Reklama

Katarzyna Lubnauer: Ideologiczne zacietrzewienie Karola Nawrockiego źle wróży edukacji

Weto nie zatrzyma zmian, które są potrzebne polskiej szkole. Tam, gdzie to możliwe, będziemy je wprowadzać rozporządzeniami, choćby poprzez aktualizację podstaw programowych – mówi „Rzeczpospolitej” Katarzyna Lubnauer, wiceministra edukacji narodowej.

Publikacja: 15.01.2026 04:36

Katarzyna Lubnauer

Katarzyna Lubnauer

Foto: PAP/Piotr Nowak

Spotykamy się chwilę po pojawieniu się informacji, że prezydent Karol Nawrocki zawetował ustawę wdrażającą unijny Akt o usługach cyfrowych. Jak pani to skomentuje? 

To dla mnie zaskakujące, zwłaszcza że sam prezydent dostrzega, iż jednym z kluczowych celów tej ustawy jest ochrona dzieci przed nieodpowiednimi treściami w internecie, fake newsami czy przemocą. Dziwi mnie, że decydując się na weto, jednocześnie trywializuje ten problem, mówiąc o konieczności poszukiwania innych rozwiązań. Tymczasem czas ma tu ogromne znaczenie – im szybciej wprowadzimy mechanizmy, które będą nas chronić w sieci, tym lepiej. Nie możemy pozwolić, by internet stał się przestrzenią oszustw, treści pedofilskich, hejtu, nienawiści, dezinformacji czy obrażania ludzi przy użyciu zdjęć tworzonych z wykorzystaniem sztucznej inteligencji. To trzeba wreszcie skutecznie zatrzymać.

Reklama
Reklama

Dlaczego tak trudno jest uregulować internet?

To ciekawe pytanie. Każdy z nas zdaje sobie sprawę z tego, że gdybyśmy podeszli do kogoś na ulicy i zaczęli go obrażać lub oszukiwać, uznano by, że łamiemy prawo i normy społeczne. Natomiast w internecie hejt, nienawiść, próby wyłudzeń danych, nawoływanie do przemocy często wiążą się z bezkarnością.

Skąd takie, pani zdaniem, oburzenie opozycji na tę regulację?

Bo najwięcej hejtu i agresji jest z prawej strony sceny politycznej. Ale nie rozumiem, dlaczego stają po stronie wielkich platform, a nie ich użytkowników. Szczególnie że w tej ustawie było ograniczone usuwanie niebezpiecznych lub przestępczych treści do czasu decyzji sądu, jeśli autor się odwołał.

Czytaj więcej

Jerzy Surdykowski: Weto prezydenta do DSA. Czy nie lepiej przecie pisać to w klozecie?

DSA to nie jedyna zawetowana ustawa. Tuż przed świętami prezydent zablokował ustawę wprowadzającą reformę oświaty „Kompas jutra”. MEN nie wydaje się być tym zaskoczone.

Rzeczywiście od dawna mieliśmy wrażenie, że pan prezydent Karol Nawrocki widzi edukację jako jeden z obszarów, w których ma zamiar podejmować walkę ideologiczną. I to właśnie widać w tym wecie, które nie jest merytoryczne, a ideologiczne. Zwłaszcza że w uzasadnieniu zakwestionowano zapisy, których w tej ustawie w ogóle nie ma. Uważam, że to kompromitacja zarówno prezydenta, jak i jego kancelarii.

Reklama
Reklama

Jakie to zapisy?

Chodzi np. o regulacje dotyczące liczby godzin wychowania fizycznego, których w tej ustawie w ogóle nie poruszamy – wycofaliśmy się z nich jeszcze zanim projekt trafił z Rady Ministrów do Sejmu. Podobnie było z kwestią kwalifikacji nauczycieli przedszkolnych, których ostatecznie zdecydowaliśmy się nie zmieniać. Inną sprawą jest kwestionowanie przepisów dotyczących edukacji włączającej oraz zasad oceniania, które obowiązują od dawna i weszły w życie jeszcze za rządów PiS. Warto też zauważyć, że w uzasadnieniu weta prezydent sam przyznaje, iż kierunek proponowanych przez nas zmian jest właściwy – na przykład w zakresie odejścia od encyklopedycznego modelu nauczania na rzecz praktycznego wykorzystywania wiedzy. 

