Rok temu premier Donald Tusk
uruchomił projekt apolitycznego kierownictwa Ministerstwa Zdrowia, co miało
przenieść dyskusję na temat opieki zdrowotnej na grunt merytoryczny. Sama
minister – doświadczona menedżerka, kojarzona z łączeniem szpitali na Pomorzu –
dostała duży kredyt zaufania od wszystkich środowisk bez względu na barwy
polityczne i wizje tego, jak powinna wygląda reforma systemu. Teraz równie
powszechne jak ubiegłoroczny kredyt zaufania jest przekonanie, że miniony rok w
ochronie zdrowia został zmarnowany. Kredyt zaufania minister Jolancie
Sobierańskiej-Grendzie spłacać zaś jest tym trudniej, że resort zdrowia jest
permanentnie na garnuszku Ministerstwa Finansów i Gospodarki i na politycznej smyczy szefa rządu.
To, jak krótka jest to smycz, przekonaliśmy się w ostatnich tygodniach, kiedy
przyszło do proponowania reformy systemu.