Jeśli nie da się podważyć wiarygodności faktów, zawsze pozostaje próba podważenia wiarygodności tego, kto je zebrał. Z takiego założenia wyszedł były już publicysta „Tygodnika Sieci”, współtwórca Platformy Obywatelskiej i ostatnio jeden z najzagorzalszych krytyków polityki, którą prowadzi Prawo i Sprawiedliwość – Jan Rokita.
Jan Rokita nie rozumie, że walka o interes geostrategiczny Polski nie wyklucza równoległej walki o pamięć historyczną
Święty Antoni Wielki, znany także Antonim Pustelnikiem, uznawany za rewolucjonistę duchowości chrześcijańskiej, miał stwierdzić: „Kto siedzi na pustyni i trwa w milczeniu, uwalnia się od trzech wojen: słuchu, mowy i wzroku”. Jan Rokita, który wysunął skrajnie nieuczciwą diagnozę moich działań na łamach „Rzeczpospolitej”, od cytowanych trzech wojen niestety się nie uwolnił, jednak mimo tego pustelnictwo ewidentnie podziałało na niego dość szkodliwie. Sformułowana przez mojego krytyka teoria, iż swoimi działaniami próbuję dołączyć Polskę do „osi zła”, to jedynie dowód na to, że nie widzi on tego, co jest prawdziwym złem, oraz tego, że rzeczywistość prawie nigdy nie jest czarno-biała, co mocno dziwi, bo od tak doświadczonej politycznie osoby powinniśmy wymagać znacznie więcej.
Czytaj więcej
Przemysław Czarnek, wykorzystując przydzieloną mu przez Jarosława Kaczyńskiego pozycję kandydata na premiera, próbuje przeciągnąć PiS do grona nien...
Jan Rokita zdaje się nie rozumieć, że walka o interes geostrategiczny Rzeczypospolitej Polskiej nie wyklucza równoległej walki o pamięć historyczną i szacunek dla naszych rodaków. Dobry strateg nie wybiera między frontami, tylko potrafi nimi zarządzać, dlatego nie ma jakiejkolwiek sprzeczności w podejmowaniu działań, które doprowadzą do klęski Rosji w jej wojnie z Ukrainą, oraz w wymaganiu od władz w Kijowie uczciwości w relacjach z Polską.
PiS zawsze wiedział, gdzie jest „oś zła” i po której jej stronie jest Polska
Prawo i Sprawiedliwość zawsze miało właściwą diagnozę zagrożeń, jakie niesie rosyjski imperializm. Przed Putinem ostrzegał śp. prof. Lech Kaczyński, przed Putinem ostrzegał także prezes Jarosław Kaczyński. Robili to także wtedy, gdy były kolega Jana Rokity Donald Tusk nazywał ich rusofobami i przekonywał, że trzeba się dogadać z Rosją „taką, jaką ona jest”.
Moje środowisko polityczne zawsze wiedziało i dalej wie, gdzie jest „oś zła” i po której jej stronie jest Polska. Dlatego to właśnie rząd Prawa i Sprawiedliwości ruszył z pomocą walczącej Ukrainie z o wiele większą determinacją niż reszta Europy. Nie robiliśmy tego jednak dlatego, że Kijów jest kluczowym sojusznikiem, któremu należy zawsze, za wszelką cenę i bez żadnych ustępstw pomagać. Robiliśmy to dlatego, że zwłaszcza my tu, na wschodzie Polski, w bezpośrednim sąsiedztwie wojny, po prawej stronie Wisły, czyli na terenach, które niegdyś przyjaciele Jana Rokity chcieli zostawić bez obrony, dokładnie wiemy, że rozpędzony Putin stanowi dla nas śmiertelne zagrożenie.
Przemysław Czarnek: Zawsze uważałem, że pomoc dla Ukrainy musi iść równolegle z walką o prawdę o rzezi wołyńskiej
Jednak rzeź wołyńska, ludobójstwo na Polakach i postawa ukraińskich władz zawsze była cierniem w naszych relacjach z Ukrainą. Nawet jeśli niewielka część mojego obozu politycznego uznawała, że ukraińskie nierozliczenie się z historią należy odłożyć na jakiś czas na bok, ja zawsze i konsekwentnie trwałem na stanowisku, że pomoc musi iść równolegle z walką o prawdę, a samo wsparcie ma służyć przede wszystkim temu, żeby Polska pozostała bezpieczna. I robiłem tak także wówczas, gdy w odpowiedzi od niektórych polityków dziś stawiających się poza PiS słyszałem, że nie wolno nam, bo Ukraińcy dają daninę krwi. Tak, to prawda, dają, ale za swoją ojczyznę i dzięki naszemu wsparciu. To wcale nie oznacza, że mamy zrezygnować z ubiegania się o prawdę i partnerstwo w naszych relacjach. I tym bardziej nie oznacza, że taka postawa to prorosyjskość. Stanie na straży interesów polskich jest po prostu propolskie, a nie prorosyjskie.
