Hidradenitis suppurativa to choroba, o której wciąż mówi się stosunkowo niewiele. Jak by pani ją opisała osobom, które nigdy w życiu o niej nie słyszały?
Jest to choroba autozapalna, autoimmunologiczna, nieuleczalna i postępowa. Przeważnie zaczyna się w okresie dojrzewania. Jej objawy to bolące guzy zapalne, tworzące się głęboko pod skórą, które czasami się wchłaniają, a czasami wychodzą na zewnątrz i pękają. U niektórych wypełnione są osoczem, a u innych ropą, co dodatkowo powoduje nieprzyjemny zapach. Czasami tworzą się przetoki pod skórą, bo zmiany te lubią się łączyć i wtedy mamy praktycznie non-stop stan zapalny.
Gdzie zazwyczaj pojawiają się te zmiany?
W miejscach, w których są fałdy skórne, czyli w pachwinach, na pośladkach, w okolicach piersi oraz niestety, bardzo często w miejscach intymnych. Powoduje to wstyd i unikanie lekarzy, zwłaszcza w młodym wieku. Tak było również w moim przypadku. Choruję już 30 lat na HS, a diagnozę dostałam dopiero po 12 latach chorowania. Takich przypadków jak mój jest znacznie więcej.
Z czego wynika problem z diagnozowaniem HS?
Przez długi czas ta choroba była po prostu nieznana w Polsce. Wszyscy myśleli, że jest rzadka, a to nieprawda – dotyka od 1 do nawet 4 proc. populacji. Z moich obserwacji wynika, że dopiero od około 10 lat zaczęło się o niej mówić głośniej, ale nadal ogromna część lekarzy, również dermatologów, nie ma pojęcia, czym właściwie jest hidradenitis suppurativa. Dużym problemem okazała się też sama nazwa. Przez lata funkcjonowało określenie „trądzik odwrócony”, które sugeruje, że mamy do czynienia z czymś podobnym do zwykłego trądziku, a to nie jest prawda. Przez to choroba była bagatelizowana, a pacjenci latami nie otrzymywali właściwej terapii.
Czy dziś proces diagnozy wygląda lepiej niż kiedyś?
Na szczęście tak, ale tylko trochę. Dzisiaj otrzymanie diagnozy średnio zajmuje około 7 lat. To wciąż bardzo długo. W tym czasie pacjent chodzi od lekarza do lekarza, słyszy sprzeczne informacje i bardzo często spotyka się z lekceważeniem. W gabinetach nadal padają teksty typu: „Z czym mi pan/pani tu przyszedł/przyszła? Trzeba się myć”, albo że „Taka pana/pani uroda”. To jest szczególnie bolesne, bo ta choroba absolutnie nie ma związku z brakiem higieny. Paradoksalnie, osoby z HS często myją się kilka razy dziennie, używają silnych środków dezynfekujących, żyją w ciągłym wstydzie i napięciu, a mimo to słyszą, że same są sobie winne.
Przez to pacjenci bardzo często przestają szukać pomocy. Wychodzą z gabinetu z poczuciem, że skoro lekarz mówi, że „taki jest ich urok”, to trzeba się z tym pogodzić. Problem w tym, że brak szybkiej diagnozy w HS prowadzi do dramatycznych konsekwencji. Na wczesnym etapie choroby leczenie mogłoby jeszcze realnie spowolnić jej rozwój, złagodzić objawy i ograniczyć uszkodzenia tkanek. Po kilku czy kilkunastu latach często jest już za późno – dochodzi do nieodwracalnych zmian, a nawet kalectwa.