Prezydent porusza też kwestię braku podręczników do nauki w zreformowanej szkole.

Nie ma ich, ponieważ najpierw jest uchwalenie ustawy, a dopiero w kolejnym kroku – na jej podstawie – przygotowanie rozporządzenia dotyczące podstaw programowych, a następnie dopiero dopuszcza się podręczniki zgodnie z nową podstawą. Dlatego zarzut o brak podręczników jest po prostu kuriozalny. Dodajmy, że wetując tę ustawę, prezydent zablokował zwiększoną dotację podręcznikową, a więc środki przeznaczone na darmowe podręczniki dla dzieci, a nie zmiany podstaw programowych.

Brak dotacji to ogromny problem, bo jest już styczeń i wydawnictwa mogą nie wyrobić się z przygotowaniem podręczników na nowy rok szkolny.

Dlatego już w pierwszym tygodniu stycznia ustawa podręcznikowa przeszła przez Komitet Stały Rady Ministrów i została skierowana na Radę Ministrów. Czas nagli. Psucie idzie prezydentowi lepiej niż skuteczne działanie.

A jeśli prezydent ją zawetuje?

Ustawa obejmuje tylko sprawę dotacji podręcznikowej oraz kwestie recenzji podręcznikowych, które chcemy wzmocnić, dodając recenzję metodyczno-dydaktyczną. Chcemy wykluczyć takie sytuacje, jaka miała miejsce z książką do HiT-u autorstwa prof. Wojciecha Roszkowskiego, która na podręcznik w ogóle się nie nadawała. Podręczniki powinny ułatwiać naukę uczniom.

Czytaj więcej

Zamieszanie wokół reformy edukacji. Czy będzie weto prezydenta? MEN ma już plan B
Reklama
Reklama

W uzasadnieniu do weta prezydenta można też przeczytać, że za mało skupiono się w ustawie na zdobywaniu wiedzy, za dużo jest nauki praktycznej, co może prowadzić do obniżenia poziomu nauczania. Za dużą autonomię dano też, zdaniem głowy państwa, nauczycielom. Za dużo też jest o dobrostanie dzieci i młodzieży.

To nieprawda, wiedza zawsze jest kluczowa, ale muszą z niej wynikać też umiejętności korzystania z niej. My wierzymy, że mamy w Polsce dobrych nauczycieli – trzeba im tylko zapewnić odpowiednie narzędzia do pracy, takie jak nowoczesne podstawy programowe. Jeśli chodzi o uczniów, międzynarodowe badania pokazują, że polscy uczniowie są mniej niż ich koledzy z innych krajów ciekawi nowej wiedzy i na tle krajów OECD wyróżniają się jednym z najniższych poziomów poczucia przynależności do szkoły. Zależy nam więc na tym, aby polska szkoła przekazywała nie tylko wiedzę, ale także kompetencje społeczne i osobiste, które pozwolą młodym ludziom odnaleźć się zarówno na rynku pracy, jak i w życiu prywatnym.

Jednocześnie warto podkreślić, że w samej ustawie nie ma mowy o jakimkolwiek „odchudzaniu” podstawy programowej – zmiany w tym zakresie weszły w życie 1 września 2024 r., a ich inicjatorem był jeszcze Przemysław Czarnek, były szef MEN z ramienia PiS. My je doprowadziliśmy do końca. Szczególnie że i tak przez lata od pandemii obowiązywały okrojone wymagania zamiast podstawy.

Czy pani zdaniem prezydent rozumie polski system edukacyjny?

Myślę, że prezydent uległ wizji edukacji narzuconej przez Ordo Iuris, ale także tezom formułowanym przez różnych „szurów” ze środowisk antyszczepionkowych.