Mam nadzieję, że Jan Rokita wie o tym, że Ukraina jest wciąż niepodległa, a Zełenski żywy m.in. właśnie dlatego, że rząd Prawa i Sprawiedliwości wsparł ich w walce z rosyjskim dyktatorem i zmotywował resztę Europy do intensyfikacji wsparcia. Ja też w tym rządzie byłem.
Czy naprawdę walka o należny szacunek dla ofiar ukraińskiego nacjonalizmu pozycjonuje Polskę w „osi zła”?
Chrześcijańska cywilizacja, której jesteśmy częścią, odkrywa przed nami rzeczywistość: każdy człowiek posiada niezbywalną godność, ponieważ został stworzony na obraz i podobieństwo Boga. Oznacza to także prawo do godnego pochówku i upamiętnienia. Zełenski odmawiał tego prawa tysiącom Polaków pomordowanych przez jego rodaków, a dodatkowo – wyłącznie z politycznego wyrachowania i cynizmu – postanowił upamiętniać i wynieść na piedestał morderców z UPA.
Kiedy, jeśli nie teraz, jest najwłaściwszy moment na to, żeby zacząć stawiać ultimatum i bezwzględnie zacząć domagać się tego, co nam się należy? Czy naprawdę walka o należny szacunek dla ofiar ukraińskiego nacjonalizmu pozycjonuje Polskę w „osi zła”? Chowanie głowy w piasek, ojkofobia, kompleksy narodowe i syndrom niższości były do tej pory domeną byłej partii Jana Rokity, czyli Platformy Obywatelskiej. Czyżby historia zatoczyła koło i niedoszły „premier z Krakowa” przeszedł drogę z krytyka działań partii Tuska do jego mentalnego spadkobiercy?
Czytaj więcej
To nie trzecia droga, ale przybudówka układu – mówił lider stowarzyszenia Rozwój Plus Mateusz Morawiecki o Trzeciej Drodze, najwyraźniej zapowiadaj...
Jan Rokita błędnie zarzuca mi zaprzeczenie dziedzictwa ideowego PiS-u. Czy naszym dziedzictwem nie jest walka o prawdę, tożsamość i uczciwość? Czy dziedzictwem PiS-u nie jest hasło, które prowadziło prezydenta Nawrockiego do zwycięstwa, czyli „Po pierwsze Polska, po pierwsze Polacy”? Moje działania są urzeczywistnieniem tego hasła. Nigdy nie zszedłem i nie zejdę z drogi walki o to, co polskie, nawet jeśli Jan Rokita postanowi wydać na mój temat kilkutomowy zbiór esejów.
Będę to powtarzał do znudzenia: Polska powinna używać wszystkich możliwych instrumentów nacisku na Ukrainę, by zeszła z drogi hołubienia morderców, którzy doprowadzili do jednej z największych tragedii w historii narodu polskiego. Do tych instrumentów należą: stopniowe uzależnienie wsparcia od zmiany decyzji dotyczących polityki historycznej, oczekiwanie od Unii Europejskiej, by wywierała naciski na Ukrainę, aby odeszła ona od działań polegających na oddawaniu czci mordercom oraz blokowanie przez polski rząd akcesji Ukrainy do UE tak długo, jak nie zejdzie z tej błędnej drogi.
Co równie ważne, równolegle do spraw historycznych, godnościowych, musimy żądać od Ukrainy respektowania polskich interesów na przyszłość. Od tych pojedynczych – zapłata polskiej firmie wyrzuconej z placu budowy we Lwowie, jak i uwzględnienie polskich firm w odbudowie Ukrainy. Musimy żądać także partnerstwa w relacjach zagranicznych, zaprzestania spotykania się i uzgodnień ponad naszymi głowami wyłącznie z krajami Europy Zachodniej, jak i wykluczania nas na wniosek Zełenskiego z nowych europejskich sojuszy. Mamy do tego prawo i obowiązek, ale i możliwości.
