Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie akty dywersji na terenie Polski stały się impulsem do renegocjacji umowy z Ukrainą.
  • Który zapis nowej umowy przyznaje ukraińskim służbom bezprecedensowe uprawnienia na terenie Polski.
  • Jakie zagrożenia, od rosyjskiej infiltracji po pobór do wojska, wskazują eksperci i byli szefowie służb.
  • Od czego zależy, czy umowa nie okaże się „pistoletem na kapiszony” w walce z realnym zagrożeniem.

Nowa umowa między Polską a Ukrainą o współpracy w zwalczaniu przestępczości jest pokłosiem dwóch aktów dywersji na linii kolejowej Warszawa–Dorohusk, w listopadzie ubiegłego roku. Dokonało ich dwóch obywateli Ukrainy: Jewhienij Iwanow i Ołeksandr Kononow, którzy od dawna byli współpracownikami rosyjskich służb, a jeden z nich zaledwie kilka miesięcy wcześniej był skazany (zaocznie) przez sąd we Lwowie za sabotaż w fabryce broni. Mimo to, wjechali do Polski i podłożyli materiał wybuchowy na torach w Mice, a na stacji kolejowej Gołąb uszkodzili linie kolejowe, by wykoleić pociągi. Po ataku uciekli na Białoruś. Obaj są poszukiwani listami gończymi.

Ukraińskie służby, chociaż posiadają dobre rozpoznanie środowisk prorosyjskich na swoim terenie, nie informują strony polskiej o osobach, które mogą dopuścić się aktów terroru na zlecenie Rosji. Nowa umowa z Ukrainą – jak ogłosił premier Donald Tusk nie pozwoli na powtórkę takich zdarzeń. Dotąd obowiązywała regulacja z 1999 r.

Potrzebna jest nowa umowa z Ukrainą. Posłowie PiS i Konfederacji nie są do końca z niej zadowoleni 

W Polsce mieszka ponad milion Ukraińców. Niektórzy z nich popełniają wykroczenia i przestępstwa. Jak wskazały w swoich wnioskach MSWiA i MSZ „służby obu państw muszą mieć ramy prawne dla wspólnego dbania o bezpieczeństwo publiczne”. Nie jest tajemnicą, że „środowiska imigranckie są infiltrowane przez służby rosyjskie, które prowadzą wśród nich intensywny werbunek” i dlatego niezbędna jest ścisła współpraca służb wywiadowczych i kontrwywiadowczych Ukrainy i Polski. Od dawna apelowali o to byli i obecni funkcjonariusze służb.

– Argumentami przemawiającymi za związaniem się nową umową jest potrzeba dostosowania form i zasad współpracy w zwalczaniu przestępczości do nowych wyzwań, nowych metod popełniania przestępstw, a także unormowania stosowania dodatkowych form działań operacyjnych. Postanowienia umowy z 1999 r. są oceniane jako niewystarczające dla realizacji zakładanego celu – mówił w Sejmie jej sprawozdawca, poseł Artur Łącki, dodając, że umowa pozwoli skuteczniej ścigać przestępstwa. W maju za ratyfikowaniem umowy (musi zrobić to ostatecznie prezydent RP) głosowało 242 osoby, 185 posłów PiS i Konfederacji wstrzymało się od głosu.

Co budzi sprzeciw opozycji? Głównie obustronna wymiana informacji na zasadzie wzajemności. Umowa zakłada, że strony będą zobowiązane do współpracy m.in. w poszukiwaniu osób zaginionych, ukrywających się przed organami ścigania, w identyfikacji osób o nieustalonej tożsamości, poszukiwaniu przedmiotów pochodzących z przestępstw oraz uzyskiwanych z tego korzyści.

Współpraca ma polegać głównie na wymianie informacji. Wnioski w sytuacjach niecierpiących zwłoki służby obu krajów będą mogły być składane także ustnie. Wszystko to na zasadzie wzajemności.

Andrzej Zapałowski, poseł Konfederacji wskazywał w Sejmie, że, „Należy stworzyć bazy danych na Ukrainie z dostępem Polski do informacji na temat osób skazanych, podejrzewanych na Ukrainie o przestępstwa wobec państwa, akty dywersji, terroru oraz uzyskać dostęp do danych biometrycznych” – a w Polsce utworzyć bazy danych cudzoziemców skazanych na Ukrainie za terroryzm i przestępczość. W umowie nie ma wymienionego katalogu informacji, czy i do jakich baz danych polskie służby uzyskałyby dostęp. – Z Polski nikt nie jedzie do Ukrainy organizować aktów sabotażu, w odwrotnym kierunku, niestety ma to miejsce – zauważa jeden z parlamentarzystów.

Lawina wątpliwości czy umowa jest dobra dla polskiej racji stanu

Obecna umowa wprowadza nowe formy współpracy i jedna z nich budzi kontrowersje: tzw. przesyłka niejawnie nadzorowana. W ramach takiego działania obie strony mogą uruchamiać operację specjalną i wykorzystywać funkcjonariuszy pod przykryciem.

Potencjalny scenariusz może wyglądać tak: ukraińskie służby trafiają na trop klienta z Zachodu, który chce kupić na Ukrainie nielegalną broń. Organizują operację specjalną i w jej ramach tzw. przesyłkę niejawnie kontrolowaną. Śledzą ją, a kiedy przesyłka wjeżdża do Polski, chcą kontynuować operację na terenie naszego kraju. Według umowy, po uzyskaniu zgody polskich służb mogą to robić. To oznacza, że np. SBU będzie prowadzić działania operacyjne na terenie naszego kraju.

Wpuszczanie obcych służb zawsze jest niebezpieczne, a zwłaszcza w przypadku Ukrainy powinno to wzbudzać czujność. Ponieważ Ukraina nie należy do Unii Europejskiej, nie spełnia europejskich standardów, jest przeżarta korupcją, w dodatku tamtejsze organy czy służby przenika rosyjska agentura

poseł PiS Jarosław Zieliński

Zapis dotyczący przesyłki niejawnie kontrolowanej na terytorium drugiej strony wzbudził najwięcej kontrowersji.

– Taki zapis w umowie międzynarodowej dopuszcza, że obce służby mogłyby działać samodzielnie na terytorium naszego suwerennego państwa. Wpuszczanie obcych służb zawsze jest niebezpieczne, a zwłaszcza w przypadku Ukrainy powinno to wzbudzać czujność. Ponieważ Ukraina nie należy do Unii Europejskiej, nie spełnia europejskich standardów, jest przeżarta korupcją, w dodatku tamtejsze organy czy służby przenika rosyjska agentura – mówi „Rz” poseł Jarosław Zieliński, dodając, że dlatego zapis art. 11 „wzbudził duży niepokój i zastrzeżenia” i dlatego klub PiS wstrzymał się od głosu podczas ratyfikowania w Sejmie polsko-ukraińskiej umowy. – Nie chcielibyśmy, żeby tą drogą, jeśli ktoś wyda zgodę na działania np. SBU na terenie Polski – a umowa to dopuszcza – wnikali do naszego kraju przestępcy czy rosyjska agentura. Mamy prawo się tego obawiać – podkreśla.

Według Stanisława Żaryna, byłego wicekoordynatora służb specjalnych w rządzie PiS „sam komponent związany z wymianą informacji być może nie jest zły i rzeczywiście może odpowiadać potrzebom Polski w szybszym ściąganiu z Ukrainy pewnych informacji np. o osobach skazanych czy poszukiwanych”.

– Wątpliwości budzą uprawnienia związane stricte z działalnością operacyjną w zakresie chociażby przesyłania stronie objętej umową wniosków o wykonywanie konkretnych działań na poziomie operacyjnego rozpoznawania różnego rodzaju środowisk czy osób. Te zapisy budzą mój niepokój. Podobnie jak dotyczące przesyłki niejawnie kontrolowanej. To przecież jedno z typów działań o charakterze specjalnym, dlatego tego typu współpracy powinny dotyczyć specjalne obostrzenia. Niepokojące jest wzmocnienie kompetencji w zakresie wzajemnych usług w tej kwestii – ocenia Żaryn. I podkreśla, że Ukraina prowadzi wojnę obrończą, więc może ponosić większe ryzyko działań operacyjnych, czy związanych z rozpoznawaniem czy neutralizowaniem zagrożeń i inaczej będzie wiedzieć swoje potrzeby niż Polska – kraj będący w stanie pokoju.