Foto: Tomasz Sitarski

Czy teraz, po wecie prezydenta, ustawa oświatowa trafi do kosza?

Można próbować budować tamy, ale rzeka i tak znajdzie swoje koryto. Weto nie zatrzyma zmian, które są potrzebne polskiej szkole. Tam, gdzie to możliwe, będziemy je wprowadzać rozporządzeniami – choćby poprzez aktualizację podstaw programowych.

Co to oznacza w praktyce?

Chcemy, aby rozwiązania, które dziś funkcjonują jako dobra praktyka w najlepszych szkołach, stały się powszechnym standardem w całym systemie – np. doświadczenia edukacyjne. Ustawa dawałaby temu jasne umocowanie i zobowiązywała nauczycieli do ich stosowania powszechnie. Bez niej pozostaje to w sferze dobrej woli, a my wiemy, że system edukacji nie powinien opierać się wyłącznie na dobrej woli.

Reklama
Reklama

Jeśli da się reformę oświaty wprowadzić rozporządzeniami, to po co była ta ustawa?

Ponieważ nie wszystko da się zmienić na poziomie rozporządzeń, tylko to, do czego mamy delegację ustawową – dotyczy to chociażby zasad oceniania. Nie można w rozporządzeniu o ocenianiu zapisać, że ocenie mają podlegać również doświadczenia edukacyjne czy projekty społeczne, takie jak w edukacji obywatelskiej. Same doświadczenia edukacyjne oczywiście będą elementem podstaw programowych, podobnie jak wprowadzenie tygodnia projektowego czy zajęć z przyrody w klasach IV–VI elementem rozporządzenia o ramowych planach nauczania.

Czy to nie jest pójście na wojnę z prezydentem?

To prezydent, decydując się na weto, postanowił wejść w konflikt z rodzicami, nauczycielami i dziećmi. Kierunek proponowanych zmian odpowiada nowoczesnemu myśleniu o edukacji i jest korzystny dla jakości szkoły. Można odnieść wrażenie z uzasadnienia weta, że nawet jeśli ten kierunek częściowo mu się podoba, to po prostu bojkotuje ten rząd.

Czy wspomniany tydzień projektowy będzie w listopadzie? Nauczyciele mówią, że w tym miesiącu dzieci są już bardzo zmęczone. Mówiło się kiedyś nawet o feriach jesiennych.

Jeżeli Rada Pedagogiczna tak zdecyduje, to tydzień projektowy będzie w listopadzie. Rzeczywiście chodzi nam o to, by dzieci oderwać trochę od ławek, zaproponować inną formę pracy, by uczyły się pracować w zespole, ale też wykorzystywać wiedzę z kilku dziedzin. Ale termin będzie decyzją szkół.

Jak długo trwały prace nad reformą oświaty?

Prace nadal trwają – rozpoczęliśmy je na początku 2024 r. Zapowiedzią tych zmian były edukacja obywatelska oraz edukacja zdrowotna, która weszła od września. Przedmioty te stały się pilotażem rozwiązań proponowanych w ustawie i pozwoliły nam wyciągnąć wnioski dotyczące tego, co się sprawdza, a co wymaga korekty. Dzięki temu możemy dziś tworzyć kolejne podstawy programowe w oparciu o obowiązujące już przepisy. Warto przypomnieć, że zarówno edukacja obywatelska, jak i edukacja zdrowotna już teraz funkcjonują w oparciu o nowoczesne podstawy programowe.

Kiedy będą gotowe te rozporządzenia?

Rozporządzenia o podstawie programowej i ramówkach trafią do konsultacji pod koniec stycznia, a przyjęte zostaną zapewne w lutym. To kwestia lekkiego przeredagowania już w grudniu konsultowanych podstaw.

Reklama
Reklama

Powiedziała pani, że prezydent w kwestii edukacji woli słuchać Ordo Iuris. Staracie się ludzi z tej organizacji przekonać do swojej wizji szkoły?

