Reklama

Krystyna Ptok: Pielęgniarki nie wykluczają protestu

Cała branża jest dziś zbulwersowana propozycjami Ministerstwa Zdrowia. Zamiast uporządkować ustawę o najniższych wynagrodzeniach, wracają pomysły, które uderzają bezpośrednio w pracowników ochrony zdrowia – mówi Krystyna Ptok, przewodnicząca OZZPiP.

Publikacja: 18.01.2026 16:13

Pielęgniarki nie wykluczają protestu w przypadku zamrożenia podwyżki minimalnych wynagrodzeń w ochro

Krystyna Ptok

Pielęgniarki nie wykluczają protestu w przypadku zamrożenia podwyżki minimalnych wynagrodzeń w ochronie zdrowia.

Foto: mat. pras.

Jeśli w lutym Ministerstwo Zdrowia nie przedstawi nowej, akceptowalnej przez stronę związkową propozycji zmian w ustawie o najniższych wynagrodzeniach, pielęgniarki mogą wyjść na ulice? 

Tak, jak najbardziej nie wykluczamy protestu. Cała branża jest obecnie zbulwersowana propozycjami Ministerstwa Zdrowia. Zamiast uporządkować ustawę o najniższych wynagrodzeniach i zostawić ją w kształcie, który daje pracownikom poczucie stabilności, wracają pomysły uderzające bezpośrednio w pracowników ochrony zdrowia. Warunki pracy są bardzo trudne, odpowiedzialność ogromna, stres olbrzymi, a mimo to próbuje się sięgać do kieszeni ludzi, którzy wykonują zawód kluczowy dla bezpieczeństwa pacjentów. I bądźmy szczerzy: młodzi ludzie nie garną się do pracy na naszych stanowiskach. Proponowane zmiany zamiast wzmacniać – osłabiają system ochrony zdrowia. To jest nie do przyjęcia.

Reklama
Reklama

Co konkretnie w propozycjach resortu tak bardzo zbulwersowało środowisko?

Przede wszystkim złamanie wcześniejszych ustaleń. Naszym warunkiem (strony pracodawców i strony związkowej – red.) przystąpienia do rozmów o ustawie o najniższym wynagrodzeniu było uregulowanie w pierwszej kolejności kontraktów. Po spotkaniu w Naczelnej Radzie Lekarskiej minister Katarzyna Kęcka z tego się wycofała. Jako Ogólnopolski Związek Zawodowy Pielęgniarek i Położnych wydaliśmy komunikat, w którym wskazaliśmy jasno: jeśli odstępujemy od regulowania kontraktów, to odstępujemy również od jakichkolwiek zmian w ustawie o minimalnym wynagrodzeniu. Umawialiśmy się na coś w kwietniu i nie można dziś udawać, że tego nie było. Zostawmy pracowników zatrudnionych na umowę o pracę w świętym spokoju i nie niepokójmy ich.

Czytaj więcej

Wiceminister zdrowia: Nie jestem zwolenniczką limitu zarobków lekarzy

Ministerstwo tłumaczy, że musi dostosować system do realiów budżetowych. Dlaczego te propozycje są nie do zaakceptowania?

Bo próbuje się traktować pracowników ochrony zdrowia jak budżetówkę, ale bez przywrócenia budżetowych przywilejów. My od 1999 r. nie jesteśmy zakładami budżetowymi. Szpitale są finansowane z Narodowego Funduszu Zdrowia, ze składek obywateli. Odebrano nam trzynaste pensje, wysługę lat, gwarantowane odprawy emerytalne. Jeśli ktoś dziś chce waloryzować nasze wynagrodzenia wskaźnikiem budżetowym, to pytam wprost: czy wracamy do pełnego systemu budżetowego, ze wszystkimi jego zabezpieczeniami? Jeśli nie – to jest to po prostu sięganie do kieszeni pracowników.

Jakie skutki mogą przynieść takie zmiany, jeśli mimo sprzeciwu strony społecznej zostaną one wprowadzone?

