Łukasik zaznaczyła, że przez długi czas milczała, ale zdecydowała się zabrać głos ze względu na kierowane pod jej adresem oskarżenia. — Zajmuję się zarządzaniem w służbie zdrowia prawie 30 lat. Chcę opowiedzieć o tym, co zastałam w tym szpitalu. Wiem, za co ponoszę odpowiedzialność. I nie pozwolę zrzucać na siebie odpowiedzialności za błędy innych — powiedziała w wywiadzie dla Onetu.

Łukasik objęła stanowisko 1 kwietnia 2025 r. Przejęła wówczas zarządzanie placówką z zastaną obsadą kadrową oraz umowami zawartymi przez poprzedniego prezesa Artura Krawczyka oraz dyrektorkę medyczną Agatę Kusz-Rynkun.

Czytaj więcej

600 tys. zł za kierowanie SOR-em częściowo zdalnie. Drugi etat lekarz ma w szpitalu 300 km dalej

Polityka i miliony w tle. Wątek Dawida Kacprzyka

Jedną z kluczowych postaci w sprawie jest młody lekarz bez specjalizacji Dawid Kacprzyk, który pełnił funkcję koordynatora SOR-u. Jego stawka wynosiła 330 zł za godzinę. — Rozumiem społeczne emocje, ale trzeba spojrzeć na realia rynku. Zatrudnienie lekarzy na SOR-ach jest bardzo trudne, a stawki kontraktowe są dziś wysokie — tłumaczyła była prezes w rozmowie z Onetem.

Łukasik zwróciła uwagę na tło polityczne Kacprzyka oraz jego deklaracje od pierwszego dnia pracy. — Pierwszego dnia pracy Dawid Kacprzyk powiedział mi, że »pilnuje szpitala w imieniu Rafała Trzaskowskiego«. Najpierw odebrałam to jako żart. Później zobaczyłam, że utrzymywał bliskie relacje z wiceprezydent Warszawy Renatą Kaznowską i innymi urzędnikami stołecznego ratusza — przekazała portalowi Onet.

Wskazała również na nieprawidłowości w rozliczeniach czasu pracy lekarza. Jak ujawniła, po pytaniach dziennikarzy Kacprzyk wpłacił na konto szpitala pół miliona złotych jako "wyrównanie wynagrodzenia". — Wtedy zrozumiałam, że sprawa jest poważna i złożyłam na niego zawiadomienie do prokuratury — powiadomiła była szefowa placówki. Kacprzyk dysponował także tzw. "salonikiem VIP", przydzielonym mu przez poprzedniego prezesa.

Czytaj więcej

Śmierć na SOR w Szpitalu Bródnowskim. Dawid Kacprzyk miał nie rozpoznać zawału serca

Nienależne premie i fikcyjne zyski chirurgii

Kolejny wątek dotyczy dr. Emila Jędrzejewskiego, ordynatora chirurgii. Zgodnie z umową miał on zagwarantowaną premię w wysokości 10 proc. dochodu oddziału. W 2024 r. wypłacono mu z tego tytułu ponad 700 tys. zł.

Łukasik zakwestionowała rentowność oddziału chirurgicznego, wskazując na potencjalny mechanizm finansowy. — Analiza wskazywała, że koszty części lekarzy wykonujących pracę przy operacjach mogły być księgowane na intensywnej terapii w taki sposób, że nie obciążały chirurgii — wyjaśniła w wywiadzie dla Onetu.

Wymuszony przez prezes audyt zewnętrzny potwierdził jej przypuszczenia i zakwestionował ponad 500 tys. zł wypłaconej wcześniej premii. Szpital wystąpił na ścieżkę sądową przeciwko Jędrzejewskiemu, domagając się zwrotu środków i wstrzymując kolejne wypłaty. Podczas konfliktu ordynator przyprowadził do jej gabinetu wiceminister zdrowia Katarzynę Kacperczyk. — Odebrałam to jako pokaz siły oraz próbę wzmocnienia jego pozycji w szpitalu — dodała Łukasik.

Czytaj więcej

Szpital Bródnowski zakończył kontrolę grafików Dawida Kacprzyka. Wykazano „niespójności”

Patologie w prosektorium 

W rozmowie poruszono również sprawę koordynatora prosektorium Artura Habowskiego. Była prezes ujawniła, że pod szpitalem stała chłodnia w specjalnie przygotowanej naczepie, za której udostępnianie prywatnym firmom pogrzebowym pobierano niewielkie opłaty ryczałtowe, podczas gdy koszty utrzymania ponosiła placówka.

W prokuraturze znalazły się zawiadomienia dotyczące ukrytego sprzętu do nagrywania w prosektorium oraz robienia zdjęć zwłokom. Łukasik wspomniała także o rutynowej kontroli sanepidu na oddziale wewnętrznym, podczas której w zablokowanym pomieszczeniu odkryto nowe ubrania i około 30 par butów. — Później, po doniesieniach Onetu o nieprawidłowościach w prosektorium, zaczęłam podejrzewać, że to był magazyn Habowskiego... z rzeczami, które rodziny przyniosły do ubrania zmarłych — powiedziała Onetowi.

Czytaj więcej

Nieprawidłowości w Szpitalu Południowym. Raport NIK wskazuje liczne uchybienia

Reakcja władz miasta i przeniesiony układ

Anna Łukasik podkreśliła, że o wynikach audytów informowała przedstawicieli stołecznego ratusza, w tym wiceprezydent Renatą Kaznowską i burmistrza Ursynowa Roberta Kempę. Jak relacjonuje, urzędnicy nie chcieli przyjmować dokumentów drogą elektroniczną, żądając wersji papierowych w zamkniętych kopertach.

Była szefowa szpitala ocenia, że w placówce powielono mechanizmy z innej miejskiej jednostki. — W Szpitalu Południowym odtworzył się układ personalny z zamkniętego wcześniej miejskiego szpitala na Solcu — zaznaczyła na łamach Onetu.

— Rozumiem ten zarzut i nie uchylam się od odpowiedzialności za decyzje, których nie podjęłam wystarczająco szybko — mówi Łukasik, dodając, że sama nie brała udziału w procederze wyprowadzania środków.