Nie da się tego zrobić, ich rozmowa merytoryczna nie obchodzi. Wśród osób na spotkaniu u pana prezydenta byli też ci sami ludzie, którzy odpowiadają za ruchy antyszczepionkowe działające wbrew jakiejkolwiek nauce. Przypomnę, że są to często osoby, które oprotestowały edukację włączającą, czyli coś, co pozwala każdemu dziecku poczuć się dobrze w polskiej szkole. To są często ci, którzy chcieliby cofnąć polską szkołę do XIX w. I ci, którzy zlikwidowali wyrównujące szanse edukacyjne gimnazja. Z tamtej decyzji wynika rozwarstwienie edukacyjne między miastem a wsią. PiS zamknął dzieci na osiem lat w małych, często słabszych szkołach. Bo gdy lekcje odbywają się w łączonych klasach, dziecko nie dostaje pełnych szans edukacyjnych. Chociaż wśród małych szkół też bywają znakomite.

I „Kompas jutra” miał to naprawić?

I tak, i nie. To jest tylko jeden z elementów zmian, które przeprowadzamy. Obecnie w Sejmie już jest też ustawa o małych szkołach, która umożliwia np. tworzenie zespołów szkół w małych gminach. To ustawa, która pomaga gminom zorganizować najlepszą szkołę dla dzieci w czasach kryzysu demograficznego.

Ale do szkół w większych miejscowościach trzeba dojechać, a nie zawsze jest komunikacja publiczna. 

Ustawa zakłada, że przy wszystkich tych zmianach to gmina ma obowiązek zapewnić dzieciom transport do szkoły, jeśli nie ma gminnego.

Przygotowanie reformy edukacji było drogie. Sam profil absolwenta to wydatek 3 mln zł.

Tyle kosztował cały proces wstępnych prac nad reformą, a profil absolwenta stanowił jedynie jeden z elementów przygotowanych przez Instytut Badań Edukacyjnych. Nie jest to – jak twierdzili niektórzy – wyłącznie schematyczny rysunek kilku kół, lecz realne określenie kierunku, w jakim powinna zmierzać polska edukacja.

W tym celu miała powstać Komisja Edukacji Narodowej.

Takie zadanie spełnia dziś Rada Monitorująca Wdrażanie Reformy im. KEN przy IBE. To jest to ciało, o którym mówiliśmy w czasie kampanii wyborczej. Zasiadają w niej przedstawiciele trzech związków zawodowych, stowarzyszeń nauczycieli, przyrodników, polonistów, matematyków itd., przedstawiciele środowiska pracodawców, wydawców podręczników, przedstawiciele KRASP-u, uczelni pedagogicznych, dyrektorów szkół. To w sumie 40 osób związanych z systemem edukacji.

Reklama
Reklama

Foto: rp.pl/Weronika Porębska

A Ordo Iuris?

Ordo Iuris nie jest organizacją, która jakoś specjalnie interesuje się systemem edukacji w Polsce i nie zgłosiła się na żadnym etapie prac nad reformą edukacji. A ponadto, czy naprawdę chcielibyśmy, aby Ordo Iuris kształtowało edukację w Polsce?

Ale to oni mają dostęp do ucha prezydenta.

To, że prezydent chce ich słuchać, świadczy jedynie o jego ideologicznym zacietrzewieniu, a ideologiczne zacietrzewienie zawsze źle wróży edukacji. My natomiast chcemy uczynić polską szkołę bardziej praktyczną – taką, w której nauka jest ciekawa, uczniowie mogą robić interesujące rzeczy, doświadczenia i naprawdę cieszyć się z tego, że zdobywają wiedzę. I to wiedzę głęboką, czyli taką, która zostanie z nimi na lata, a nie do najbliższej kartkówki.

By szkoła była dobra, potrzebni są dobrzy nauczyciele. A tych stale brakuje.