– Pytanie, czy strona ukraińska korzystając z nowej umowy nie będzie oczekiwała od nas pomocy przy wcielaniu Ukraińców żyjących w Polsce do armii ukraińskiej. Działania werbunkowe na terenie Ukrainy prowadzone w coraz bardziej drastyczny sposób, chwilami wygląda to jak łapanka i bardzo źle by się stało, gdyby do czegoś takiego doszło – zastanawia się Żaryn.

Były policjant: ta umowa to pistolet na kapiszony

Wątpliwości ma także prof. Tomasz Safjański z Akademii WSB zajmujący się przestępczością cudzoziemską. – Ta regulacja usprawni codzienne, rutynowe działania policji w sprawach przestępczości drogowej, gospodarczej czy pospolitej. Co przy obecnej skali migracji i intensywności relacji polsko-ukraińskich jest pożądane. Ale na tym jej zalety się kończą – ocenia Safjański, były policjant. I uważa, że z punktu widzenia bezpieczeństwa narodowego jest to regulacja „zapóźniona koncepcyjnie o całe dekady”, która raczej nie przyczyni się do rozmontowywania akcji dywersyjnych, które zleca Rosja, werbując wykonawców w internecie.

– Uchwalana umowa daje naszym służbom pistolet na kapiszony w momencie, gdy przeciwnik prowadzi już przeciwko nam precyzyjne operacje sabotażowe. Jeśli politycy szybko nie obudują tego aktu konkretnymi mechanizmami wykonawczymi, polskie i ukraińskie organy ścigania pozostaną jedynie bezradnymi kronikarzami kolejnych aktów wrogiej dywersji – mówi Tomasz Safjański.

Co więc należy zrobić, żeby umowa nie stała się bezużytecznym świstkiem papieru? Potrzeba szybkich, twardych porozumień wykonawczych w trzech kluczowych obszarach. – Musi powstać automatyczna, wspólna baza danych i stały zespół analityków operacyjnych, do którego spływają dane o profilach werbowanych sprawców, portfelach kryptowalutowych, botnetach czy technikach sabotażowych – wylicza prof. Safjański.

Po drugie – wskazuje – musimy uderzyć w sam model cyfrowego outsourcingu. – Przesyłka niejawnie nadzorowana musi objąć cyfrowe operacje niejawne – w tym kontrolowany zakup usług sabotażowych w sieci czy przejmowanie kanałów werbunkowych wroga. Do tego niezbędna jest wspólna komórka do mapowania i natychmiastowego blokowania przepływów finansowych i kryptoaktywów – zaznacza ekspert.

Prezydent podpisał umowę, ale zwleka z jej ratyfikacją

Ustawa o ratyfikacji Umowy między Rządem Rzeczypospolitej Polskiej a Gabinetem Ministrów Ukrainy o współpracy w zwalczaniu przestępczości została podpisana we Lwowie już w grudniu 2023 r.. Sejm uchwalił ją 17 kwietnia tego roku. Ustawę 8 maja przekazano Prezydentowi RP, a ten ją podpisał 18 maja – wynika z harmonogramu przebiegu legislacyjnego ustawy. Jak informuje nas MSWiA „weszła w życie 9 czerwca”. Ale nie obowiązuje.

12 czerwca MSZ przekazał ją w celu ratyfikacji – jak wszystkie umowy międzynarodowe – do Kancelarii Prezydenta RP. „Czekamy na rozpatrzenie wniosku” – przyznaje MSWiA.

„Obecnie jest procedowany w Kancelarii Prezydenta RP akt ratyfikacyjny dotyczący wskazanego w ustawie obszaru. O zakończeniu tego procesu Kancelaria Prezydenta RP poinformuje niezwłocznie za pośrednictwem oficjalnych kanałów komunikacji” – odpowiedziała na nasze pytania prezydencka kancelaria podkreślając, że konstytucja nie przewiduje żadnych terminów ratyfikacji umów przez głowę państwa.

Wejście w życie nowej umowy może wydłużyć lub skomplikować jeszcze jedno – sprawa nadania imienia „bohaterów UPA” jednemu z batalionów wojskowych na Ukrainie i odebranie Orderu Orła Białego Włodymyrowi Zełenskiemu. „Umowa wchodzi w życie dopiero wówczas, gdy oba państwa powiadomią się o zakończeniu swoich procedur ratyfikacyjnych” – dodała Kancelaria Prezydenta RP.