Przemysław Czarnek: Nazizm trzeba nazywać po imieniu
„Zachodnie Ukraińskie Ziemie w przyszłym Państwie Ukraińskim mają być czyste pod względem narodowym. Nie można dopuścić do tego, aby po zwycięstwie polski element mógł tu żyć obok Ukraińców. (…) Wobec wrogiego elementu należy wykazać się takim okrucieństwem w czasie powstania, aby jeszcze dziesiąte pokolenie bało się choćby popatrzeć w stronę Ukrainy. (…) W powstaniu na pierwsze miejsce wysuwa się okrucieństwo i nienawiść. Tylko wtedy będziemy mieli moralną przewagę, jeśli wykażemy się większym okrucieństwem wobec nich.” – to cytaty z Mychajło Kołodzińskiego, który był jednym z głównych ideologów OUN i autorem „Ukraińskiej doktryny wojennej” napisanej w 1938 r. Czy bardzo różnią się one od cytatów z hitlerowskiego „Mein Kampf”, gdzie autor ideologii nazistowskiej pisał, że państwo musi dbać o zachowanie czystości rasy, a silniejszy musi panować, a nie stapiać się ze słabszym? Czy naprawdę nie powinniśmy stawiać znaku równości między ideologią nazistowską a ideologią tworzoną przez ukraińskich nacjonalistów w czasie II wojny światowej? Przecież jedyna różnica polega na tym, że Ukraińcy nie dali rady urzeczywistnić swojej ideologii na tak dużym obszarze jak III Rzesza, przez to ich nazizm nie jest tak powszechnie znany w Europie jak nazizm niemiecki.
Uważam, że obecny rząd ukraiński, oddając hołd i wynosząc na piedestał tych, którzy realizowali politykę czystości narodowej poprzez fizyczną eksterminację Polaków, promuje ideologię nazistowską. Tak samo mówiłbym o rządzie niemieckim, gdyby nasi zachodni sąsiedzi nazwali jedną ze swoich jednostek wojskowych imieniem Rudolfa Hoessa i stworzyli panteon bohaterów narodowych, w którym umieściliby NSDAP, Hitlera, Himmlera i Goeringa. Zarzucanie mi prorosyjskości przez Rokitę to ten sam rodzaj moralnej tępej pałki propagandowej, jaką znamy z TVN, Gazety Wyborczej czy wprost z obozu politycznego Tuska.
Dość prawicy z pluszu
Polacy o konserwatywnych, tradycyjnych i patriotycznych poglądach mają dość prawicy z pluszu. Prawica z pluszu będzie przegrywać lękiem przed złamaniem pseudostandardów poprawności politycznej skalibrowanych przez tzw. elity lewicowo-liberalne. Miękkość w sporze, ostrożność w sądach i gotowość do wymiany zasad na chwilowy spokój to postawa, na którą można sobie pozwolić jedynie podczas luźnej rozmowy przy grillu. Każdy zgniły kompromis przedstawiany jest jako triumf rozsądku, choć w rzeczywistości bywa jedynie kolejnym etapem ideowej kapitulacji. Historia uczy, że środowiska polityczne tracą znaczenie nie wtedy, gdy pozostają wierne swoim przekonaniom, lecz wtedy, gdy przestają wierzyć, że warto ich bronić. Prawica, która boi się własnego języka, własnych wartości i własnych celów, przestaje być prawicą, a staje się jedynie łagodniejszą odmianą swoich przeciwników. Tylko pełna świadomość takiego stanu rzeczy doprowadzi nas do zwycięstwa w najbliższych wyborach parlamentarnych.
Jana Rokitę z polityki wypchnął Donald Tusk. Lata niebytu to z pewnością dla osoby tak zaangażowanej w życie publiczne musiała być droga przez ciernie. Platforma Obywatelska nie chciała przyjąć z powrotem człowieka, który sprzeciwił się kierownikowi, a drzwi Prawa i Sprawiedliwości pozostawały zamknięte. Kto wie, czy esej Rokity nie był jednocześnie biletem na grilla, który otworzy przed nim drogę do nowego ugrupowania z prawicowego pluszu.
Tytuł, lead i śródtytuły pochodzą od redakcji