Reklama

Bogusław Chrabota: Teheran, Waszyngton, Warszawa – światowa polityka jako system naczyń połączonych

Donald Trump wziął na swoje barki ryzyko, z którym jeszcze się nie mierzył. Atak na Iran i irański odwet wobec krajów regionu Zatoki Perskiej niekoniecznie musi być tylko incydentem, który wywoła falę zmian mających doprowadzić do upadku znienawidzonego przez naród reżimu ajatollahów.
Teheran

Teheran

Foto: Majid Asgaripour/WANA

Siły Republiki Islamskiej są na tyle mocne, struktury ją wspierające na tyle zorganizowane, brak zorganizowanej opozycji na tyle oczywisty, że scenariuszy rozwoju sytuacji może być wiele. Wielka lokalna wojna w grę raczej nie wchodzi, ale też nie ma żadnej gwarancji, że szybko uda się zatrzymać eskalację.

Mimo śmierci Alego Chamenei – Najwyższego Przywódcy, liderów Korpusu Strażników Rewolucji i irańskich militarystów, drugi szereg elity władzy, nie wspominając już o wszystkich zaangażowanych w system, ma wystarczająco dużo sił, by utrzymać władzę. I równie dobrze może to być władza konfrontacyjna wobec USA, jak i koncyliacyjna. W pierwszym przypadku konflikt będzie trwał i na jakiś czas jeszcze bardziej zaogni sytuację w regionie, bijąc w światową stabilizację i gospodarkę. Nie można lekceważyć otwartych i ukrytych sojuszników Iranu, jak jemeńscy Huti czy finansowane przez Teheran grupy terrorystyczne w świecie islamu i na Zachodzie, z Europą i Stanami Zjednoczonymi na czele. Może polać się krew i to wielkimi strumieniami, bo tym razem prócz działania w interesie Teheranu motywem będzie również zemsta za śmierć przywódców Republiki, których już nazwano męczennikami.

Pozostało jeszcze 80% artykułu

Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)

Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:

  • codzienne wiadomości, wartościowe komentarze i opinie na serwisie
  • pogłębione reportaże i publicystyka w Plusie Minusie
Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama