Ledwie około dwustu powstańców warszawskich dożyło naszych dni. Mają dziś po sto, a w najlepszym razie po 90 lat, do walki zostali wciągnięci jako dzieci. 78 lat temu pierwsze dni sierpnia były chwilami triumfu: przecież wreszcie bijemy Niemców, przecież Ruscy stoją już na praskim brzegu, przecież Anglicy zrzucą do Warszawy polską brygadę spadochronową, przecież…

Czytaj więcej

Puste niebo nad Warszawą. Co znacznie zwiększyłoby szanse polskiego zrywu?

Krwawa ofiara walczącej Warszawy nie przekonała aliantów i Sowietów

Kiedy ruszali do walki, było jasne, że to jest zryw daremny, bez sensu i realnego celu. Ale wiedziało o tym dowództwo, nie ci, którzy szli do boju ze straceńczym śpiewem, że „na Tygrysy mamy vis-y”. Jeszcze w ostatnich dniach lipca kurier Jan Nowak-Jeziorański przywiózł z Londynu rozkaz o niewszczynaniu powstania, bo anglo-amerykańscy sojusznicy nie są w stanie pomóc, a na stojących pod bokiem Sowietów nie ma co liczyć. Dowództwo wiedziało o tym wcześniej z radia, ale nie było już w stanie powstrzymać nie tylko rozkręcającej się machiny mobilizacji, ale nade wszystko woli walki i zbrojnej odpłaty okupantowi.

Najtrudniej powstrzymać nadzieję; ona umiera ostatnia. Wszak może dopiero krwawa ofiara walczącego miasta przekona sojuszników, by wypełnili swoją misję i uszanowali wolę narodu, który nie chce władzy przywiezionej z Kremla. Tak dokonał się los, na który skazały to pokolenie zimne rachuby polityków; antyczna tragedia 200 tys. poległych i zamordowanych. „Świat się dowiedział, nic nie powiedział” – jak ponad ćwierć wieku później śpiewano na ulicach Gdyni o poległym Janku Wiśniewskim.

Czytaj więcej

Powstanie Warszawskie interesowało media na świecie tylko przez kilka dni

Chyba ofiara Powstania Warszawskiego doprowadziła do zwycięskiego powstania Solidarności

Dla kolejnego „straconego pokolenia” Polaków, los nie był łaskawy. Nawet w emigracyjnym Londynie ukazywały się książki piętnujące absurd powstańczego zrywu. W PRL-u uznano ich w końcu za kombatantów, ale jakby gorszego sortu i przydatnych do manipulacji w walkach o władzę na partyjnym szczycie. Dopiero wolna Polska oddała należną cześć tym, którzy przeżyli. Ale wyobraźmy sobie, że rozkaz z Londynu został wykonany i do powstania nie doszło. Jednak powszechna wola walki i nienawiść do obu okupantów znalazłaby inne ujście na oczach jeszcze bardziej nieżyczliwego świata; może już w 1945/46, a może dopiero – jak na Węgrzech – w 1956. Tak czy inaczej Polska spłynęłaby daremną krwią. Ale chyba właśnie ofiara Powstania Warszawskiego sprawiła, że w tymże 1956 r. – po krwawym epizodzie Poznańskiego Czerwca – weszliśmy na drogę niezbrojnego wymuszania ustępstw, która okazała się skuteczna i doprowadziła do ostatniego w dziejach zwycięskiego powstania Polaków. Nazywało się ono Solidarność.