Pomysłowi deportacji niepracujących Ukraińców najbardziej przyklasnęły osoby, które określają się jako prawica (79 proc. pozytywnych odpowiedzi), ale nawet ci, którzy nazywają się lewicą, w ponad połowie chcieliby zrealizować pomysł imigracyjny, który zapowiedziało PiS na ostatniej konwencji.

Foto: Tomasz Sitarski

Na pytanie „Czy Polska powinna deportować ukraińskich mężczyzn w wieku poborowym, którzy nie są legalnie zatrudnieni w Polsce?” pytani odpowiedzieli zdecydowanie: większość (67 proc.) uważa, że tak. Przeciwne stanowisko miał niespełna co czwarty ankietowany (23 proc.), a zdania w tej kwestii nie miał co jedenasty.

Sondaż przeprowadził Instytut Badań Rynkowych i Społecznych IBRiS, pod koniec zeszłego tygodnia, już po tym, jak PiS przedstawił zarys polityki migracyjnej. Częścią planu partii Jarosława Kaczyńskiego jest propozycja i zapowiedź deportacji mężczyzn, obywateli Ukrainy, którzy nie pracują w Polsce legalnie, a są w wieku poborowym. Ten w Ukrainie wynosi od 25 do 60 lat dla osób zdolnych do służby wojskowej (choć przewidziane są wyjątki). Choć większość respondentów akceptuje taki pomysł, to wyraźnie różnią nas poglądy polityczne, ale także medium, które jest naszym źródłem informacji o Polsce i o świecie.   

Poparcie dla deportacji przekracza granice rządzący – opozycja. Tylko wyborcy Nowej Lewicy są przeciwni

Największym poparciem koncepcja zmuszenia części migrantów do powrotu na Ukrainę cieszy się wśród osób, które głosowały na PiS w ostatnich wyborach parlamentarnych. Tak odpowiedziało 89 proc. W tym siedem na dziesięć osób odpowiedziało „zdecydowanie tak”. Jej przeciwnikami jest co dziewiąty wyborca PiS i nie ma takich, którzy nie mają opinii na ten temat. Na tak jest również większość – 71 proc. (w tym zdecydowanie tak – 45 proc.) wyborców Trzeciej Drogi i więcej niż połowa zwolenników Konfederacji – 58 proc. (w tym 54 proc. zdecydowanie tak) oraz Koalicji Obywatelskiej – 53 proc. (w tym 31 proc. zdecydowanie tak). Tylko wśród wyborców Nowej Lewicy większość jest przeciwna temu konceptowi – 87 proc., a pozostałe 13 proc. uważa, że raczej się zgadzają z pomysłem deportacji. Wśród zwolenników z poprzednich wyborów Konfederacji prawie nie ma takich, którzy by powiedzieli „nie” na pomysł deportacji (4 proc.), ponad połowa (54 proc. jest na tak), ale co ciekawe pozostali – a jest to spora część – 38 proc. – nie mają zdania.

Foto: Paweł Krupecki

Bardziej zdecydowane są kobiety (73 proc. na tak) niż mężczyźni – 61 proc. Pomysł podoba się prawie wszystkim respondentom z wykształceniem zawodowym i podstawowym (98 proc.). Nikt z nich nie był przeciwny. Pomysł podoba się widzom Telewizji Republika (91 proc.). Osoby z wyższym wykształceniem są częściej niż inni niezdecydowani (15 proc.) i prawie tyle samo odpowiedziało pozytywnie na sondażowe pytanie (43 proc.) co negatywnie (42 proc.).

Politycy są równie podzieleni jak ich wyborcy

Jacek Czaputowicz, były szef MSZ w rządzie PiS, uważa, że ten sondaż dobrze pokazuje nastroje społeczne. Władysław Kosiniak-Kamysz mówił zaś, że młodzi Ukraińcy zdolni do służby wojskowej powinni być w Ukrainie i służyć swojej ojczyźnie, a widok osób w wieku poborowym w luksusowych samochodach i hotelach określał jako nieprzyzwoity i niedopuszczalny. Podobne głosy płynęły też ze strony prezydenta i opozycji.

Czytaj więcej

PiS zapowiada deportacje Ukraińców. „Będą mieli okazję walczyć o swoją ojczyznę”

Należy też przypomnieć, że Radosław Sikorski formalnie zaapelował na forum europejskim o zakończenie świadczeń socjalnych dla Ukraińców w wieku poborowym przebywających w państwach UE, tłumacząc, że nie powinno być finansowych zachęt do unikania poboru. Unia Europejska odrzuciła ten pomysł ze względów etycznych.