Najprostsze i najbardziej niebezpieczne to dalszy odpływ kadr z publicznej ochrony zdrowia. Młode osoby już dziś rezygnują z pracy w szpitalach, bo nie tak wyobrażały sobie ten zawód. I wynagrodzenia mają tu znaczenie: ciężkie warunki muszą być jakoś rekompensowane. Mamy średnią wieku pielęgniarek na poziomie 55 lat, braki personelu i ogromne obciążenie pracą. Jeśli dołożymy do tego niepewność finansową i cofanie stabilnych zasad wynagradzania, to system tego nie wytrzyma. Pacjenci odczują to jako pierwsi.

Reklama
Reklama

Ilu pielęgniarek brakuje obecnie w systemie?

Jeśli spojrzymy na aktualne dane, to w Polsce przypada średnio około 7,7–7,8 pielęgniarki na tysiąc mieszkańców. Dla porównania średnia w Unii Europejskiej wynosi około 8,7, a jeszcze kilka lat temu było to nawet 9. Tymczasem Niemcy mają około 13 pielęgniarek na tysiąc mieszkańców, a nasi najbliżsi sąsiedzi, Czesi – około 9. Odstajemy od europejskich standardów, a Ministerstwo Zdrowia powtarza, że jest dobrze.

Czytaj więcej

Do 2030 r. w Europie będzie brakować 4,5 mln pracowników ochrony zdrowia

Z czego wynikają takie rozbieżności pomiędzy krajami?

Kraje sąsiadujące z Polską prowadzą aktywną politykę zwiększania liczby pielęgniarek. W Niemczech można znaleźć ofertę pracy z wynagrodzeniem na poziomie około 26 tysięcy złotych na rękę. Dla pielęgniarki mieszkającej przy zachodniej granicy to nie problem, żeby przejść przez most na Odrze i podjąć pracę „za granicą”. Proszę również zauważyć, że największe problemy kadrowe mają dwa województwa na zachodzie kraju – lubuskie i zachodniopomorskie, czyli właśnie te graniczne oraz pomorskie, skąd z kolei pielęgniarki wyjeżdżają do pracy do Norwegii.

Średnio pielęgniarka zarabia 48 zł za godzinę. Do tego dochodzi praca w trudnych warunkach, często zmianowa, stres, odpowiedzialność. Dla porównania: pracownik budowlany zarabia ok. 50-60 zł za godzinę, niania od 35 do 50 zł za godzinę, groomer od 100 zł za godzinę.

Krystyna Ptok, przewodnicząca OZZPiP

Z danych wynika, że z roku na rok rośnie liczba studentów pielęgniarstwa. Ministerstwo Zdrowia wskazuje to jako dowód, że problem kadrowy wkrótce zostanie rozwiązany. Czy rzeczywiście możemy mówić o szansie na poprawę sytuacji?

Trzeba patrzeć nie tylko na to, ile osób rozpoczyna studia, ale ile z nich kończy naukę. A przede wszystkim – ilu młodych ludzi po uzyskaniu dyplomu faktycznie podejmuje pracę w publicznej ochrony zdrowia. To są trzy różne liczby, których nie można ze sobą w prosty sposób porównywać. Wzrost liczby studentów sam z siebie nie wpłynie na poprawę sytuacji. Trzeba te osoby także zatrudniać. A dzisiaj nie widzimy takich chęci ze strony szpitali. I jak wiemy, odczuwają to pacjenci, że pielęgniarek jest za mało na oddziałach.

W czerwcu opublikowana została mapa potrzeb zdrowotnych i Ministerstwo Zdrowia uznało, że system jest zabezpieczony, bo naukę na pierwszym roku studiów rozpoczyna odpowiednia liczba studentów, a rocznie dyplom pielęgniarki uzyskuje około dziewięciu tysięcy osób. Tyle że tylko część absolwentów realnie zasila publiczny system. Coraz więcej młodych pielęgniarek wybiera pracę w sektorze niepublicznym albo w ogóle nie wchodzi do zawodu.

Reklama
Reklama

A nie wchodzi do zawodu z wielu powodów. Średnio pielęgniarka zarabia 48 zł za godzinę. Do tego dochodzi praca w trudnych warunkach, często zmianowa, stres, odpowiedzialność. Dla porównania: pracownik budowlany zarabia ok. 50-60 zł za godzinę, niania od 35 do 50 zł za godzinę, groomer od 100 zł za godzinę. Proszę porównać systemy kształcenia oraz odpowiedzialność w tych zawodach w relacji do zarobków.

Dlaczego tak się dzieje?

Wpływ na to mają przede wszystkim różnice w warunkach i organizacji pracy. Sektor niepubliczny w większości nie funkcjonuje w trybie całodobowym, a nawet jeśli pracuje 24 godziny na dobę, są to krótkie hospitalizacje, na przykład na chirurgii czy ortopedii. Praca jest tam bardziej przewidywalna i lepiej zorganizowana, a pacjenci zazwyczaj nie wymagają tak intensywnej opieki. Publiczne placówki przejmują natomiast pacjentów najtrudniejszych, często z powikłaniami po zabiegach wykonanych w sektorze prywatnym. W szpitalach publicznych tempo pracy jest znacznie wyższe, a odpowiedzialność ogromna. Z powodu braków kadrowych młode pielęgniarki często trafiają do pracy na SOR-ach, które wymagają dużego doświadczenia i szerokiej wiedzy, a system nie zapewnia im bezpiecznego wdrożenia do pracy. Często mówią, że to zderzenie ze ścianą. W efekcie wiele z nich rezygnuje po krótkim czasie, bo nie chce ponosić ryzyka popełnienia błędu czy nawet odpowiedzialności karnej lub po prostu nie dają rady z tak wielką presją.

Czy na brak wymiany pokoleniowej wpływa również to, kim są dziś absolwenci pielęgniarstwa i w jaki sposób wchodzą do zawodu?

Zdecydowanie tak. Przez wiele lat znaczną część absolwentów stanowiły osoby uzupełniające swoje kwalifikacje, często już pracujące w ochronie zdrowia w innych zawodach. Dopiero od roku–dwóch obserwujemy większą liczbę młodszych osób kończących studia pielęgniarskie. To wciąż za mało, by mówić o stabilnej wymianie pokoleniowej. Dodatkowo, coraz więcej absolwentów to osoby po kosmetologii lub zainteresowane rozwojem w obszarach takich, jak medycyna estetyczna, co sprawia, że niewielu trafia do pracy w publicznym systemie. Młode, dobrze wykształcone osoby mają też trudności z adaptacją w zespołach zdominowanych przez znacznie starsze roczniki. System nie jest dziś zorganizowany w taki sposób, aby mogły one bezpiecznie zdobywać doświadczenie i stopniowo wdrażać się do zawodu. Brakuje programów adaptacyjnych, opieki mentorskiej i jasno wyznaczonej ścieżki rozwoju. Te czynniki szczególnie mocno uderzą w szpitale powiatowe, gdzie w najbliższych latach problem braków kadrowych już jest naprawdę poważny, a kryzys ten się może jeszcze pogłębić.

W maju OZZPiP opublikował raport o stanie kadr pielęgniarskich. Czy od tego czasu rząd podjął realne działania, aby zaradzić temu problemowi?

Nasz raport został zanegowany przez Ministerstwo Zdrowia, które przedstawiło własną, alternatywną ocenę problemu. Od tej pory nie uległa ona zmianie. Cały czas brakuje nam spójnej strategii, która pozwoliłaby oszacować realne zapotrzebowanie na pielęgniarki w kontekście starzejącego się społeczeństwa i wyludniania kraju.

Czujecie się traktowani niepoważnie przez Ministerstwo?

Tak, od wielu lat mamy poczucie, że nas nie traktuje się poważnie. Szczególnie teraz, kiedy podsumowujemy 30 lat działalności Związku, widzimy wiele momentów, kiedy nasze uwagi były ignorowane. W 2022 r. wnioskowaliśmy do prezydenta Dudy o zawetowanie ustawy o zawodzie lekarza i lekarza-dentysty, przewidując załamanie sytuacji budżetowej NFZ w 2023 r. Niestety, problemy utrzymywały się w latach 2024 i 2025. Obecny rząd, mimo że jeszcze jako opozycja krytykował ustawę, kiedy była uchwalana w Sejmie, nie odwrócił tej decyzji. Podobnie wcześniej wnioskowaliśmy do prezydenta o zmianę ustawy o najniższych wynagrodzeniach, ale nasze sugestie nie zostały uwzględnione, stąd fala pozwów sądowych od 2022 r. i korzystne dla pielęgniarek orzeczenia Sądu Najwyższego. Widzimy więc, że strona społeczna bywa zarówno niesłuchana, jak i też niezrozumiana.