W tej chwili te braki na początku roku były na poziomie 0,4 proc. Są one dużo niższe niż jeszcze rok i dwa lata temu. Ale dalej widzimy potrzebę poprawiania prestiżu zawodu i zarobków nauczycieli.

Nauczyciele pracują ponad etat, a dyrektorzy łatają niedobory kadry doraźnymi zastępstwami.

Po pierwsze, ze specyfiki systemu wynika, że część nauczycieli musi pracować ponad etat. Najprostszy przykład: nauczyciel języka polskiego ma pięć godzin tygodniowo w jednej klasie, a ucząc cztery klasy, zawsze będzie miał dwie godziny ponadwymiarowe. Po drugie, dyrektorzy wolą nauczyciela, dla którego dana szkoła jest jedyną zamiast dochodzącego na część etatu.

Reklama
Reklama

Ale są też tacy, którzy pracują ponad 30 godzin w tygodniu.

Maksymalny wymiar pracy nauczyciela wynosi 27 godzin, czyli półtora etatu – każdy większy wymiar jest niezgodny z prawem, poza nauczycielami zawodu. Aby nauczyciel mógł pracować ponad 1,25 etatu, konieczna jest wola zarówno dyrektora szkoły, jak i zgoda samego nauczyciela. Dla nauczyciela oznacza to wyższe dochody, a dla dyrektora – większą elastyczność w zarządzaniu.

Może należałoby podnieść pensum?

Nie ma takich pomysłów. Planujemy natomiast przygotowanie ustawy, która powiąże wynagrodzenia nauczycieli z zewnętrznym wskaźnikiem. Chodzi o to, aby ich płace nie były w tak dużym stopniu uzależnione od bieżących decyzji politycznych i tego, że może pojawić się władza, która – jak PiS – będzie wroga nauczycielom.

Mówimy o leżącym od miesięcy w Sejmie projekcie ZNP czy przygotujecie swój?

Przygotujemy swój, ale na bazie rozwiązań, które zawierają tę samą ideę, czyli powiązanie płacy nauczyciela ze wskaźnikiem zewnętrznym.

Jaki będzie to wskaźnik? Taki jak w projekcie ZNP – średnia krajowa?  

Pracujemy nad projektem. Konkretnych rozwiązań jeszcze nie ma.

Kiedy projekt będzie gotowy?

Do końca tej kadencji. Takie jest zobowiązanie ministry Barbary Nowackiej i wiem, że rozmawia już w tej sprawie z ministrem finansów.

Czy Andrzej Domański jest temu przychylny?

Z tego, co wiem, minister finansów rozumie ten problem i zdaje sobie sprawę, że nauczyciele powinni być priorytetem. Przypomnę, że w pierwszym roku rządów nauczyciele dostali 30 proc. podwyżki, podczas gdy inni pracownicy budżetówki otrzymali 20 proc.

Pracując ponad etat, co trzeci nauczyciel wpadł w drugi próg podatkowy. 

Tak pokazują dane za 2024 r. Nie mamy jeszcze danych za rok ubiegły, ale szacujemy, że będzie to ponad 40 proc. A są to dane dotyczące tych, którzy mają tylko jedno miejsce pracy.

Gdyby pracowali w standardowym wymiarze czasu pracy, to nie płaciliby 32 proc. podatku. 

System podatkowy jest taki sam dla wszystkich. Sama, gdy weszłam w drugi próg podatkowy, nie ucieszyłam się z mniejszego wpływu na konto.  

Ostatnio głośno o tym, że MEN chce regulować kwestie szkolnych strojów.

To nie jest prawo o strojach, lecz ustawa dotycząca praw i obowiązków uczniów, związana z powołaniem rzecznika praw ucznia. Oczywiście nie chodzi o wprowadzanie mundurków, ale np. o kwestie bezpieczeństwa. Bo chodzi o to, by szkoła mogła zareagować w sytuacji, gdy uczennica ma duże, okrągłe kolczyki, które podczas lekcji wychowania fizycznego mogą doprowadzić do urazu ucha. Dziś nauczyciele nie mają w takich sytuacjach realnych narzędzi działania. Ale pamiętajmy, że kolor włosów ucznia czy uczennicy nie ma żadnego wpływu na ich postępy w nauce.