Prof. Krzysztof Podemski, socjolog, związany z UAM, dodaje: – Zmiana nastrojów społecznych wynika bardziej z narracji politycznej niż z konkurencji na rynku pracy. W Polsce istnieje etos żołnierza, który dzielnie walczy za ojczyznę, stąd emocje związane ze wskazaniem, że inni tego nie robią są łatwe do wywołania: – Nie bierzemy pod uwagę, że część z Ukraińców przyjechała do Polski jeszcze przed rozpoczęciem pełnoskalowej wojny, inni już byli na wojnie, a dodatkowo, jeśli ktoś miałby prawo decydować o ludzkim życiu, to bardziej mogłoby być to państwo ukraińskie, a nie sąsiedzkie – dodaje socjolog.

Marek Siwiec, szef Kancelarii Sejmu zwraca uwagę na wydźwięk propozycji polityki migracyjnej PiS:  – W uproszczeniu „deportacja” traktowana jest jako kara. Jeśli więc ktoś robi coś nielegalnie, to ukaranie go jest słuszne. Przewrotność tego pomysłu polega na tym, że odnosi się do czynności prawnej osób, które nie popełniły przestępstwa. Polityk przypomina, że w prawie polskim są procedury i czynności prawne stosowane dla  rzeczywiście nielegalnych i karalnych praktyk.

Biuro prasowe MSWiA w odpowiedzi na pytanie „Rz” odpowiedziało, że w 2023 r. deportowano ok. 3 tys. osób, a w 2025 r. liczba ta wzrosła do prawie 10 tys. cudzoziemców różnych narodowości. To dowód na to, że rząd prowadzi twardą i spójną politykę – wspiera legalną pracę, jednocześnie bezwzględnie egzekwując prawo – napisano.

Czytaj więcej

Roch Zygmunt: PiS świadomie kreuje fałszywe wyobrażenie Ukraińców w Polsce

Marek Sawicki, poseł PSL uważa, że „nielegalnie zatrudnionych jest w Polsce niewielu”. – Jaka to jest skala? Ilu takich leni w Polsce jest? Mało. Statystyki potwierdzają. Kto ma ich ścigać, żeby deportować? Policja? Wojsko? To bardzo nośny temat populistyczny. Czy to problem, który dla Polski jest obciążeniem, i czy byłby zbawieniem dla ukraińskiej armii? To sztuczny problem, za którym politycy gonią – zaznacza marszałek senior. – Nie ma problemu z Ukraińcami niepracującymi w Polsce. To jest margines. Więcej kosztów niż korzyści przyniesie zajmowanie się tą sprawą, która jest sztucznie pompowana politycznie – dodaje Sawicki.

Skala zjawiska jest nierozpoznana. Brakuje dokładnych danych, dostępne są tylko szacunki

W Polsce nie ma jednego administracyjno-statystycznego miejsca, w którym można by wyszukać bieżących informacji na temat liczby cudzoziemców, w tym obywateli Ukrainy. GUS szacuje, że na koniec zeszłego roku w Polsce mieszkało (przebywało) 880 tys. kobiet Ukrainek i 795,1 tys. mężczyzn obywateli Ukrainy. MSWiA szacuje, że obecnie przebywa w kraju ok. 1,8-1,9 mln Ukraińców. Zaś z ostatnich danych ZUS na koniec czerwca wynika, że ponad 901 tys. Ukraińców (kobiet i mężczyzn) płaciło składki ubezpieczeniowe, czyli pracowało legalnie (poza umowami o dzieło, ponieważ te nie podlegają ubezpieczeniom społecznym. Można więc pracować legalnie, a nie być ubezpieczonym). Stanowili 5,5 proc. wszystkich ubezpieczonych.

Czytaj więcej

Michał Szułdrzyński: PiS chce deportować Ukraińców. Jakizacja partii postępuje po rozłamie

Oznacza to, że co osiemnasta pracująca w Polsce osoba, która płaci składki społeczne jest z Ukrainy. Składki płaciło na początku lata 473,6 tys. mężczyzn, w tym między innymi prawie 252 tys. mężczyzn w wieku 20-39 lat i prawie 161 tys. mających 40-54 lat. Pracowali także młodsi – składki płaciło prawie 19 tys. 19-latków lub młodszych mężczyzn obywateli Ukrainy oraz prawie 42 tys. starszych – ponad 55-letnich. Z danych ZUS wynika, że nieznacznie więcej mężczyzn jest ubezpieczonych niż kobiet (różnica wynosi ponad 46,2 tys. osób na korzyść panów).

– Paradoksalnie większe obawy imigrantów związane z możliwą deportacją, mogą na krótką metę podobać się części przedsiębiorców, bo ich siła przetargowa względem już obecnych w Polsce ukraińskich pracowników wzrośnie. Jeśli przejęcie od jednego pracodawcy do drugiego będzie pociągać ryzyko zostania w bezrobociu i deportacji, to imigranci zaczną być bardziej przywiązani do swoich pracodawców i unikać zmian pracy. Nie słyszałem, aby była mowa o karaniu takich pracodawców, ale będzie się karać złapanych lub zadenuncjowanych imigrantów – uważa prof. Paweł Strzelecki z SGH, autor analiz dotyczących wpływu cudzoziemców, w tym Ukraińców na rodzimy rynek pracy i na gospodarkę.