O granicach prezydenckich kompetencji, kulturze politycznej i prawnej, przyszłości Trybunału Konstytucyjnego oraz konsekwencjach politycznej polaryzacji Marzena Tabor-Olszewska rozmawia z konstytucjonalistą i ustrojoznawcą profesorem Uniwersytetu Warszawskiego Tomaszem Słomką.

Reklama
Reklama

Spór między organami państwa sam w sobie nie musi oznaczać kryzysu. Jak tłumaczy prof. Tomasz Słomka, demokracja zakłada istnienie mechanizmów kontroli i wzajemnego hamowania się władz. Problem pojawia się wtedy, gdy polityczny konflikt przestaje być merytorycznym sporem, a zaczyna służyć przede wszystkim eliminowaniu przeciwnika. – To jest istota demokracji właśnie, że będą sobie patrzeć na ręce, że będą się kontrolować, że będą się hamować, ale założenie jest takie, że jest w tym bardzo głęboki sens racjonalny, że hamują się, spierają, ale są merytoryczni – podkreśla profesor Słomka.

Przepisy są, wola ich stosowania – niekoniecznie

Konstytucja i ustawy przewidują wiele bezpieczników mających ograniczać władzę poszczególnych organów: prezydenckie weto, możliwość skierowania ustawy do Trybunału Konstytucyjnego, wotum nieufności czy procedurę skrócenia kadencji parlamentu. Jednak nawet dobrze skonstruowane przepisy nie wystarczą, jeśli politycy nie respektują zasad. – A więc jesteśmy w pewnym problemie. Przepis może być dobry, wycyzelowany, przewidywalny, ale uczestnicy nie chcą się do niego stosować – wskazuje Tomasz Słomka.

Czytaj więcej

Donald Tusk się nie ugnie. Scenariusz wejścia Macieja Berka do TK jest gotowy

W rozmowie pojawia się również kwestia odpowiedzialności osób sprawujących najwyższe funkcje publiczne. Prof. Słomka przypomina, że państwo nie powinno być traktowane jako narzędzie do realizowania własnych ambicji politycznych. – Minister to jest sługa państwa. To nie jest ktoś, kto po prostu dzierży władzę, cieszy się tą władzą, wykorzystuje dla własnych potrzeb. Nie. On ma tę władzę po to, aby służyć Rzeczpospolitej, która jest dobrem wspólnym i służyć wszystkim obywatelkom i obywatelom – mówi profesor Tomasz Słomka.

Odżywa zjawisko cezaryzmu demokratycznego

Jednym z kluczowych tematów rozmowy jest tzw. cezaryzm demokratyczny – sytuacja, w której polityk lub instytucja zdobywa demokratyczną legitymację, a następnie traktuje ją jako zgodę na niemal nieograniczone sprawowanie władzy. – I mam takie wrażenie, że niektórzy politycy wyobrażają sobie demokrację na etapie wyborów, ale po wyborach już zapominają, gdzie te granice powinny być i że przyjdzie wcześniej czy później jakaś weryfikacja tego, co się robi – ocenia Tomasz Słomka.

Profesor zwraca też uwagę na koncepcję „demokracji totalitarnej”, w której demokratycznie wybrana władza próbuje kumulować wpływy i zmieniać reguły systemu tak, aby utrzymać swoją przewagę. Przykładem, który przywołuje, są Węgry Viktora Orbána i idea nieliberalnej demokracji. – A więc cezaryzm demokratyczny, demokracja totalitarna, mam takie wrażenie, że te koncepcje odżywają i stajemy się świadkami na co dzień ich funkcjonowania – ocenia Tomasz Słomka.

Czytaj więcej

„Polska nie potrzebuje politycznych patronów”. Karol Nawrocki apeluje o reformę TK

Przy ślubowaniu prezydent ma rolę notariuszowską

Szczególne miejsce w rozmowie zajmuje sprawa Macieja Berka i jego ślubowania jako sędziego Trybunału Konstytucyjnego. Prof. Słomka ocenia, że rola prezydenta przy odbieraniu ślubowania ma charakter przede wszystkim formalny, a głowa państwa nie powinna decydować o tym, czy wybrany przez Sejm sędzia spełnia wymogi do objęcia urzędu. – To jest rola notariuszowska – mówi gość podcastu. Prezydent występuje tu jako notariusz państwa, jako głowa państwa. Najwyższy reprezentant Rzeczypospolitej dokonuje wprowadzenia sędziów na urząd, ale on nie decyduje o tym, czy ci sędziowie są wybrani poprawnie, czy niepoprawnie.

Naprawa Trybunału Konstytucyjnego pozostaje jednym z najtrudniejszych wyzwań ustrojowych. Prof. Słomka wskazuje nawet na skrajny, hipotetyczny scenariusz polegający na wykreśleniu Trybunału z Konstytucji i stworzeniu go na nowo, ale jednocześnie zauważa polityczną nierealność takiego rozwiązania. Bardziej praktyczne byłoby dopuszczenie do orzekania sędziów, którzy zostali skutecznie wybrani. – To byłoby oczywiście idealne rozwiązanie.

Skutki politycznej wojny

Jeśli konflikt między rządem a prezydentem będzie się pogłębiał, państwo może zacząć funkcjonować w warunkach konkurujących ze sobą wizji porządku konstytucyjnego. – Będziemy po prostu dryfować w takich różnych wyobrażeniach porządku konstytucyjnego, że rząd i większość parlamentarna będą sobie kultywowały swoją wizję konstytucji, prezydent swoją, Trybunał Konstytucyjny swoją i będziemy mieli taki świat wielu wyobrażeń konstytucyjnych – ocenia Tomasz Słomka.

Czytaj więcej

Sondaż: Polacy chcą kompromisowego projektu ustawy ws. kryptowalut

Skutki politycznej wojny mogą dotknąć nie tylko instytucji państwa, ale również obywateli. Jednym z najbardziej niepokojących efektów polaryzacji jest zniechęcenie części wyborców do udziału w życiu publicznym. Szczególnie niepokojące – zdaniem profesora – są postawy młodych ludzi, którzy politykę postrzegają jako obszar brudny, niezrozumiały i niewarty zaangażowania. – Młodzi ludzie mówią coraz częściej: polityka jest bagnem, polityka jest czymś brudnym, nie rozumiem polityki, nie chcę się w to angażować, chcę jak najdalej uciec, nie rozumiem tych reguł – wskazuje gość podcastu.

W ostatniej części rozmowy Marzena Tabor-Olszewska i prof. Tomasz Słomka wracają do nominacji Macieja Berka. Profesor zastanawia się, dlaczego premier Donald Tusk tak mocno zaangażował się w promocję konkretnego kandydata na sędziego Trybunału Konstytucyjnego i czy za tą nominacją stoi określona polityczna misja. – Czy jest jakaś misja zlecona przez premiera? Wolę nawet nie myśleć w tych kategoriach, że władza wykonawcza mogłaby zlecić coś do zrobienia we władzy sądowniczej. To powinno być absolutnie rowem mariańskim podzielone – stanowczo twierdzi gość podcastu.