Potwierdzona przez irańskie media śmierć najwyższego przywódcy Ajatollaha Alego Chameneiego całkowicie zmienia propagandowy wydźwięk wojny, którą w sobotę o świcie rozpoczęły Stany Zjednoczone i Izrael, bombardując Iran. W swoim oświadczeniu w nocy z piątku na sobotę prezydent USA Donald Trump stwierdził wprost, że celem operacji jest nie tylko uniemożliwienie Iranowi zbudowania bomby atomowej i dalszego zagrażania bezpieczeństwu sojuszników USA w regionie (przede wszystkim Izraelowi), ale też danie szansy mieszkańcom Iranu na zmianę przywództwa. Ale dopiero paręnaście godzin później najpierw Izraelczycy, potem sam Trump, a na końcu wreszcie sam Iran przyznał, że Chamenei zginął.
Czytaj więcej
Śmierć ajatollaha Alego Chameneiego to kluczowy moment dla Iranu i amerykańsko-izraelskich planów budowy nowego Bliskiego Wschodu. Islamska Republi...
Trzy wnioski po śmierci najwyższego przywódcy Alego Chameneiego
Bez względu na to, kto go zastąpi, będzie wiedział, że może spotkać go taki sam los. Po porwaniu Nicolasa Maduro i zabójstwie Chameneiego każdy kolejny przywódca Iranu będzie się musiał liczyć z tym, że pod tym względem Donald Trump – w swej nieobliczalności – jest dlań śmiertelnym zagrożeniem.
Tak więc śmierć Chameneiego jest game changerem na globalną skalę. Po pierwsze, jest propagandowym sukcesem 47. prezydenta Stanów Zjednoczonych. Jeszcze w sobotę wielu cenionych analityków pytało, po co jest ta wojna. Zabicie przywódcy Iranu sprawia, że to – ważne i uzasadnione pytanie – schodzi na dalszy plan. Pytanie pozostaje uzasadnione, bo przecież Amerykanie nie dokonają inwazji na Iran, wypadki w Teheranie na razie ciężko jest przewidzieć. Ale teraz dwaj inicjatorzy tej wojny: Donald Trump i Beniamin Netanjahu celebrują wizerunkowy sukces, jakim jest zabicie nienawidzącego USA i Izraela przywódcy Iranu. I to bez względu na to, kto zastąpi Chameneiego.
Czytaj więcej
Donald Trump wziął na swoje barki ryzyko, z którym jeszcze się nie mierzył. Atak na Iran i irański odwet wobec krajów regionu Zatoki Perskiej nieko...