Jeśli w naszym konkursie nie znajdziesz czegoś do pokochania, to znaczy, że nie kochasz kina – powiedziała na pierwszej konferencji prasowej nowa dyrektorka Berlinale Tricia Tuttle. I, jak się okazało, miała rację.
Tegoroczny festiwal, choć nie zjechali do stolicy Niemiec „wielcy” Hollywoodu, był jedną z najlepszych edycji od lat. Zwyciężyło kino. Nie pamiętam imprezy, łącznie z tą najsłynniejszą – w Cannes, by w prestiżowym rankingu pisma „Screen International” konkursowe filmy jakiegoś festiwalu miałyby tak wysokie noty. I to nie jest przypadek. To znakomita praca berlińskiej komisji selekcyjnej, której członkowie obejrzeli kilka tysięcy filmów fabularnych, dokumentalnych i krótkich ze 100 krajów.