Reklama

Marek Kutarba: A jednak dzięki pieniądzom z SAFE Polska zrobi zakupy w USA

Upadł budowany przez PiS mit. Dzięki pieniądzom z SAFE Polska zrobi jednak zakupy u Amerykanów. Szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego generał Wiesław Kukuła deklaruje, że dzięki środkom budżetowym uwolnionym przez skorzystanie z unijnej pożyczki, Polska będzie mogła w USA kupić dodatkowe samoloty i śmigłowce.
Dzięki pieniądzom uwolnionym przez SAFE Polska będzie mogła kupić w USA więcej samolotów

Dzięki pieniądzom uwolnionym przez SAFE Polska będzie mogła kupić w USA więcej samolotów

Foto: PAP/EPA

Pozyskanie przez Polskę środków z unijnego programu SAFE będzie miało skutek, którego najwyraźniej nie przewidzieli propagandyści i stratedzy z PiS i obydwu Konfederacji, a którym teraz w swoich przekazach medialnych będzie mógł posłużyć się rząd Donalda Tuska. Co zresztą już od kilku dni robi.

SAFE uwolni 30 miliardów złotych na zakupy w Stanach Zjednoczonych

Dzięki możliwości refinansowania z unijnych środków zamówień już złożonych w polskim przemyśle obronnym, zwolnią się zarezerwowane wcześniej na ten cel w budżecie środki. To zaś ma umożliwić – co wyraźnie zapowiedział wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz oraz generał Kukuła – zakup dodatkowego uzbrojenia w USA. Wśród zapowiedzianych, „amerykańskich” zakupów znalazły się ciężkie śmigłowce transportowe i dodatkowe samoloty bojowe. SAFE ma bowiem uwolnić w latach 2027–2030 dodatkowe 30 miliardów złotych (około 8,3 miliarda dolarów) na zakupy uzbrojenia. – Ta zmiana wytwarza przestrzeń finansową, która umożliwi nam zrealizowanie dodatkowych zakupów systemów, które w obecnie obowiązujących rozwiązaniach finansowych lokowaliśmy daleko poza rokiem 2030 – tłumaczył gen. Kukuła. 

Czytaj więcej

Ustawa o SAFE trafi teraz do prezydenta. To karta w grze o jego rolę w obronności

30 miliardów złotych to niemal dwukrotność kwoty, którą Polska przeznaczyła na zakup w USA czołgów Abrams w wersji M1A2 SEPv3 (250 wozów). Podpisując w 2020 r. umowę na zakup 32 samolotów F-35A w ramach programu „Harpia”, Polska przeznaczyła na to kwotę 4,6 miliarda dolarów. Zakup dodatkowej eskadry (16 maszyn) oraz ciężkich śmigłowców transportowych Boeing CH-47 Chinook, w ramach zaoszczędzonej dzięki programowi SAFE kwoty 8 miliardów dolarów jest zatem jak najbardziej możliwy.

Foto: Tomasz Sitarski

Reklama
Reklama

Czemu tak naprawdę sprzeciwiają się Amerykanie? Nie chodzi o SAFE

Okazuje się więc, że Amerykanie nie tylko na unijnym programie nie stracą, ale mogą wręcz zyskać. I to wcale niemało.

Mimo to w Polsce nadal przeważa narracja o niezadowoleniu Amerykanów z powodu zaszytego w SAFE mechanizmu preferującego zakupy na terenie Unii i od europejskich dostawców. To równocześnie prawda i nieprawda. Tak, Amerykanie faktycznie mają pretensje do Europejczyków. Tyle że Amerykanom nie przeszkadza sam SAFE, ale inna, dużo ważniejsza unijna inicjatywa – dyrektywa o zamówieniach publicznych w zakresie obronności. Chociaż w sferze werbalnej amerykańskim politykom te dwie rzeczy kompletnie się mylą.

Czytaj więcej

Marek Kutarba: Atak na Iran to dla Polski zła wiadomość

Dyskusja dotyczy głównie propozycji uproszczenia Dyrektywy 2009/81/WE (w sprawie zamówień publicznych w obronności i bezpieczeństwie). USA sprzeciwiają się w tym przypadku potencjalnemu rozszerzeniu zasad „65 proc. europejskiej zawartości” (przyjętych już w SAFE i programach pomocowych dla Ukrainy) na narodowe przetargi, co mogłoby ograniczyć dostęp do nich amerykańskich firm.

Amerykanie zaczęli już wcześniej wstrzymywać sprzedaż wybranych systemów uzbrojenia (w tym Patriotów), z uwagi na konieczność zaspokojenia własnych potrzeb. Stan ten może się teraz pogłębić

USA sprzeciwiają się proponowanym zmianom (obecnie trwają konsultacje w tej sprawie), które mogłyby wprowadzić preferencje europejskie w krajowych budżetach obronnych (zasada „Buy European”, pol. „Kupuj europejskie”). Pentagon ostrzega, że to osłabi interoperacyjność NATO i naruszy umowy wzajemności (19 państw UE ma dziś zwolnienia w przetargach USA). Aktualnie dyrektywa nie dyskryminuje USA. Nie ma też takiego planu w proponowanych zmianach. Jednak propozycje uproszczeń, które się pojawiły (otwarty przetarg, partnerstwa), budzą obawy Waszyngtonu przed „unijnym protekcjonizmem”.

Reklama
Reklama

Te obawy, nawet jeśli nie są w pełni uzasadnione, można zrozumieć. Dziś Europejczycy lokują w USA około 65 proc. swoich zamówień obronnych. Ten stan rzeczy do roku 2030 niewiele się zmieni. Wówczas wolumen zamówień w amerykańskiej zbrojeniówce ma spaść – według unijnych przewidywań – do 60 proc. Co oznacza, że nadal ponad połowę swoich zakupów zbrojeniowych Europejczycy będą robić w amerykańskich koncernach.

Musimy też pamiętać, że Amerykanie zaczęli już wcześniej wstrzymywać sprzedaż wybranych systemów uzbrojenia (w tym Patriotów), z uwagi na konieczność zaspokojenia własnych potrzeb. Stan ten może się teraz pogłębić. Trwająca obecnie operacja w Iranie ponownie zużywa amerykańskie zapasy, które trzeba będzie uzupełnić. Amerykanie pracują też nad zmianami w swojej polityce sprzedaży uzbrojenia za granicę, które mają faworyzować zakupy na własne potrzeby kosztem zamówień zagranicznych. Jedyny wyjątek ma być zrobiony dla najbliższych sojuszników USA. A wśród tych – jak należy mieć nadzieję – powinien znaleźć się nie tylko Izrael, ale i Polska.


Komentarze
Michał Szułdrzyński: PiS chce uciec do przodu. Ale wojna USA z Iranem zmienia układ sił
Materiał Promocyjny
Nowy luksus zaczyna się od rozmowy. Byliśmy w showroomie EXLANTIX
Komentarze
Marek Kutarba: Atak na Iran to dla Polski zła wiadomość
Komentarze
Bogusław Chrabota: Teheran, Waszyngton, Warszawa – światowa polityka jako system naczyń połączonych
Materiał Promocyjny
Arabia Saudyjska. W krainie gościnności
Komentarze
Michał Szułdrzyński: Co zmienia zabicie irańskiego przywódcy Alego Chameneiego w globalnym porządku. Trzy wnioski
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama