Na ostatni festiwal w Cannes przyjechała pani jako gwiazda, z kolejnym filmem Joachima Triera „Wartość sentymentalna”.
Cztery lata po naszym, pokazywanym tu w konkursie „Najgorszy człowiek na świecie” i po wszystkim, co wydarzyło się potem, gdy odbierałam brytyjską nagrodę BAFTA i gdy trafiliśmy do Los Angeles nominowani do Oscarów, wiedziałam już, czym jest blichtr wielkiej imprezy filmowej. Ale wtedy, w 2021 r., byłam nowicjuszką, praktycznie to była moja debiutancka główna rola w kinie. Miałam 35 lat i nagle, w ciągu 24 godzin, wszystko zmieniło się w mojej karierze i w moim życiu.
Przeżyła pani szok?
Szok to mało powiedziane. Ja wtedy w Cannes poczułam się jak w kompletnie nierealnym świecie. Powiedziałam sobie: „Oddychaj tą atmosferą, bo to pewnie jedyny raz w życiu”. Uroczysta premiera, setki błyskających fleszy. Mężczyźni w muszkach, kobiety w pięknych sukniach. To wszystko wydawało mi się wręcz nierealne. I nasz film! Wspaniały. Tylko ja w nim taka beznadziejna. Po prostu gówniana. Wróciłam do hotelu podłamana. A następnego dnia przeczytałam świetne recenzje. I tę w brytyjskim Guardianie: „Narodziła się gwiazda”. Może głupio o tym mówić, ale ze stresu zwymiotowałam. To ja miałam być tą gwiazdą? Dziewczynka z małej norweskiej wioski, aktorka, która chciała już rzucić swój zawód i zająć się w życiu czymś innym?
A jednak na ostatnim festiwalu była już pani przyjmowana jako gwiazda. „Wartość sentymentalna” stała się wydarzeniem w europejskim kinie.
To, co się stało, jest zasługą Joachima Triera. On we mnie uwierzył. Napisał dla mnie ten pierwszy scenariusz „Najgorszego człowieka na świecie”, potem podarował mi Norę z „Wartości sentymentalnej”. W pierwszym filmie dostrzegł we mnie dziewczynę, która usiłuje znaleźć swoje miejsce w świecie, świeżą, spontaniczną, trochę naiwną. A potem zobaczył, że dojrzewam, uznał, że mogę opowiedzieć o kobiecie, która po latach rozłąki od nowa poznaje ojca – teraz już starzejącego się reżysera, próbującego zrobić film o swoich doświadczeniach i zatrudnić w nim własną córkę – znaną aktorkę. Nora musi od nowa zdefiniować relacje z nim, z siostrą, która jest od niej inna, z samą sobą i swoim zawodem. Joachim zrozumiał, że ja też próbuję przetrawić wszystko, co mnie spotkało. Życiowe pasje, aktorstwo, ale także moje własne relacje rodzinne.
Takie splecenie własnego życia z życiem postaci filmowej musi być trudne.
Pewnie tak, i aktorzy tego unikają. Ale sposób, w jaki Joachim podchodzi do problemów rodziny, do uczuć, ale też do samotności wśród bliskich czy wstydu, jest niezwykły. On nigdy nikogo nie ocenia. Ani w scenariuszu, ani na planie. Jest otwarty na wszystkie sugestie aktorów. Sprawia, że w ekipie tworzy się rodzaj rodziny, w której wszyscy pracują razem, zwracając baczną uwagę na siebie. To dało mi parasol ochronny, który pozwolił mi spojrzeć wstecz.