Sprawą Epsteina zajmuje się również polska prokuratura. Czy z biegiem czasu Trump nie będzie obciążeniem dla PiS i dla Karola Nawrockiego?
Wszystko zależy od tego, jaką rolę odegra w zakończeniu, o ile do tego dojdzie, konfliktu rosyjsko-ukraińskiego. Jeżeli Trump rzuci demonstracyjnie, a nie po cichu, Kijów na kolana i każe ucałować rękę cara Putina, no to będzie to problem dla PiS. Nie wiemy, jak polska opinia publiczna przyjmie rozejm, bo do końca wojny może nie dojść. PiS już poszło tak daleko w fascynacji Donaldem Trumpem, że się z niej nie wycofa. Płyną na jednej łodzi i albo ta łódź dopłynie do zwycięstwa PiS i powrotu do władzy w wyborach 2027 r., albo gdzieś po drodze zatonie.
W kwestii ambasadorów, kto powinien ustąpić, jeżeli chodzi np. o Bogdana Klicha i Ryszarda Schnepfa?
Powinno dojść do kompromisu, bo nie jest tak, że w Polsce jedyną osobą, która może być ambasadorem w Waszyngtonie jest Bogdan Klich, a jedyną, która może być we Włoszech jest pan Schnepf. Powinno się znaleźć inne kandydatury, a inicjatywa powinna należeć w tym zakresie do strony rządowej. Pojawiła się inicjatywa ze strony ministra Radosława Sikorskiego kandydatury pana Jacka Najdera, tylko Pałac Prezydencki jej nie zaakceptował. Potrzebny jest kompromis, bo to, że od tylu miesięcy Polska nie ma ambasadora w Waszyngtonie i w szeregu innych stolic szkodzi państwu polskiemu. Prezydent powinien zachować umiar w negowaniu kolejnych kandydatów, jeśli pojawią się kolejne propozycje. W przestrzeni medialnej pojawiało się wiele różnych postaci i kandydatur, łącznie z byłym prezydentem Andrzejem Dudą. Przykre dla Polski jest, że prezydent Duda nie może znaleźć sobie miejsca i pojawia się w różnych dziwnych miejscach, w których nie powinien pojawiać się były prezydent. Prezydent Duda w roli ambasadora RP w Waszyngtonie bardziej by mi się podobał, niż jako komentator na kanale Zero. Potrzebny jest kompromis.
A czy powinno dojść do kompromisu w koalicji rządowej i Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz? Czy nowa szefowa Polski 2050, powinna zostać wicepremierką, mimo że umowa koalicyjna tego nie przewiduje dla Polski 2050?
Umowa tego nie przewiduje, ponieważ Szymon Hołownia podpisując ją nie zadbał o takie szczegóły. Jednak logika umowy sugeruje, że Polska 2050 powinna mieć swojego wicepremiera, podobnie jak ma Nowa Lewica czy PSL, tym bardziej, jeśli nie ma już marszałka Sejmu, którego dostała Nowa Lewica. Pytanie, czy wicepremierem powinna być pani Pełczyńska-Nałęcz, to powinno być przedmiotem uzgodnień koalicyjnych między Polską 2050 a pozostałymi partiami koalicji rządzącej. Ta partia, choć jest najsłabszym ogniwem koalicji, powinna mieć swojego wicepremiera, bo to wynika z logiki koalicji. A czy tak będzie, to zależy od stopnia uporu Donalda Tuska, który jest hegemonem koalicji. Jak Tusk powie, nie będzie wicepremiera, to nie sądzę, żeby Polska 2050 demonstracyjnie koalicję opuściła. Byłoby to absurdalne. Podejrzewam, że w końcu wicepremier z Polski 2050 pojawi się. Tylko czy to będzie pani Pełczyńska-Nałęcz, czy ktoś inny, np. Szymon Hołownia, to tego nie wiem.
Hołownia zostanie wicepremierem?
Tak, Hołownia powinien zostać wicepremierem i ministrem kultury. Obecna pani minister sobie średnio radzi z tym resortem i myślę, że wejście Hołowni pomogłoby także i resortowi kultury, a przy okazji rozwiązało problem, co zrobić z byłym marszałkiem Sejmu. Hołownia formalnie jest wicemarszałkiem, ale mam wrażenie, że jemu dobrze by zrobiło też zajęcie się sprawami państwowymi w randze ministra i wicepremiera.
Konfederacja Korony Polskiej ostatnio zorganizowała Kongres Inicjatyw Narodowych, Gospodarczych i Samorządowych, na którym Grzegorz Braun powiedział, że jego formacja wychodzi z bańki na zewnątrz. Na ile KINGS okazał się sukcesem i KKP uda się poszerzyć elektorat?
Decydujący będzie moment, w którym KKP będzie musiała przedstawić kilkuset kandydatów na posłów i ci kandydaci ruszą w kraj. Wtedy okaże się, jakiego typu ludzi Korona wokół siebie skupiła. I tu są dwa główne scenariusze, pewnie żaden nie wystąpi w czystej postaci. Jeden to jest taki, że to będzie kolejna partia drobnych przedsiębiorców, taka inna wersja Nowej Nadziei Sławomira Mentzena, czy czegoś, co było na początku Polską 2050, tylko bardzo wychylona w prawo. I druga wersja to, że w partii Brauna znajdzie się cała galeria postaci jak pan Jaszczur, a nie brakuje ich w Polsce, i wtedy będzie ją bardzo łatwo ośmieszyć i skompromitować. Wbrew pozorom w Polsce jest jeszcze sporo ludzi o bardziej skrajnych poglądach niż Grzegorz Braun i oni szukają z nim kontaktu, próbują się przebić. Sądząc po kongresie w Łochowie, są i tacy i tacy. Był tam pan Jaszczur, ale była też pani Monika Jaruzelska, którą trudno uznać za skrajną fanatyczkę. Było bardzo dużo drobnych przedsiębiorców, których problemy w Polsce są ciągle nierozwiązane. Oni coraz bardziej ściskani przez aparat państwa, szukają sobie reprezentacji politycznej. Ponieważ nie znaleźli jej w PiS i KO, będą orientować się na konfederację Mentzena i Bosaka, albo partię Brauna.
Czy pan przyjąłby zaproszenie na kongres organizowany przez partię Brauna?
Nie, z całą pewnością nie! Kiedy pan Braun opowiadał fantazje na temat Auschwitz, wzywał środowisko naukowe, powiedziałem, że podejmę z nim debatę tylko w jednym miejscu – na sali sądowej, jak mnie pozwie o zniesławienie. Z panem Braunem nie można dyskutować, ponieważ on jest patologicznym kłamcą. Z patologicznym kłamcą występowanie gdziekolwiek poza salą sądową uwiarygodnia patologicznego kłamcę. Jemu o to chodzi, żeby profesorowie z nim dyskutowali. Ubolewam, że niektórzy moi koledzy ze świata akademickiego zdecydowali się brać udział w debatach z panem Braunem. Widziałem taką z udziałem prof. Jana Żaryna i osobiście mu powiedziałem, że uważam to za ogromny błąd, że uwiarygodnia tego człowieka. Z panem Braunem mogę dyskutować jedynie na sali sądowej.
Prof. Antoni Dudek
historyk, politolog i publicysta, profesor nauk humanistycznych, członek Rady Instytutu Pamięci Narodowej (2010–2016), profesor Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, autor programów „Dudek o polityce” i „Dudek o historii”