Szefowa MZ została zapytana o funkcjonowanie systemu ochrony zdrowia, w którym zgodna z prawem jest sytuacja, że nikt nie wie w ilu miejscach i ile godzin tygodniowo pracują lekarze.

Według Sobierańskiej-Grendy jest to wynik tego, że jeszcze kilka lat temu Polska zmagała się z ogromnym niedoborem kadry medycznej.

Czytaj więcej

Jolanta Sobierańska-Grenda: Ministerstwo Zdrowia jest apolityczne

Sobierańska-Grenda: W systemie publicznym jest wiele form zatrudnienia

- Zdecydowano wówczas, że możemy zatrudniać personel medyczny na różnych formach zatrudnienia: na umowy o pracę, B2B, umowy zlecenia, (...) zatrudnianie również przez fundacje, spółki. W związku z tym (...) w systemie publicznym zafunkcjonowało wiele form prawnych, które dają taki efekt, jaki mamy dzisiaj: bez możliwości kontroli - również po stronie pracodawcy - gdzie dana osoba się znajduje, gdzie pracuje - stwierdziła.

Dodała, że w Polsce funkcjonuje również wiele form nadzoru właścicielskiego nad szpitalami. Właścicielami szpitali są samorządy, fundacje, resorty itp.

Zdaniem Sobierańskiej-Grendy w tamtym czasie wprowadzenie wielu form zatrudnienia lekarzy nie było błędem, ponieważ rządzącym zależało przede wszystkim na pokryciu niedoborów kadrowych w szpitalach.

Czytaj więcej

Dominika Pietrzyk: Kredyt zaufania dla minister zdrowia się wyczerpał

Ministra: Problemem jest źle rozlokowana i źle wykorzystana kadra

- Dziś sytuacja jest zupełnie inna, mamy też oczywiście prognozy na lata następne. Myślę, że dzisiaj możemy rozmawiać raczej o poszczególnych specjalizacjach, których brakuje w kraju - oceniła.

Według szefowej MZ dzisiaj problemem jest „źle rozlokowana i źle wykorzystana kadra medyczna”.

- My mamy świetnie wykształconych specjalistów i tutaj mamy się czym pochwalić. Natomiast myślę, że naszym takim głównym celem teraz jest wykorzystanie tych umiejętności we właściwych miejscach i we właściwych momentach, przede wszystkim z troską o pacjenta - stwierdziła.