Naczelna Izba Lekarska przeprowadziła ankietę dotyczącą jakości kształcenia medycznego po raz trzeci. Wzięło w niej udział 19 uczelni medycznych, w tym te „stare”, mające długoletnią historię dydaktyczną, jak i „nowe”, które zaczęły masowo otwierać kierunki lekarskie w ostatnich latach. W tegorocznej edycji, tak samo jak w poprzednich, pytano o kwestie rekrutacji na studia, liczbę studentów i kadry oraz kwestie badawcze. Pojawiły się również nowe pytania: o wprowadzenie zajęć z dbałości o zdrowie psychiczne medyków, jak i o wprowadzenie obowiązkowego przeszkolenia obronnego. Udział w ankiecie był dobrowolny. Niektóre uczelnie nie raportowały wszystkich danych.
Jak podkreślają autorzy badania, celem nie było stworzenie rankingu, lecz dostarczenie rzetelnych danych, które mogą pomóc w podejmowaniu decyzji systemowych – zarówno uczelniom, jak i decydentom. – Ta ankieta powstała trochę z naszej bezradności związanej z tym, że masowo były otwierane nowe kierunki lekarskie. Mieliśmy przypuszczenia, że nie wszędzie na tych kierunkach jest utrzymywana jakość kształcenia – mówi Damian Patecki, przewodniczący Komisji Kształcenia Medycznego Naczelnej Izby Lekarskiej.
Lepsi dydaktycy uczą na starych uczelniach
Wszystkich studentów, kształcących się na uczelniach, które wzięły udział w badaniu, jest prawie 32 tys. (31 866), z czego 4 576 uczy się na uczelniach „nowych”. Największe ośrodki akademickie to m.in. Śląski Uniwersytet Medyczny, Warszawski Uniwersytet Medyczny, Gdański Uniwersytet Medyczny czy Uniwersytet Medyczny im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu. – Główny ciężar kształcenia studentów na kierunku lekarskim mają uczelnie z tradycją. Oczywiście tutaj trzeba wziąć pod uwagę to, że tylko część z tych nowo uruchomionych uczelni w tej chwili ma pełny cykl kształcenia – tłumaczył Artur Białoszewski, ekspert NIL ds. badań i analiz.
Czytaj więcej
Lekarze specjaliści przyjęli o 200 tys. nowych pacjentów więcej niż rok wcześniej – wynika z dany...
Około 5 tys. studentów to osoby z tzw. English Division, które mają zajęcia po angielsku. Jak mówił Artur Białoszewski, często podnoszoną kwestią jest propozycja zabrania części miejsc dla studentów anglojęzycznych, aby zwiększyć liczbę miejsc na studiach w języku polskim. Przekonanie, że wśród tych 5 tys. osób są sami obcokrajowcy, nie jest jednak prawdą. – Część studentów na English Division to są studenci polscy, którzy na przykład wiążą swoją karierę nie z wykonywaniem zawodu w Polsce, ale chcą po prostu zdobyć kształcenie u nas, a potem wyjechać do innych krajów i tam praktykować kwestie związane z zawodem – wyjaśnił ekspert NIL.