania związków, dających przywileje związane z małżeństwem, ale bez obowiązków z nim związanych, mogłoby osłabić skłonność do zawierania małżeństw. A ponieważ małżeństwa dają większe poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji, co jest istotnym elementem przy podejmowaniu decyzji o zostaniu rodzicem, mogłoby to mieć negatywny wpływ na liczbę urodzeń – ocenia. Dodaje, że pozytywny wpływ na demografię mogłaby mieć z kolei dobrze przemyślana reforma PIP, zwiększająca stabilność zatrudnienia młodych pracowników, co jest jednym z kluczowych aspektów sprzyjających posiadaniu dzieci.
Ocena tego, w jaki sposób związki partnerskie wpłynęłyby na demografię, jest na tym etapie bardzo trudna
– Trudno jednoznacznie ocenić, jak na demografię wpłynęłaby legalizacja związków partnerskich lub podobnej formuły pod inną nazwą – ocenia z kolei Mateusz Łakomy, autor książki „Demografia jest przyszłością”. – Gdyby związki partnerskie czerpały z zasobu osób w związkach nieformalnych, bez intencji zawarcia małżeństwa, efektem mogłoby być pewne zwiększenie poczucia stabilności i skłonności do powiększenia rodziny. Jeśli jednak związki partnerskie powodowałyby zniechęcenie do zawierania małżeństw albo rozmycie ich postrzegania, wpływ na demografię byłby raczej negatywny – mówi.
Jego zdaniem reforma PIP oddziaływałaby na dzietność w niewielkim stopniu. – Wśród najmłodszych pracowników umowy cywilnoprawne czy samozatrudnienie jako substytut etatu nie są częstym zjawiskiem. Większym problemem są umowy o pracę, ale na czas określony, a to nie one są głównym przedmiotem reformy – dodaje.
Czytaj więcej
Demografia staje się dziś głównym wyzwaniem dla Polski. Niska dzietność, słabe zdrowie społeczeństwa i gwałtowne starzenie się ludności tworzą mies...
Podobnie jak Michał Kot uważa jednak, że rządowi legislatorzy powinni oszacować wpływ obu projektów na demografię. Nie zrobili tego też w wielu innych przypadkach, nawet takich, które wydawałyby się oczywiste. Przykłady? Kratki z napisem „demografia” nie zaznaczono nawet w przypadku ustawy „Aktywny rodzic”, wprowadzającej tzw. babciowe czy w nieuchwalonym projekcie o „kredycie mieszkaniowym #naStart”, czyli o tzw. kredycie 0 proc., który miał w założeniu poprawić dostęp młodych ludzi do mieszkań.
Czy rząd bagatelizuje kryzys demograficzny?
Skąd taka indolencja urzędników? – Demografia jest często pomijana w ocenie skutków regulacji, bo urzędnicy nie dostrzegają swojego wpływu na nią. Dlatego zamiast pytać w OSR ogólnie o demografię, ta kategoria powinna zostać rozbita na podpunkty. I nie chodzi tu tylko o kwestie finansowe, mieszkaniowe i związane z instytucjonalną opieką nad dziećmi, ale też o takie zagadnienia, jak prestiż rodzicielstwa czy umiejętność budowania relacji przez młodych ludzi – mówi Michał Kot.
Zdaniem Bartosza Marczuka i Michała Kota, autorów książki „Jak uniknąć demograficznej katastrofy”, powstające akty prawne powinny być analizowane kompleksowo, jeśli chodzi o ich wpływ na poszczególne sfery związane z demografią
– Urzędnicy, nawet jeśli zdają sobie sprawę, że projektowane rozwiązania mogą mieć wpływ na demografię, nie traktują tego priorytetowo – twierdzi Mateusz Łakomy. Dodaje, że kolejnym powodem może być chęć uniknięcia przez nich dodatkowych komplikacji. – Jeśli kratkę z napisem „demografia” zostawią pustą, nikt nie będzie im zadawał trudnych pytań. A co, jeśli dany projekt ma negatywny wpływ na demografię? Zaznaczyć kratkę czy nie? Ale tych dylematów raczej nie ma, ponieważ rzadko zdają sobie sprawę, że ich działanie jednak na demografię oddziałuje – dodaje.
A jak tłumaczy się rząd? Centrum Informacyjne Rządu spytane przez „Rzeczpospolitą” o brak oszacowania wpływu ustawy o statusie osoby najbliższej na demografię twierdzi, że byłby on pozytywny. „Stabilne i trwałe związki – niezależnie od ich formy prawnej – sprzyjają decyzjom o posiadaniu dzieci. Osoby, które żyją razem przez dłuższy czas, częściej decydują się na potomstwo. Oprócz sytuacji finansowej czy stabilnej pracy bardzo ważne jest poczucie bezpieczeństwa i trwałości relacji. Uznanie związków partnerskich przez prawo może zachęcić także te pary, które nie chcą brać ślubu, do wspólnego zamieszkania i planowania życia. Jeśli prawo zapewnia im realne bezpieczeństwo – np. w sprawach dziedziczenia, mieszkania, wspólnych rozliczeń, podatków czy dostępu do ubezpieczenia zdrowotnego – łatwiej jest podjąć decyzję o powiększeniu rodziny” – pisze nam CIR.
Czytaj więcej
W ubiegłym roku zmniejszyła się liczba ludności 89 proc. powiatów i 92 proc. miast na prawach powiatu. Spadająca liczba mieszkańców i starzenie się...
Dlaczego więc legislatorzy nie wpisali tego do oceny skutków regulacji? Na to pytanie Centrum Informacyjne Rządu wprost nie odpowiada. „Pomysł demografów dotyczący oceny każdej nowej ustawy także pod kątem wpływu na sytuację demograficzną – zwłaszcza w czasie kryzysu demograficznego, z którym dziś się mierzymy – jest warty rozważenia i dalszej analizy. Obecnie prawo nie nakłada takiego obowiązku” – kwituje.