Reklama
Reklama

Skoro strona społeczna była pomijana, to gdzie popełniono kluczowe błędy, które dziś przekładają się na dramatyczną sytuację finansową NFZ?

Na pewno brak środków w NFZ to nie tylko kwestia wynagrodzeń. Musimy patrzeć na obie strony budżetu: wpływy i wydatki. Wielu ludzi korzystających z publicznej ochrony zdrowia jest częściowo lub całkowicie zwolnionych ze składek, a wpływy z budżetu państwa za te osoby są niewystarczające. Rząd, wprowadzając umowy zlecenia i najniższe składki, popełnił błędy, które dziś pogarszają sytuację Narodowego Funduszu Zdrowia. Te błędy należy odwracać. Jest także kwestia ratownictwa medycznego, które wrzucono z budżetu państwa do NFZ. Przypominam, że z ratownictwa korzystają wszyscy: nie tylko ubezpieczeni. Dam pewne porównanie. Jak mam zakład produkcyjny, to ścinając koszty pracowników doprowadzimy do momentu, w którym produkcja będzie niemożliwa. Bo nie ma kto obsłużyć maszyn, nie ma kto zamówić surowców czy w końcu nie ma kto za nie zapłacić. A góra niezrealizowanych zamówień rośnie. Taka sytuacja dziś w budżecie NFZ: tniemy koszty na oślep, nie patrząc na wpływy. Rośnie zapotrzebowanie na opiekę i zaczyna brakować rąk do jej zapewniania. I co robimy? Dalej tniemy koszty i szeregi pracowników medycznych, których najbardziej brakuje. Absurd. Jak już czegoś ci brakuje, to ogranicz to jeszcze bardziej…

Gdyby miała pani wskazać najpilniejsze działanie, które powinien podjąć rząd, aby zatrzymać pielęgniarki w systemie, co by to było?

Jeśli chcemy zatrzymać pielęgniarki w publicznej ochronie zdrowia, musimy zmusić dyrektorów szpitali do respektowania norm zatrudnienia oraz wprowadzić je w tych obszarach, gdzie jeszcze nie funkcjonują. W 2018 r. udało się podpisać porozumienie z ministrem Łukaszem Szumowskim, na podstawie którego wydano rozporządzenie określające normy zatrudnienia pielęgniarek na oddziałach zabiegowych i zachowawczych dla dorosłych i dzieci. Niestety, w psychiatrii norm nigdy nie wprowadzono. Dokument był gotowy, ale kiedy przyszła pandemia Covid-19, wycofano się z niego. Obecnie sytuacja w Centrach Zdrowia Psychicznego, a zwłaszcza w psychiatrii dziecięcej, jest dramatyczna i stanowi największą piętę Achillesową systemu.

Czytaj więcej

Szpitale mają problem z pielęgniarkami. Z obawą czekają na wyrok

A co z problemem uznawania kwalifikacji pielęgniarek – czy nadal występuje?

Problem ustabilizował się, choć wciąż zdarzają się przypadki sporne. Tam, gdzie kwalifikacje nie były uznawane, pielęgniarki wygrywają sprawy w sądzie i otrzymują odszkodowania, a następnie są przypisywane do wyższych grup zawodowych. Jednak szpitale wypłacają pieniądze tylko tym osobom, które poszły do sądu. Po nowelizacji ustawy z 2021 r. problem w dużych jednostkach praktycznie zniknął. Nowością ze strony rządowej przy rozmowach o wynagrodzeniach jest wprowadzenie poziomów kompetencyjnych w ustawie o zawodzie pielęgniarki i położnej, zgodnie z wykształceniem i umiejętnościami – punkt ten wcześniej nie był dyskutowany na posiedzeniu Zespołu Trójstronnego, ale już wcześniej był wpisany w politykę rozwoju pielęgniarstwa i położnictwa, przyjętą w 2019 r. Po ponad sześciu latach wreszcie zamykamy kwestie formalnego uznawania kompetencji. To zdecydowanie za późno.

Reklama
Reklama

Co w praktyce dadzą pielęgniarkom poziomy kompetencji?

Pielęgniarki w Polsce kształciły się w bardzo różnych systemach. Przed wejściem do Unii Europejskiej funkcjonowały licea medyczne i pomaturalne studium zawodowe, a po akcesji przeszliśmy na dwustopniowy system studiów (licencjat i magister). Uprawnienia zawodowe były zdobywane w różnych latach, przy różnym zakresie kształcenia, a później uzupełniane kursami, szkoleniami, specjalizacjami i egzaminami państwowymi. To wszystko sprawiło, że kompetencje pielęgniarek są dziś bardzo zróżnicowane. Uprawnienia pielęgniarki tylko po liceum medycznym są węższe niż uprawnienia pielęgniarki, która jest po liceum medycznym i skończyła specjalizację na przykład z diabetologii, dodatkowe kursy.

Czyli jest to pewna próba…

...uporządkowania. Poziomy kompetencji będą określać, jakie czynności i świadczenia może wykonywać pielęgniarka w zależności od wykształcenia i dodatkowych kwalifikacji. Przykładowo, nie każda pielęgniarka może samodzielnie przeprowadzić badanie fizykalne czy obsługiwać zaawansowane procedury, takie jak ECMO (ciągłe pozaustrojowe natlenianie krwi – red.). Do tego wymagane są konkretne kwalifikacje, często tytuł magistra i specjalizacja.

A co ze wskaźnikami efektywności kompetencji? Ostatnio ministerstwo powołało zespół, który ma zająć się ich opracowaniem?

Wolałabym nie odnosić się do prac tego zespołu, ponieważ jako Ogólnopolski Związek Zawodowy Pielęgniarek i Położnych nie uczestniczymy w jego pracach. W jego skład weszli głównie dyrektorzy placówek oraz przedstawiciele środowiska akademickiego, natomiast zabrakło dwóch największych organizacji reprezentujących pielęgniarki – nas oraz Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych.

Resort zdrowia nie zaprosił państwa do tego zespołu?

Nie, dlatego w takiej sytuacji nie chcę formułować ocen ani komentarzy dotyczących efektów jego pracy. Po owocach ich poznamy… Jestem natomiast zaskoczona, że został on powołany, kiedy wciąż nie domknęliśmy tematu kompetencji pielęgniarek. Osobiście uważam, że najpierw należy jasno i jednoznacznie określić zakres kwalifikacji, a dopiero potem przechodzić do kolejnych etapów. Rozumiem presję czasu, ale w ochronie zdrowia pośpiech rzadko przynosi dobre rozwiązania.

Reklama
Reklama

Jako związek uczestniczymy natomiast w pracach zespołu dotyczącego zaawansowanej praktyki pielęgniarskiej i tam aktywnie wnosimy uwagi. Jeśli zaś chodzi o samą „efektywność”, to dla mnie jej podstawowym miernikiem pozostaje coś bardzo prostego: skuteczne leczenie i zadowolenie pacjenta. To powinno być punktem odniesienia dla całego zespołu medycznego.

Krystyna Ptok

pielęgniarka, przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych, wiceprzewodnicząca Forum Związków Zawodowych.

Ochrona zdrowia
Potrzeby seniorów rosną, a system nie nadąża. Powstał Krajowy Plan Transformacji
Ochrona zdrowia
Kardiologia - ważna reforma, na którą może zabraknąć pieniędzy
Ochrona zdrowia
Piotr Gałecki, konsultant krajowy ds. psychiatrii: Ratowanie życia nie powinno oznaczać łamania prawa
Ochrona zdrowia
Jak partie chcą ratować system ochrony zdrowia w Polsce
Ochrona zdrowia
Izby porodowe w miejsce likwidowanych porodówek. Co z bezpieczeństwem pacjentek i noworodków?
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama