Kolejne ataki na Iran nie tylko drenują zapasy w amerykańskich i izraelskich magazynach. Zmniejszają się też zapasy tego, co Amerykanie mogliby sprzedać walczącym z Rosją Ukraińcom. Sprzedać, bo na darowizny ze strony administracji Donalda Trumpa jak za czasów prezydenta Bidena Ukraińcy nie mogą liczyć już od dość dawna.
Ale nie tylko Ukraińcy powinni się martwić topniejącymi zapasami w arsenałach USA. To także zła wiadomość dla nas. Im mniejsze zapasy w amerykańskich składach, tym szybciej Pentagon będzie musiał je uzupełnić. A to oznacza mniejszą dostępność amerykańskich rakiet dla sojuszników. A być może także opóźnienie dostaw niektórych systemów.
Czy USA odbudują zapasy kosztem sojuszników?
Jak już o tym pisałem, prezydent Donald Trump polecił swojej administracji opracowanie takich zmian w przepisach o sprzedaży broni, które preferować będą zakupy dla sił amerykańskich oraz dadzą pewne przywileje najwierniejszym sojusznikom USA. Wydawało się, że to szansa na przyspieszenie dostaw amerykańskiego uzbrojenia także dla Polski. Kolejne wojny Trumpa mogą jednak szybko to zmienić. Przynajmniej, jeśli chodzi o sprzedaż uzbrojenia rakietowego. Po ataku na Iran USA będą musiały w pierwszej kolejności uzupełnić zapasy rakiet w magazynach Izraela i swoich własnych.
Czytaj więcej
Niszczyciel USS Zumwalt (DDG 1000) pomyślnie zakończył próby morskie po kompleksowej modernizacji...
W głównym nurcie amerykańskiej debaty strategicznej od dość dawna mówi się o tym, że wsparcie dla Ukrainy, Izraela oraz operacje na Bliskim Wschodzie zużywają część zapasów amunicji potrzebnej przede wszystkim na wojnę z Chinami o Tajwan – i tymi zapasami, które zostały, trzeba bardzo ostrożnie gospodarować. Admirał Samuel Paparo, szef Indo-PACOM (potoczna nazwa United States Indo-Pacific Command), przyznał publicznie, że skala uzbrojenia przekazywanego Ukrainie i Izraelowi zaczęła zjadać zapasy potrzebne w teatrze indopacyficznym, podczas gdy jeszcze niedawno twierdził, że nie widzi wpływu tych transferów na własne plany wojenne.