Ustawa o rzeczniku praw ucznia miała wejść w życie od września 2024 r., a wciąż nawet nie jest jeszcze gotowa. Kiedy będzie?

Obecnie jest na etapie Stałego Komitetu Rady Ministrów.  

A co z frekwencją w szkole potrzebną do klasyfikowania ucznia? Jej pułap miał być podniesiony z 50 proc. do… no właśnie – do ilu?

Chcemy przede wszystkim wprowadzić obowiązek podawania przez rodziców przyczyny nieobecności ucznia. Nie chodzi oczywiście o kontrolowanie rodziców, lecz o uświadomienie im, że obowiązek szkolny nadal istnieje i że nie każda nieobecność powinna być usprawiedliwiana automatycznie.

Czy edukacja zdrowotna będzie obowiązkowa?

Edukacja zdrowotna powinna być obowiązkowa. Ale może też być tak, że część zajęć będzie obowiązkowa, a część będzie miała charakter dobrowolny. Oba rozwiązania są przez panią minister Nowacką rozważane.

To był błąd, że weszła do szkół jako nieobowiązkowa?

Wojna ideologiczna, którą widzieliśmy przy okazji ostatniego weta, powinna nam dobrze zobrazować, co by było, gdyby edukacja zdrowotna od początku była obowiązkowa. Ten rok pozwolił rodzicom zobaczyć realnie, jaka jest podstawa programowa, co dzieje się na lekcjach, a co jest tylko wymysłem histeryków.

A zniesienie obowiązkowych prac domowych było błędem?

Prace domowe dalej można zadawać, ale w dobie sztucznej inteligencji powinny wyglądać inaczej. Dziś na pewno nie będzie powrotu do tego, co było kiedyś. Natomiast mądre prace domowe, zindywidualizowane, dostosowane do potrzeb uczniów należy zadawać. I absolutnie podstawowym zadaniem nauczyciela jest danie uczniowi informacji zwrotnej, by on z tej pracy domowej mógł się czegoś nauczyć.

Nauczyciele mówią, że jak są nieobowiązkowe, nie na ocenę, to uczniowie nie chcą ich robić.

To oznacza, że trzeba jeszcze popracować nad motywowaniem uczniów. Pamiętajmy przy tym, że nauczyciel zawsze ma możliwość oceniania aktywności ucznia, a jest to jeden z elementów wpływających na ocenę końcową.

Miały być rekomendacje IBE dotyczące prac domowych. Raz nawet się ukazały, ale bardzo szybko zostały zdjęte, bo osoby, które były pod nimi podpisane, twierdziły, że wcale nad nimi nie pracowały. 

Zwracam uwagę, że dyrektor Kozakiewicz, która wówczas protestowała, nadal pracuje nad tymi rekomendacjami. Ze względu na okoliczności, jakie temu towarzyszyły, nie chcemy jednak mówić o nich publicznie, dopóki nie będą w pełni gotowe i zaakceptowane przez cały zespół.

Rozmówczyni

Katarzyna Lubnauer

Wiceministra edukacji, polityczka Koalicji Obywatelskiej, matematyczka i nauczycielka akademicka, a w latach 2017-2019 przewodnicząca partii Nowoczesna

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Edukacja
Zamieszanie wokół reformy edukacji. Czy będzie weto prezydenta? MEN ma już plan B
Edukacja
Forum „Szkoła w działaniu”: nowy rozdział w polskiej edukacji?
Edukacja
Joanna Ćwiek-Świdecka: Basiowe zamiast czarnkowych – nauczyciele rozczarowani decyzją MEN
Edukacja
Czarna dziura polskiej astronomii. Czy prestiżowy ośrodek zostanie zamknięty? Trudne lata dla nauki
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama